Prześlij dalej:

Wyzwanie Kaczyńskiego na pojedynek, to jednocześnie najstarsza i najnowsza polityczna prowokacja Tuska. No właśnie, prowokacja, nie jasno sprecyzowany projekt polityczny nie początek kampanii prezydenckiej, ale tandetna wrzutka Tuska, która pokazuje, że wszystko się kiedyś kończy. Tusk był chodzącym produktem marketingu politycznego i w najlepszym dla siebie czasie potrafił prostymi środkami ustawić całą scenę polityczną. Oczywiście nie wynikało to z talentów Tuska, ale z potęgi sprzyjających mu mediów odwalających całą robotę, niemniej jakiś materiał wyjściowy zawsze dostarczał.

Taką flagową i prostą zagrywką Tuska było prowokowanie Kaczyńskiego, najczęściej wyjątkowo prymitywne, a po 2010 roku więcej niż… i tu musiałbym użyć wulgarnego słowa. W ramach zgranych numerów nieustannie pojawiało się wzywanie do debaty Jarosława Kaczyńskiego. Do 2014 roku trwał niekończący się spektakl, przy każdej możliwej okazji temat wracał i trzeba powiedzieć, że to działało. PiS nie bardzo potrafił odpowiedzieć na ten ustawiony teatrzyk, ale też nie dało się mądrze zareagować. Kaczyński doskonale wiedział, że debata z Tuskiem przy wsparciu mediów skończy się tak samo, jak w 2007 roku, czyli błazeństwa wygrają z konkretami. Nawisem mówiąc zachęcam do obejrzenia tej kultowej już debaty z perspektywy 10 lat i zapewniam, że to zupełnie inna debata, w której Tusk przy Kaczyńskim jest politykiem z 3 ligi. Sęk w tym, że wtedy perspektywa był zupełnie inna i zerżnięte wrzutki, między innymi z francuskiej kampanii, przyniosły sukces.

Na długi czas polska polityka została ustawiona na frontowej linii, gdzie ścierało się trzech polityków o dwóch nazwiskach: Tusk i Kaczyński. Parę miesięcy temu pisałem, że „król Europy” próbuje wszelkimi możliwymi sposobami powrócić do tego podziału, który gwarantuje mu co najmniej drugie miejsce w polskiej polityce. Podtrzymuję w pełni swoje stanowisko i dorzucam kolejny argument w postaci rytualnego wzywania Kaczyńskiego do debaty, bo przecież wszyscy wiemy, że Kaczyński w wyborach prezydenckich nie wystartuje. Akcja Tuska to poziom Petru i nie da się tego inaczej skomentować. Głupi wie, że takie prężenie muskułów jest żałosne, coś na zasadzie znokautowałbym w pięć sekund dwóch Kliczków naraz, ale akurat mam drugą zmianę i śpieszę się do roboty. Deklaracja Tuska, że wystartuje w wyborach jeśli stratować będzie Kaczyński, mieści się w tej samej „konwencji”, z tym, że Tusk sam się upokarza i robi to świadomie, żeby nie zostać upokorzonym przez kogoś innego.

Hasło bojowe „Kaczyński chodź na solo” brzmi komicznie i ma tyle subtelności, co „Plan Petru”, ale politycznie ustawia Tuska na bezpiecznych pozycjach. Z jednej strony Tusk setny raz pokazuje, że jest jedynym przeciwnikiem dla Kaczyńskiego, z drugiej usiłuje ukryć, że się boi starcia z Andrzejem Dudą. Polityk, który czuje się pewnym kandydatem na prezydenta powinien postawić ostre warunki. Tusk niby chce się bić z zawodnikiem najcięższej kategorii, ale tylko dlatego składa takie deklaracje, bo wie, że żadnego pojedynku nie będzie. Start Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich to czysta abstrakcja, której się Tusk chwycił jak koła ratunkowego. W następnym ruchu będzie mógł powiedzieć, że skoro Kaczyński „stchórzył”, to on się nie będzie pojedynkował z rezerwowym, czy zawodnikiem lżejszej kategorii, coś równie „oryginalnego” na pewno wymyśli.

Czy to wszystko, co można z ruchu warg „króla Europy” wyczytać? Nie, są jeszcze dwie sprawy. Pierwsza to rąbek spódnicy Merkel i o ile ona przetrwa politycznie, to Tusk może liczyć na jakąś posadkę, która zapewni mu byt i immunitet. Rzez druga. Fakt, że Tusk najwyraźniej chce uciec od wyborów prezydenckich nie oznacza, że chce uciec od polskiej polityki. Powiedziałbym nawet, że to może być poważne ostrzeżenia dla Schetyny i sygnał do całej opozycji. W przeciwieństwie do Schetyny miałby za sobą sympatie mediów, a gorszego wyniku PO niż obecne notowania nie da się uzyskać. Prymitywne to wszystko, momentami żałosne i bardzo dalekie od dawnej formy Tuska, ale ciągle cwane i perfidne, jak Tusk.

Źródło foto: 
6
9608 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. to nie był to pobór na siłę jak jego dziadka do Wehrmachtu...

    Tusk wybierając się w 2014r pod skrzydełka Makreli do RE wyłącznie dla prywatnych korzyści i własnej kariery pokazał w jakim głębokim poważaniu ma Polskę i własną partię... i dziwił bym się lemingom jakby na niego głosowali - przecież on PO i Polskę zdradził...

     

  2. Tusk jest "śmierdzącym tchórzem" i doskonale wie, że przegra z każdym kandydatem wystawionym przez PiS. Pokrzykuje, ale kandydować nie będzie. Z Tuskiem łatwo wygra Szydło, Morawiecki, Macierewicz, a także Duda.

  3. TW Oskar znowu nadaje...

  4. PO raz kolejny okazuje się, że "Król jest psichuj". Odnośnie umaszczenia, znaczenia i charakteru Tuska.

  5. Bylibyśmy znacznie bogatszym i szczęśliwszym krajem gdyby do polskiej polityki nie przyplątał się ten ryży etniczny Niemiec. To przerostowi jego chorej ambicji zawdzięczamy kilka straconych lat. Mam nadzieję że wyborcy sobie to wszystko przypomną i poślą go w polityczny niebyt.

  6. Tusk i tak by przegrał...

  7. Tuska jako poważnego człowieka, w tym także jako powaznego polityka dyskwalifikują oczywiście dziesiątki numerów które wywinął, ale dla mnie 2 są najbardziej symptomatyczne: 1. tzw "inwestor katarski"- kiedy to tusk szedł w zaparte, że jest realnie finalizowana umowa o sprzedaży stoczni, choć było widać, że to dramatyczna, ośmieszająca ściema; 2. namaszczenie kopaczowej na premiera- pamiętam, ze nawet zajadli platformersi początkowo tłumaczyli mi, że to żart lub kaczka dziennikarska. 

  8. może nie na temat, ale odniosę się do wpisu na tweeterze: Panie Piotrze budżet sekcji piłki nożnej Wisły Płock to 12 mln zł z czego Orlen wniósł 2mln. Dla porównania Legia Warszawa tylko na wypłaty dla swoich zawodników przeznaczyła 60mln. zł. Z takimi pieniędzmi jakie dostaje Wisła od Orlenu Legia czy Zagłębie okupowaliby ostatnie miejsca w tabeli,...w 2lidze.

     

  9. avatar

    Debata Kaczyński - Tusk.

    Dosadnie to ujął Murphy w jednym ze swoich praw:

    "Nie dyskutuj z głupcem, ludzie mogą nie dostrzec różnicy"