Tusk i Gowin straszą Kaczyńskim – każdy po swojemu

Prześlij dalej:

W partii schyłku i w konsekwencji upadku, wyjałowienie osiąga swoje apogeum. Pozory pokazują sprzeczności i konkurencyjność między zdeklarowanym przywódcą i wahającymi się kandydatami, ale rzeczywistość nazywa się „O Jezu! Kaczyński!”. Jeśli naiwni mieli nadzieję, że kampania Tusk chociaż trochę dmuchnie świeżym powietrzem, to chyba mają już pewność, że dalej będzie dawać starym trampkiem. Donald się nie bawi w szczegóły, jasno zdefiniował jak zamierza utrzymać stołek: „to będzie walka między wizją Polski PO i wizją Polski, jakiej chce PiS”. Nic nowego i wszystko co zalatuje stęchlizną pod słońcem, ale trudno się dziwić, bo nic innego z trupa wydobyć się nie ma prawa. Teoretycznie świeży wydaje się Gowin, tylko jakoś nikt mi nie potrafi wytłumaczyć na czym miałaby nowość spersonifikowana Gawinem tak konkretnie polegać. Mnie się zaprezentował człowiek, który gra Kaczyńskim tyle, że nieco inteligentniej od Tuska. Obecny lider PO straszy Kaczorem, ale w odwrotnej kolejności, teraz główny strach kieruje na własne szeregi potem na salony, dopiero na końcu straszy elektorat. Czym się mają przerażać wyżej wymienione podmioty? Stare strachy, to i nie ma sensu szczegółów powtarzać, wiadomo, że przyjdzie Kaczor i wszystkich powsadza o szósta nad ranem. Pierwsza i ostatnia wizja, którą prezentuje Tusk, dlatego Gowin musi zmontować alternatywę strachu, co też w miarę inteligentnie czyni. Pan filozof z Krakowa straszy drugi i trzeci garnitur PO, że skończy partyjni towarzysze w PJN i SP, jeśli się w partii utrwali wodzowski model, na obraz i podobieństwo Kaczyńskiego. Niby strach jest strachem, ale ważne jakim sposobem diabeł się odmalował. Zwycięstwo znajduje się w odpowiedzi na pytanie, co wzbudza większy strach i który strach ma większą frekwencję wśród przestraszonych, bo te dwa zjawiska nie są tożsame, .

Strach zdefiniowany przez Tuska spina baronów i salony, co niemal na pewno gwarantuje mu zwycięstwo w PO. Wiadomym jest, że przestraszenie bossowie lokalnych rodzin będą trzymali za pysk partyjne doły, bo w przeciwnym razie cały biznes szlag trafi. Wystarczy, że baronowie wypowiedzą magiczną formułkę: „Chcesz mieć robotę? To głosuj na Tuska, nie myśl sobie, że bez Donalda będziesz miał lepiej”. Gdy się spojrzy na twarze lokalnych działaczy, to inteligencji na tych obliczach ano rentgenem, ani podczerwienią nie znajdziesz. Konformiści z podkulonymi ogonkami, dla nich każda zmiana wiąże się z nieprzespanymi nocami i wybiorą życie pod butem Tuska, nie jakąś tam wolność z gołym świecącym zadkiem. Gowin prawdopodobnie wie jaka mentalność obowiązuje w organizacji zwanej PO i wie, że Tuska w gwarancjach dla złodziei i nierobów wszelkiego szczebla, nie przebije. Chciał nie chciał poszedł jedyną możliwą drogą – straszeniem zamordyzmem partyjnym, gdzie nikt nie śmie słowa wodzowi pisnąć. Niektórym, bardziej ambitnym i przede wszystkim świadomym, że Tusk po wygranej zacznie czystkę, a właściwie jeszcze w trakcie kaampani się za to weźmie, słowa Gowina będą ostatnim pocieszeniem. Gowin skupił wokół siebie ludzi z PO, których Tusk przeznaczył do odstrzału i aby ich odpowiedni pocieszyć i dostać jakieś procenty głosów, straszy Donaldem Kaczorem.

I to cała walka na lęki w PO, ale muszę jeszcze uzupełnić obraz rzeczywistości o Schetynę, bo mam pewność, że wymagający Czytelnik dawno zauważył ów brak i zastanawia się czym jest spowodowany. Otóż moim zdaniem Schetyna właściwie ma gorzej od Gowina, ponieważ on musiałby powielić strach firmowany przez Tuska, co zawsze i wszędzie czyniło numerem dwa, kalką oryginału. Szansa Schetyny, jeśli w ogóle coś podobnego istnieje, leży w kurczącej się puli do rozkradania. Gdzie kołderka kusa, tam szarpania idzie na całego. Schetyna ma mnóstwo swoich biznesów z lokalnymi działaczami i jego wybór dałby gwarancję znajomym i ludziom Schetyny. Pytanie tylko, jaką siłą dysponuje Grześ i czy wśród ludzi Grzesia nie panuje podobne przekonanie, jak wśród spanikowanego salonu, że bez Tuska całą ta piramida strachu się zawali. Ciekawe rzeczy się dzieją i w dodatku według mojego scenariusza – syndrom SLD. Wali się zewsząd, kiedyś jeden zgrzyt był szeroko komentowany, dziś mamy marszałka z PiS na Podkarpaciu, zbieranie podpisów odwołujących HGW, porażka w Rybniku, spadające sondaże, zegarki, załamanie w stoczni, szkolenia PKW i tematy żyją swoim życiem, bez opieki propagandowej. Sprawy się spyia, a PO rządzi strach. Tusk i Gowin gwarantują sobie polityczny byt strasząc Kaczorem, z tym, że w rózny sposób, no i Gowin straszy z szacunkiem dla Koczora zostawiając sobie furtkę w postaci transferu z paroma kumplami do PiS.

6
5905 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. Prawdopodobnie Gowin ma powtórzyć "manewr z Palikotem", czyli pozbierać elektorat uciekający z PO, tak by nie dostał się w pisowskie łapy. Uczyni to w palikoci sposób,  zakładając nową, pozbawioną błędów i wypaczeń partię ściśle współpracującą z PO.
    Jeśli jednak nic z tego nie wyjdzie, a PO spadnie na dno, to tak jak piszesz - Gowin przeniesie się do PiS.

  2. przez zielonych alternatywnej koalicji, czy test twardosci donalda?

  3. Kaczyńskiemu Gowin nie jest do niczego potrzebny. Zresztą Gowin wielokrotnie wypowiadał się o Smoleńsku jako o "zwykłej katastrofie" i m.in ze względu na to transfer Gowina do PiS byłby kompromitacją Jarosława. Kaczyński zaczyna grać mądrzej i dogadywać się - dziś dogadali się z dwoma ludźmi z sejmiku w Rzeszowie i ich senator został marszałkiem w Podkarpackim (za to na dywanik Tusk wezwie Piechocińskiego). Tym samym niedługo odbędą się przedterminowe wybory na wakat senatora i wg "wpolityce" kandydatem PiS ma być Marek Jurek. Od lat zachodziłem w głowę dlaczego tych dwóch czyli Jurek i Kaczor nie mogą się dogadać, Zdaje się, że wreszcie poszli po rozum do głowy.

  4. agitacyjnego jak sie dowiedzial ze w chrzescijanskiej Polsce ludzie zamiast chodzic do swiatyni handlu beda chodzic do kosciola, to pewnie przezyl uderzenie bomvy atomowej. to caly milowy krok wstecz na drodze do liberalnego komunizmu.