Prezes Jarosław Kaczyński kontra redaktor Tomasz Lis ? co najmniej 12 do jaja dla prezesa.

Po wczorajszym dniu spojrzałem na tabele wyników, na zestawienie efektów odwiecznego pojedynku głupoty medialnej z głupotą polityczną. Doszła nowa pozycja, w pojedynku Kaczyński ? Lis 12:0, w tym co najmniej 6 ?swojaków? Lisa. Człowiek ma leniwą i rutynową naturę, wydaje się człowiekowi, że jak zajmuje się czymś całe życie, to wie co robi. Redaktor Tomasz Lis z takim właśnie przeświadczeniem wszedł do studia, ale wychodził już z zupełnie innym doświadczeniem i całkiem niepodobną do początkowej, miną. Gdy dorobek i warsztat dziennikarza był oceniany tak jak inne bardziej praktyczne zawody, powiedzmy zawód ślusarza czy kowala, redaktor Lis nie tylko dostałby po premii, ale prawdopodobnie zostałby wywalony z cechu. Od dziennikarza, który robi za gwiazdę już trzeciej telewizji oczekuję czegoś więcej niż nieudolnej rutyny, oczekuję czegoś więcej niż politycznej łupaniny. Po kilku zdaniach jakie wymienili panowie w studio, było jasne, kto i z jakim założeniem przyszedł do studia. Prezes Kaczyński chciał się pochwalić swoją formą po serii morderczych treningów przygotowujących prezesa do pojedynku na miny. Redaktor Lis poszedł na skróty i metodą skuj baba dziada, postanowił prezesa wyprowadzić z równowagi, by ukazać dawnych wspomnień czar.


Już same założenia obu panów podpowiadają, który pan wniósł do studia coś nowego, jeszcze nie oceniam ile wartego, a kto przyszedł zadowolony z siebie ze starymi środkami wyrazu. Pomysł redaktora Lisa sam w sobie może nie był taki zły, bo jak spora grupa wyborców, tak wierzę w cudowną przemianę jadu w wodę utlenioną, jak wierzę, że hipermarketowe parówki są robione z mięsa. Tylko co z tego, że pomysł w miarę przyzwoity, kiedy wykonanie więcej niż fatalne. Poważny dziennikarz wziąłby się za prezesa od najsłabszej strony i przetestował bezlitośnie, ta strona to oczywiście kompletna ignorancja prezesa w takich dyscyplinach jak gospodarka, finanse, ekonomia. Niestety do takiej rozmowy trzeba się przygotować, coś poczytać, skonsultować się z tymi co się znają, naszykować zestaw kłopotliwych i jednocześnie sprawdzających pytań. Okazuje się jednak, że takie rzeczy to dla praktykantów, nie dla poważnego redaktora, dla redaktora to niemal policzek. Dziennikarz, który może się pochwalić rekordowymi stawkami, wie oczywiście wszystko, zna się na wszystkim, bo inaczej kto by mu płacił taką kasę za nic, za niewiedzę.


Demaskowanie prezesa poszło w zupełnie innym niż gospodarczy kierunku i aż mi wstyd pisać w jakim. Tacy redaktorzy jak Tomasz Lis, czy redaktor Rymanowski, gorsza wersja oryginału, mają mniej więcej podobny tok myślenia taktycznego. Bierzemy ?na warsztat? polityka, jedziemy po nim brukiem cytując archiwalne wypowiedzi, im głupsza tym lepsza, im bardziej personalnie kojarzona tym fajniejsza, a następnie przechodzimy do rytualnej debaty, na temat jakości tejże. Co tam taki prezes, pomyślał sobie chytry Lis, już po prezesie - wystarczy, że rzuci mu się w oczy chamem Palikota, przypomni czynnych szatanów i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, że można aż tak prymitywnie, puścił materiał z ZOMO. Gdyby redaktor Lis odwiedzał fora internetowe, wiedziałby, że już nawet najbardziej zaciekli ?antykaczyści?, za totalną wioskę uważają argumenty z pakietu: ZOMO, spieprzaj dziadu, lumpenliberały. To już jest passe od ładnych kilku miesięcy, może nawet i roku, dla co bardziej ambitnych. Trzeba być wyjątkowo mało, nazwijmy to skoncentrowanym, aby się nie domyślić, że na tych topowych materiałach archiwalnych szkolono prezesa, że to już nieludzko wyświechtane frazesy. Prezesowi trener sto razy powtarzał: masz kaczorze brudne mokasyny i brata chama, obrażasz ludzi bolszewiku metr pięćdziesiąt sześć, bez prawa jazdy.


Po początkowych ranach kłutych i szarpanych trenera, zawodnik doszedł do takiej formy, że w tej chwili na podobne ?argumenty? redaktora odpowiada: przepraszam, to było niepotrzebne, to efekt burzliwej debaty, nie będę tego komentował, porozmawiajmy o kryzysie. Te odpowiedzi usłyszał redaktor Lis i szczęka mu opadła. Poniewczasie myśli sobie redaktor, przecież to nie tak miało być, to prezes miał być zagotowany, a ja miałem gotować, niesprawiedliwe jest, że stało się dokładnie odwrotnie. Pod koniec programu wyluzowany prezes przebierał sobie z radości palcami, a redaktor Lis w desperacji krzyczał, że on tu rządzi i on tu jest od zadawania kłopotliwych pytań. Tego wieczoru redaktor niczym i nikim nie rządził, nawet nie panował nad sobą, obraz wyjątkowej biedy i rozpaczy roztoczył swoją osobą pan redaktor i zamiast próbować się ratować, brnął w retorykę brukowego dziennikarstwa. Momentem szczytowym nieudolności redaktora Lisa było zdanie po ogłoszeniu wyników sondy, gdzie wyszło, że 44% chce powrotu PiS do władzy, o co oczywiście zadbała młodzieżówka PiS, ale to my sobie możemy w internecie pozwolić na takie stwierdzenie. Tymczasem redaktor Lis palnął na modlę prezesa, że sondy nie są reprezentatywne, co w kontekście i desperacji bardzo przypominało prezesowe ?zmanipulowane?. Tak marnie skończył redaktor Lis, a środek był jeszcze bardziej żałosny.


A prezes? No cóż, kto ma oczy i patrzy oczyma, nie preferencjami politycznymi, ten widział starego prezesa, ale w najwyższej i poukładanej formie. Kowale wiedzą co znaczy hartować i każdy kowal zauważył, że prezes po tej rozmowie został zahartowany, on wygrał zdecydowanie i będzie mu się to bardzo podobać i będzie powtarzał skuteczną taktykę. Widać, że być grzecznym i prawie normalnym, to dla prezesa nadludzki wysiłek, ale prezes widząc efekty, wprowadzi pewne nawyki w krew i tyle mu redaktor Lis z innymi redaktorami zrobi. Demaskować prezesa można tylko i wyłącznie wiedzą, którą się chwali prezes, a której rzecz jasna nie ma. Prezes w sprawach gospodarczych jest kompletna noga i przy odrobinie wysiłku nawet niewiele lepszy redaktor Lis mógłby rozjechać prezesa. Trzeba było zastosować technikę Tuska i pytać o cenę ziemniaków, albo jeszcze lepiej o kursy walut, ERM2, procent PKB ustawowo zapisany dla MON itd. Można było prezesa ukłuć raz by ten odpowiedział: ?porozmawiajmy o gospodarce? i po takiej odpowiedzi, to już tylko egzamin z pożytkiem dla redaktora i widza. Zamiast jedynie słusznej opcji wywiadu z prezesem, Lis wybrał rutynowe, brukowe dziennikarstwo, dlatego nie żal mi redaktora, chociaż widok był rozpaczliwy. Nie kibicuję też prezesowi Kaczyńskiemu, niemniej opozycja jest nam potrzebna i nawet udający prezes, który zmienia kierunek debaty z ZOMO na gospodarkę, co się na niej nie zna, jest lepszą opozycją niż był i niż, nie daj Boże, żadna opozycja.


5.560908
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.6 (22 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Lisa nie cenię

I już po obejrzeniu wczorajszej końcówki miałam o nim lepsze zdanie, a tu mi Kurak zdaje sprawę z tego, co wcześniej było. I jeśli po gospodarkę nie sięgnął, to zdania na temat Lisa nie nie zmieniam.
Pisząc o końcówce miałam na myśli tylko ten przeze mnie oglądany fragment, gdy Lis przeczytał mu fragment recenzji o jego wystąpieniu. Była pochlebna, że wystąpienie rzeczowe, spokojne i wyważone, bez oskarżeń, że bez zbędnych akcentów o IVRP itd. i zapytał, czy wie kto i kiedy to napisał. Jaruś nie wiedział i był wielce zaskoczony odpowiedzią: ktoś z GW (chyba Stasiński) po jego expose w 2005r. I tu Lis mu dołożył - "panie premierze ja też wówczas napisałem podobnie pochlebny tekst, tylko, że nic w realizacji z tych zapowiedzi nie doczekaliśmy się, była IVRP, tam gdzie stało ZOMO. W mówieniu i zapowiedziach jest pan dobry".
A potem przeczytał mu daty kiedy to PiS i Jarosław Kaczyński zapowiadali zmianę wizerunku i cytował tak mniej więcej co pół roku i nic się nie zmieniało, na zapowiedziach się kończyło. Życzę panu, by się panu tym razem wreszcie udało.


Odniosłam wrażenie na podstawie fragmentu, że przygotował się do końcówki nieźle. Ale okazuje się, że tylko do końcówki. :(


Więc zostaję przy swoim zdaniu - nie każdy Lis taki sprytny, jak go zwą. ;)



Lis to jedna z najlepszych rzeczy jakie zdarzyła się PiS.

Nie pierwszy to raz kiedy Lis partaczy jakąś rozmowę z politykiem PiS. Z Zbysiem Ziobro było dokładnie tak samo. Konsekwencja to piękna cecha, ale tutaj mamy do czynienia z konsekwentnym olewaniem swojego zawodu i swojego widza. Lis to marniutki dziennikarzyna. Natomiast Kaczyński wypał normalnie.


Niestety, normalność na tle marności wypada wspaniale. Dlatego też politycy PiS powinni walić do Lisa drzwiami i oknami. Nawet jeżeli nie wykonają morderczej pracy jak prezes, i będą mówili jak to politycy PiS umieją i lubią, to i tak na tle Lisowej marności wypadną względnie dobrze.


Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa.


Cóż dodać

portret użytkownika partyzant
6

wychodzą z Lisa te piątkowe nasiadówy w doborowym gonie, gdzie nie trzeba wysilać mózgownicy, bo przecież wszyscy wiedzą, że Kaczor jest be, i jak się to po raz 1784 ogłosi Urbi et orbi, to wystarczy za wszystko.
No i wyszło.
Lis nieomal dokładnie rok temu podczas emisji jednego ze swoich pierwszych programów w TVP, szedł na Nowogrodzką do prezesa nieomal jak do Canossy, by go puścić później z "puszki" dla ogólnego śmiechu zgromadzonych.
Od tamtego czasu zdesperowany Kaczyński czegoś się nauczył.
Lis przespał ten czas, gryząc się jak dziecko z ministrantami z "Dziennika". Teraz wydawało mu się, że posparuje sobie na luzie te 40 min z żoliborskim tetrykiem. A dostał fangę, o ironio "polityką miłości" i PR-em właśnie.


Nie wiem czy się do piątku pozbiera i jak go przyjmą koledzy po piórze.


wciąż w lesie


A może Liskowi sparafrazować zapożyczony

zapożyczony przez niego tytuł jego własnej książki: Świat się zmienia durniu!


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


Żałować ?

Nie widziałam programu T. Lisa. Żałować?


Teresa Stachurska


Chyba

tak.... aby zobaczyć jak " rozwija się " prezes. Wystąpienie niemal swobodne, odpowiedzi zakłamane doszczętnie, ale gładkie.... uśmiech na obliczu. Lis poszedł w stronę podważania szczerości tej przemiany, wykazania, że to juz było... a prezes dał sobie radę... choć oberwał kilka mocnych ciosów.
Reakcja na ten program zdaje się wskazywać, że ważniejsze jest czego Lis nie powiedział od tego, że ten nowy prezes jest zwyczajnie nebezpieczny i jest czego się bać. Bo prezes tylko udoskonalił styl... nic porócz tego.


Ani chybi

redaktor Lis zafunduje sobie trening z PR.
P.S. Wracając do weryktu jury w konkuresie na blog roku. Trudno żeby Żakowski kopał pod sobą dołek i wynosił na piedestał jakiegoś anonimowego publicystę. Nikt nie lubi konkurencji. Senyszyn bezpieczna jest, bo jest politykiem i co najwyżej pamiętniki pisać będzie, a taka matka kurka - kurka wodna - chleb odbiera redahtorom jak nie przymierzając internet czytelników gazetom i czasopismom.
Juści wzorem PSL, wystąpić trzeba z projektem ustawy, że publicystykę godzi się uprawiać jeno członkom cechu dziennikarskiego. Aby zaś bumagę odpowiednią otrzymać trza będzie universitas de presse skończyć, w którem redahtor Żakowski za wykładowcę robić będzie.


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


Prosty zabieg. Stan pacjenta stabilny.

Tia, rutyna to jeden z tych podstępnych wrogów, co to nam się czają w trzewiach. Ciekawość, jak też samopoczucie pana redaktora po zabiegu. Bo i chirurg trafił się z tych, że uchowajpanie.


...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)


A ja myśle, że to wyrezyserowano

Jarek wypadł tak, jak miał wypaść.


Operował zespół?

Skoro pacjent podpisał zgodę, to hak na Janosika maleńki w sumie był :)


...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)


ego Lisa, Markizie

myślę, Markizie, że się jednak mylisz; nadmuchane ego Lisa nie pozwoliłoby mu zrobić z siebie wyreżyserowanego idiotę; moim zdaniem to była jednak profesjonalna wpadka, wynikająca ze zlekceważenia przeciwnika


Ha

Ja tu zobaczyłem prezesa powtarzającego kłamliwe tezy o zasługach PiSu w sprawie gospodarczego wzrostu i wykorzystaniu funduszy unijnych. Kretyństwa o konieczności dalszego zadłużania państwa dla poprawy jego gospodarki. Idiotyzmy o programach, jakie proponował a nie wdrażał PiS twierdząc teraz, że jest skuteczny. To wszystko przyprawione zomoidalnym sosem z odpuszczeniem filipkowej łatwizny.


Nie jestem dziennikarzem i nie muszę Lisowi wytykać błędów warsztatowych. Nie umiem nawet. Moim zdaniem pokazał starego Kaczyńskiego uczesanego w nowy ale mocno szczerbaty ząbek.


Ja Hrabini

Znowa mnie Pan każy byja zakluczyłła do myslenia dwie półkule ,mózgowne
zresztu
 Co awtor mniał na mysli w opisi tej wo przyrody ?


 Lis zszedłszy na Pisy, zaprosił byłł do dyskursa  Hieny, odzianegu w nowom
 skóry ściongnientom ze staregu Capa .


Muszy ja  zamniast Ludziej ,pod źwierzontka podstawić Hołote,taj napewnu coś
wylizi.


Dokładnie tak było.

Czuję się zawiedziony bo Kaczyńskiego nie cierpię, a Lisa cenię bardzo wysoko, choć nie wiem czy nie wypada o tym mówić w czasie przeszłym.
Gdy zobaczyłem kto przyjął jego zaproszenie do TV, rozsiadłem się wygodniej jak niegdyś przed skokami z udziałem Małysza, by nie uronić ani słowa ze słownej uczty jakiej się spodziewałem, czyli złośliwego bełkotu kontra argumentom wymawianym czysta polszczyzną.
Tymczasem mały prezesik natychmiast po pierwszym gongu przejechał się po wielkim Lisie jak czołg, a rozjeżdżany jakby mu tego było mało, jeszcze dodatkowo uruchomił kije samobije, którymi sygnalizując utratę panowania nad sobą coraz dotkliwiej sam się okładał.
Przysłowie mówi, że szczęście sprzyja dobrze wyszkolonym i pech widocznie chciał, że w chwili gdy to zrozumiał Jarosław Kaczyński, widocznie musiał zapomnieć Tomasz Lis...


Generalnie to się zgadzam, że

Generalnie to się zgadzam, że Lis był cieniutki i przewidywalny do bólu, ale ogłaszanie zwycięstwa dla Prezesa 12:0 to lekka przesada. Bo cóż ten Jaro takiego sensownego powiedział? Według mnie nic. Zrobił parę uników na ringu słownym, nie dał się wyprowadzić z równowagi odświeżaniem starych kotletów. Tu się zgadza, był skuteczniejszy od Lisa. Owszem, hasełko - pogadajmy o kryzysie - powtarzał jak mantrę, ale poszło za tym zero treści. Znudzili mnie obaj po 3 minutach.


Szykuje się nam za to dużo ciekawsza rozgrywka z emigrantem Czumą. Proszę mnie nie wyzywać od oszczercy, ale ten gostek podpadł mi na drugi dzień po nominacji [a odbierał ją wyjątkowo skocznym krokiem, podejrzanie zabawnym - jestem wyczulony na pewne gesty], gdy zaczął pitolić o uzbrojeniu Polaków w broń. Chyba ktoś mu wyperswadował na boku, że robi z siebie błazna, bo sprawa szybko ucichła. Jeśli prawdą okażą się zarzuty o niespłaconych długach, to wstyd i smród okropny. Więcej powiem, nawet jeśli wszystkie długi spłacił, to liczba spraw sądowych i żalących się prywatnie osób na nierzetelnego dłużnika, ociągającego się miesiącami lub latami - o czymś jednak świadczy. Pozwolę sobie na pewną złośliwość. Jeśli Czuma wyleci, to jest szansa, że po zgarnięciu odprawy, potencjalni dłużnicy coś odzyskają.


Lis zawsze był nadętym durniem...

portret użytkownika Soosell

Jedna z tego zdarzenia może wyniknąć korzyść. Może wreszcie dziennikarskie miernoty zaprzestaną popychania wszystkich mediów w stronę tabloidów.
A tęsknię za taką zmianą...


Soosell KO02LG


Była taka dłuzsza chwila, w której Lis sie zadumał. Czoło

miał zmarszczone, w spojrzeniu zmęczenie. Czas zadumy J.Kaczyński pozytkował na rozwijanie tyrady, nagle Lis otrzeżwiał i przeszedł do ofensywy słowami: - Pan długo mówił, teraz ja chcę coś powiedziec, to nie kongres PiSu, choć nie mam pewności. Ofensywa polegała na tym, że coś próbował, bez wiekszych rezultatów.


Lis przeżył szok. - Ale pan mówił, ze rząd Tuska jest nieudolny... - A pan powie, ze jest udolny? Tu cisza zawisła, dopiero po chwili odzyskał rezon Lis- Ale pan musi przyznać, ze wasz był nieudolny...


Lis pocztkowo mówił bardzo wolno, jakby nie będąc pewnym, czy zostanie zrozumiany, nie spodziewał się refleksu ani zwrotów akcji. J.Kaczyński wygrał tę potyczkę, jednak jako motto odpowiednie były słowa Lisa właśnie. Mianowicie te: - Kiedy zamienimy się miejscami, pan będzie dziennikarzem, a ja politykiem, wtedy to pan będzie zadawał pytania.


Komć dodany, pozdrowienia.


źle zrobił

Pokazał w ten sposób całkiem otwarcie, że czuje niechęć do swojego rozmówcy, a więc jest stronniczy. Nic takiego poważnemu dziennikarzowi nie powinno się zdarzyć, bo podstawową cechą rzetelnego dziennikarstwa jest obiektywizm.
Po prostu Lisowi niepotrzebnie puściły nerwy...


Jasne, ale J.Kaczyński rewelacyjnie mu zajechał, mianowicie

Lis: - Ale pan nie zlikwidował KRUSu!, (bo pan wiedział, ze SO itd czy itp....)
J.Kaczyński: - Ale... - tu krótka przerwa, pochylenie głowy, namysł nad najtrafniejszymi slowami, po czym - ... pan zdaje się inaczej rozumieć demokrację, w moim odczuciu w demokracji nie mozna negować zadnej grupy spolecznej, rolnicy również są grupą społeczną.


Dokładnie słów nie pamiętam, ale ten fragment najbardziej wytrącił Lisa.


Zmierził mnie ten program już po 3 minutach,

portret użytkownika sospel

potem zastanawiałam się, czy cały spektakl jednak nie jest wyreżyserowany przez odpryski PiSu w TV publicznej. Łącznie z Lisem!
Dlaczego nie było oklasków widowni ze strony "lisiej"?
Wbrew swoim przekonaniom uległam jednym słowem teorii spiskowej!


A przeszedłszy do ministra Czumy: nie żałuję Tuska, że ma teraz problem. Trzeba było dwa razy pomyśleć zanim skłoniło się min. Ćwiąkalskiego do złożenia dymisji.


"Na początku był chaos."


Były ze strony Lisiej z 2 -3 razy. Raz właśnie w momencie, kiedy

Lis powiedział, ze się rolami zamienią, ale rzeczywiście sugerował, ze zwolennikow J.Kaczyński przyprowadził. Gdyby dialog byl pomiędzy politykami, sily byłyby rozłozone.


A Tusk nie wiedział, że w krótkim czasie wyjdzie sprawa z inzynierem S., pytanie, dlaczego nie wiedział.


a no wlaśnie,Tusk ma pecha

i to jakiego. Obawiam się, że nawet
gdyby myślal szybciej i sprawniej
pomogloby to niewiele. Obawiam sie, że
to jak niegdyś u Mleczki : "widocznie
Pan Bóg nie chce wzrostu gospodarczego"
Ale jest światelko w tunelu. Stopniowe wyrównanie
w sondażach z PiSem chyba jeszcze ten jeden raz
zmobilizuje wyborców. Chyba.


rozjechać Prezesa nietrudno

a) oczywiście gospodarka
b) rozwścieczenie bratem
c) ośmieszenie deficytem nowoczesności
itp....
każdy ostry prowincjonalny , a może nawet i osiedlowy
dziennikarz dalby radę. A tu po telewizjach we Warszawce
porozsiadali się Lisy,Rymanowscy i Gawryluki. Nie potrafią,
a innych nie dopuszczą.
Tylko czy trzeba rozjechać Prezesa?
Znając wyborców, chyba lepiej jednak nie.
No to oni specjalnie Go nie rozjadą, no bo przecież jakby
co, to potrafiliby, a jakże.
Taka jest moja koncepcja.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.
stat4u