Wielki komunistyczny artysta Charlie Chaplin i peerelowska ciota Marian Opania

Prześlij dalej:

Krytycy i filmoznawcy pewnie będą się spierać do końca swoich dni lub do końca dni kina, w którym filmie Charlie Chaplin zagrał rolę życia w: „Brzdącu”, „Gorączce złota”, czy „Dyktatorze”. Takie życie, takie prawo krytyków, ale zdarzają się cuda i jestem niemal pewien, że nie byłoby żadnego sporu między recenzentami, gdyby zmienić kryterium oceny z roli życia, na najbardziej odważny i ryzykowny projekt. W tej kategorii „Dyktator” jest bezkonkurencyjny i to z co najmniej dwóch ważnych powodów. Charlie Chaplin zagrał w dyktatorze sparodiowanego Adolfa Hitlera z taką pasją i przekonaniem, że wielu uznało ten obraz za propagandę wojenną. Ryzykował Chaplin grając samą postać, ale ryzykował też zupełnie nową formą, która zwyczajnie mogła Charliego zabić. Był geniuszem niemego kina i postawił cały swój artystyczny dorobek na jedną szalę grając w udźwiękowionym i politycznie kontrowersyjnym filmie. Nie ma chyba dziś widza, który zarzuciłby Chaplinowi porażkę artystyczną, najwięksi sceptycy i wrogowie poglądów politycznych Chaplina doceniają klasę, tego idola komunistów. Charlie Chaplin był wielkim artystą, między innymi dlatego, że był niezwykle odważnym artystą, perfekcjonistą i tytanem pracy. Zupełnie innym artystą jest Marian Opania, dotąd był drugoplanowym, charakterystycznym aktorem, który miał swoje średniej miary zawodowe sukcesy. Twarz kojarzę – tak się zwykle mówi, gdy się widzi aktorów z tej półki i wcale nie w związku z tragikomicznym kontekstem, jaki się pojawił na łamach prasy, silę się na ironię, ale naprawdę musiałem odwiedzić Wikipedię, żeby sobie przypomnieć dorobek filmowy Opani.

Nie jest Opania gwiazdą współczesnego kina nie był gwiazdą PRL, taką jak ze wszech miar nie lubiany przeze mnie Daniel Olbrychski, który zagrał co najmniej trzy genialne role: Azję, Jędrzeja Kmicica, Karola Borowieckiego. Marian Opania takich wielkich ról w swoim dorobku nie ma, za to lat ma już tyle, że na rolę życia zostało mu niewiele czasu. Nim przejdę do sedna tchórzostwa Opani, do postawy pod każdym względem godnej miana cioty, muszę uczciwie powiedzieć, że film o „Smoleńsku” nakręcony po tak krótkim czasie i w takich okolicznościach jakie mielimy dzień w dzień ma pełne szanse stać się drugim „Pokłosiem”, czyli ideologiczną fikcją nakręcaną emocjami. Musieliby taki film robić geniusze, czego wszystkim uczestnikom projektu życzę, musieliby się wznieść na wyżyny swojego geniuszu i musieliby jeszcze dokonać cudu, by ten film nie został utopiony w „debacie”. Wszystkie te trudności są czerwoną lampką dla widzów, producentów, sponsorów, menedżerów i pozostałych speców od dystrybucji, reklamy, „office boxu”, natomiast dla aktora to wyzwanie najwyższej próby. Widziałem fragmenty roli Więckiewicza, który gra Wałęsę i chociaż nie mam złudzeń czym będzie ta peerelowska hagiografia, to zauważyłem frapujący zabieg artystyczny. Więckiewicz naprawdę dobrze, jeśli nie bardzo dobrze opanował specyficzną „dykcję” Wałęsy i jego kabotyńskie pozy. Tak jak „Pokłosia” nie dotknę, tak film o Bolku zamierzam obejrzeć i zachęciła mnie właśnie rola Więckowskiego.

Opania miał dokładnie takie same szanse, by nawet najbardziej radykalni przeciwnicy Lecha Kaczyńskiego, dostrzegli geniusz w roli, zobaczyli, że aktor zrobił doskonałą robotę. Stracił Opania tę szansę bezpowrotnie, nie miał tyle jaj co Chaplin, nie miał tyle odwagi artystycznej, co Więckiewicz. W pierwszym odruchu pomyślałem sobie, że Opania przynajmniej zachował się uczciwie, nie kombinował, nie silił się na dyplomację, po prostu nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i dlatego nie zagra Lecha Kaczyńskiego. Wrażenie mi pozostało do czasu, gdy przeczytałem uzasadnienie Opani. Teraz widzę wyraźnie, jaką ciotą jest Marian Opania, ciotą artystyczną, ciotą dla lepszego towarzystwa, w końcu zwykłą ciotą. Widzę również, że nie ma żadnej uczciwości w tym co Opania mówi, on nie zagra Lecha Kaczyńskiego nie dlatego, że nienawidzi brata Jarosława Kaczyńskiego, ale dlatego, że wypadłby z towarzystwa. Opania swoim małostkowym oświadczeniem podpisał lojalkę, w dodatku lojalkę polityczną, nie artystyczną.

Przy okazji swoją małością w sposób wyjątkowo spektakularny potwierdził, co się dzieje w lepszym towarzychu, oczywiście, żadna to tajemnica, ale potwierdzenie wyjątkowo nośne. Tak czy inaczej, największymi rolami Opani, zapisanymi na epitafium, pozostaną role: kapusia esbecji w „Człowieku z żelaza” i generała SB w „Rozmowach kontrolowanych”. Używając logiki Opani, która jest logiką tchórzliwej cioty, muszę uznać, że przyjął te role ponieważ żadna postać nie była dla niego "wątpliwa moralnie" i „jako osoba myśląca zgodził się na udział w czymś takim”. Obie role były bardzo dobre, za żadną z tych ról nikt nigdy Opani politycznie nie rozliczał. Zagrał brawurowo esbeckiego kapusia i chyba jeszcze lepiej esbeckiego generała, ale to wszystko na co go było w artystycznym i prywatnym życiu stać. Zdarza się, każdy ma swoją świeczkę, widać Opania urodził się Opanią i Chaplinem, ani nawet Więckiewiczem nie umrze. Nie jest Marian Opania odważnym artystą i nie jest artystą inteligentnym. Artysta inteligentny ma prawo, może nawet obowiązek odmówić gry w filmie, z którego przekazem się nie zgadza, ale odmowa z powodu nienawiści do rzeczywistego brata filmowego bohatera, to nowa „jakość” politycznej lojalności wyznaczona dla pozostałych peerelowskich ciot.

PS Ach! Ta paranoja jeszcze, zapomniałem na śmierć. Paranoja oceniania aktorów i wszystkich innych – nasz nie nasz. No proszę wybaczyć, ale przecież to Opania swoją ciotowatą wypowiedzią wyznaczył się na swojaka i obryzgał wątpliwą moralnością obcych, a dopiero potem odpowiedzieli „prawicowi publicyści”. Czy się mylę?

6
9853 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. avatar

  2. avatar

    POLSKICH w Polsce jest Niemiec - zbiegły z Wehrmachtu. On jest jedynym - w tym filmie - człowiekiem na odpowiednim miejscu, bo cała reszta to typowy polski motłoch - rozmodlony i pijany. Nawet towarzysze aktorzy z bratniego NRD nie chcieli grać Polaków w wojennych epopejach, które DEFA kręciła taśmowo. Polaków i - co ciekawe - gestapowców. Do takich ról importowano polskich towarzyszy-aktorów. 
    Nie słyszałem aby jakiś polski aktor odmówił, albo zaprotestował, dajmy na to prezes SPATiF-u, czym rzecz jasna, chwaliłby się dzisiaj po wszystkich gazetach i tv.
    Całe aktorstwo, podobnie jak cała reszta ,,ludzi kultury" jest unurzane w szambie PRL-u, i nikt nie robi im z tego wyrzutów. Za wyjątkiem kilku oszołomów, skupionych wokół wiadomo kogo.
    Wystarczy obejrzeć kilka ,,produkcyjniaków" peerelowskich, albo filmów wojennych, gdzie gromkie ,,urraaa" przeplatane jest uściskami i pocałunkami z sowieckimi ,,druzjami".Albo wszystkie tysiąc ról dobrych, uczciwych i szczerze zatroskanych sekretarzy komitetów zakładowych, powiatowych i wojewódzkich ukochanej Partii.
    Jeden z naszych wielkich artystów był członkiem KC PZPR. Reszta, chyba próbowała - bezskutecznie. 
    Żałosna i tchórzliwa odmowa Opani nie jest pierwszym, tego typu przypadkiem w ,,wolnej Polsce". Poproszony o uczczenie wizyty płk Kuklińskiego, zwyczajną deklamacją, Janusz Gajos - odmówił.

  3. "żyda" z niemiec hitlerowskich.

    Pytanie nie brzmi "czy" tylko "jak bardzo" siatka terrorystyczna z ABW przyciągnęła uwagę terrorystów z całego świata na cel POLSKA.

  4. Opania jak był drugoplanowym aktorem, tak drugoplanowym aktorem umrze.
    PS Gdzieniegdzie jest Więckowski w felietonie.

  5. Marian Opania zachował się bardzo nieprofesonalnie. Oświadczył że nie chce grać w filmie stawiającym w  korzystnym świetle poglądy z którymi na codzień "walczy".
    Gdyby tak samo zrobił Maciej Stuhr, to chyba byśmy go chwalili, no ale to czysto teoretyczna sprawa, bo skąd by wział jakieś poglądy?

  6. avatar

    i chyba nie jest jego rolą ocena postaci, którą ma zagrać. Bo któż, niby, miałby zagrać Hitlera albo Józefa Wissarionowicza, pomniejszych rzeźników nie wspominając. Natomiast Stuhr rozpowiada pismakom i telewizyjnym blondynkom, że on świadom jest swojej wielkiej i niezwykłej roli, i że ją zagrał na przekór Polakom. Bo on, w zasadzie, Austriak. Do pieca (polskiego krematorium domowego) dorzucił kilka polan - stary Stuhr. Że wsiowi Polacy to w zasadzie bydło.
    Więc jadą po bandzie ,,ludzie kultury", tym co zawsze - misją.

  7. avatar

    i całą austriackość szlag trafił na rzecz starozakonnizmu, bo taki jest ich język.
    Teraz jeszcze tylko poszczać po krzyżach ze zniczy ...
    W książce "Stuhrowie Historie rodzinne"  cytat "Pan Jerzy podkreśla, iż mimo bycia Polakiem wytykano mu obco brzmiące nazwisko".
    Jakoś kiedy byłem w wojsku było kilku chłopaków o obco brzmiących nazwiskach i nikt im z tego powodu nie dokuczał i nie wytykał im tego.
    Takie biedaczysko i Polak.
    To był pewnie zwyczajny antysemityzm.

  8. Z graniem Hitlera i jemu podobnych nie ma problemów, bo te postacie są dobrze rozpoznane, i filmów je gloryfikujących wbrew ludzkiej wiedzy raczej nikt nie robi.
    Podobnie wszystko już wiemy o losie Żydów, stąd branie udziału w filmowym łgarstwie na ten temat jest nieładne.
    Co innego gdy postacie i wydarzenia są nie w pełni wyjaśnione, niejednoznaczne, tak jest np z Wałęsą czy z L. Kaczyńskim.
    Wowczas aktor ma prawo do wątpliwości nie chcąć za kilka lat wyjść na durnia, albo jak Opania ceniąc zbyt wysoko zgodne życie w "lepszym towarzystwie".

  9. avatar

    lepiej albo postawi cokół pod pomnik, którego wszyscy się boją.Bardziej niż pomnika naszych ,,sojuszników z Wehrmachtu" - jak to ładnie ujął pewien pułkownik WP, na konferencji poświęconej obronie Gdańska w wypadku agresji ze wschodu. 
    Ale Opania, który przeżył nie jedno, posłużył się metodą Hołdysa. Tylko po co? Bo w przeciwieństwie do pajaca z brodą w dwa kolory - ma co jeść, przyzwoite konto i szacunek u widzów.