Wierzymy w siłę demokracji radzieckiej i potęgę demokracji amerykańskiej – podpisano „służy specjalne” RPIII

Prześlij dalej:

Czekałem, czekałem i się nie doczekałem, a nie doczekałem się, bo od kilku lat twierdzę, że ludziom można pod nos podtykać oczywistości i bez odpowiedniej oprawy medialnej nic ludziom nie da do myślenia. Minęło sporo czasu odkąd zwolennicy naiwności wyśmiewający „teorie spiskowe” dostali na tacy wszystko, o czym się mówiło od lat na niszowych portalach i na kameralnych spotkaniach. USA, Wielka Brytania, Niemcy, Chiny, Rosja, Izrael i dziesiątki państw, które chcą się liczyć na świecie, rozbudowały swoje służby specjalne i systemy szpiegowskie do skali przemysłowej. Poważni gracze na międzynarodowej scenie politycznej nie mają żadnych sentymentów i takie szyldy „sojusznicze” jak NATO są czystą fikcją w ramach, której rozgrywa się nie mniejsza gra inwigilacyjna niż poza przyjacielskimi umowami międzynarodowymi. Niektórym zgrzytają zęby, gdy piszę, że USA są ładniej opakowanym Związkiem Radzieckim, a zasadnicza różnica polega na dyskrecji i niewolniczej konsumpcji zastępującej niewolniczą ideologię. Ameryce też trzeba oddać, że jeśli już zabija swoich obywateli, to podchodzi do rzeczy oszczędnie i zdroworozsądkowo, ale sentymentów w procederze tyle samo, co miał Putin w „Teatrze na Dubrowce”. Żadne narzędzie o takiej sile jak telefonia komórkowa, czy Internet, nie powstało po to, żeby się gmin miał czym bawić. Wszystko w tej skali jest śledzeniem frajerów i każdy kto zagrozi interesom USA albo ZSRR przepadnie bez wieści, choć te zagrożenia mogą polegać na ujawnieniu kochanki jakiegoś podsekretarza, który akurat potrzebny jest Ojczyźnie. Należy też pamiętać, że ten cały PRISM, czy jak mu tam, to zaledwie wierzchołek góry zwanej permanentną inwigilacją, bo cóż to za wielkie narzędzie, którego zasada działania jest prosta jak konstrukcja cepa.

Co bardziej szanująca się korporacja ma swoje PRISM, innymi słowy skrypt przesiewający konkretne dane wyłapywane po słowach oraz frazach kluczowych i przypisane do konkretnego IP. Żeby daleko nie szukać największym znanym PRISM jest Google. Chiny czy Rosja Radziecka ze swoją otwartą przyłbicą przesiewającą treści i użytkowników Internetu, w jakimś sensie, wykazują się większą uczciwością niż USA. Naturalnie nie chciałbym, aby w Polsce wszedł w życie model radziecki, ja tylko twierdzę, że model amerykański to gra pozorów, która sprowadza się do radzieckiego efektu – niewygodni giną. Zgrane alibi zredukowane do postaci bajki o śledzeniu terrorystów, przy pobieżnej lekturze doniesień światowych agencji informacyjnych, pryska jak bańka mydlana. Główne „anteny” amerykańskiego PRISM były skierowane na Niemcy i chyba wiadomo, co to oznacza? Oznacza inwigilację techniczną i polityczną. Niemcy dysponują najwyższej klasy technologią i największą siłą polityczną w Europie, stąd podglądanie niemieckich „terrorystów”. Żadnych złudzeń od lat nie posiadam i śmieję się ze wszystkich frajerów, którzy „walczą” o anonimowość w sieci, a zapominają, że „komórka” w kieszeni, nawet wyłączona, wie wszystko o frajerze. Cisza po największej sensacji od lat spowodowana jest tym, że dla „oszołomów” nie ma najmniejszej sensacji, media przekazały szerszej publice takie banały, że nie ma się co podniecać. Wśród naiwnych PRISM nie wywołał paniki w skali ACTA, bo nie zajmuje się blokowaniem plików z muzyką i gołymi babami. Skandalu międzynarodowego nie było, nie ma i nie będzie, ponieważ w tej grze biorą udział wszyscy z łbem na karku.

Niemcy śledzą USA, USA śledzą Niemcy, Francja Szwajcarię, Izrael Włochy, Rosja Izrael itd., itp. I tylko w Polsce kolejne lebiegi dochodzące do władzy żyją w „świecie bez paranoi”, sami przyjaciele dookoła i partnerzy obdarzeni najwyższym zaufaniem. Zewsząd słyszymy deklaracje dozgonnej miłości i szacunku dla naszych sojuszników z NATO, UE i innych trójkątów, będących dla Polski „gwarancją” pokoju i rozwoju. Zniecierpliwiony Czytelnik słusznie zauważy, że przecież podobną mową trawą posługują się wszystkie korpusy dyplomatyczne, wszystkie ministerstwa spraw zagranicznych i wszystkie ambasady. Zgoda, ale w Polsce da się dostrzec zasadniczą różnicę, otóż te rodzime pajace nie tylko mówią to co wszyscy, ale jak nikt wierzą i postępują zgodnie z tym co mówią i w co wierzą. Aby wyczuć różnicę między państwem i kolonią wystarczy przeanalizować reakcje Izraela po aferach, jakie Polskę by zabiły, choćby handel organami palestyńskich żołnierzy i cywili, czy tortury w więzieniach. Żydzi olewali i śmiali się agencjom informacyjnym w twarz, zasypywali truizmami odnoszącymi się do walki z terroryzmem. Dlaczego? Ano dlatego, że w każdej chwili Izrael wyciąga dowolne kwity na dowolne patologie w dowolnym kraju.

Jak bardzo kolonia nad Wisłą jest bezbronna i bezradna widać dobitnie po nieszczęsnym Smoleńsku. Wszystkie błazny z NPW są święcie przekonane, że papierowe plomby na czarnych skrzynkach zabezpieczyły taśmy przed sfałszowaniem. Oni nie kłamią, oni naprawdę wierzą, że „procedury zostały zachowane”, co więcej ze wszystkich, którzy podważają tę piramidalną naiwność robią wariatów. Ba! Oni wierzą, że Rosja Radziecka nie oszukała Polski, ale jeszcze bardziej wierzą, że gdyby był zamach na samolot NATO, to w trzy sekundy nasz sojusznik przekazałby stosowne dowody. Nie koniec tragedii, „oni” wierzą, a tak mniej więcej 3/5 Polaków tę wiarę podziela. Tacy jesteśmy bezpieczni we „własnym domu”, pełni zaufania dla demokracji radzieckiej i amerykańskiej, przestraszeni siłą demokracji izraelskiej. I choćby tę oczywistość ogłosić na wszystkich kontynentach, w Polsce żądnego nie wywoła się poruszenia. Taki głupi PRISM zapewne wyłowił więcej faktów ze Smoleńska niż lokalne frajerstwo, a co dopiero systemy, o których byle podwykonawca z Ohio nie ma bladego pojęcia, i które oczywiście istnieją.

6
6049 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

11 (liczba komentarzy)

  1. avatar

  2. że ludzie władzy z kraju NATO dogadują się z Kremlem. Nie chce mi się wierzyć że nie maja chociaż kilku informacji  o Smoleński, ale wierzę że nie mają interesu.

    Przez dwa tysiące lat chrześcijaństwa, ludzie rozmnażali się na potęgę a rodziny były potęgą. Po 20 latach "wychowania do życia w rodzinie" rodziny są już przeszłością a dzieci będziemy niedługo importować. Oczywiście "edukacja seksualna" jest obowiązkowa bez względu na światopogląd, w przeciwieństwe do nauki religii która jest łamaniem praw człowieka. Państwo czyli nikt uzurpuje sobie prawo do wchodzenia z butami do prywatnego łóżka.  

  3. "Żadnych złudzeń od lat nie posiadam i śmieję się ze wszystkich frajerów, którzy „walczą” o anonimowość w sieci, .."
    Ale przecież Władza Ludowa zadbała o naszą anonimowość fundując nam te komunikaty ostrzegające o ciasteczkach ...

    "a zapominają, że „komórka” w kieszeni, nawet wyłączona, wie wszystko o frajerze."  - dlatego Richard Stallman nie ma komórki i zrobił dużo rzeczy, które mogą być wykorzystane w walce z całkowitą inwigilacją - ot choćby cała idea Wolnego Oprogramowania i osobisty wkład w jego rozwój https://en.wiki...

    Istnieją techniczne możliwości (przynajmniej w założeniu) pomagające zachować anonimowość i poufność w Internecie oraz pozwalające bezpieczniej korzystać z komputera - są oparte na o opensource (warunek konieczny) - to ostatnie tyczy się pewnego felietonu "wszamanego" na kolację przez jakiegoś Avasta.

  4. avatar

    IV Poprawka do Konstytucji ma chronić przed przeszukiwaniami i inwigilacją obywateli, które nie mają podstaw.
    Niewygodną się znowu okazała i kolejna teoria spiskowa okazała się faktem. Senat ma pilnować, żeby władza wykonawcza nie dopuszczała się nadużyć, i jak dopilnował, to znowu widać. Krok po kroku powszechna inwigilacja staje się “legalna”, mimo Konstytucji.

    Wywiad z Markiem Begichem, senatorem z Alaski, jest ciekawy, ale najlepsza jest wstawka z marca tego roku, gdy zeznawał przed Senatem dyrektor wywiadu James Clapper. Załączam link, jest skrypt i audio (mam nadzieję, że zadziała). James Clapper, pytany o to, czy Amerykanie są powszechnie inwigilowani, powiedział stanowcze “Nie”. I dodał: “Może nieświadomie, ale nie celowo.”
    Cudnie to brzmi teraz, w czerwcu. Co ciekawe, wiadomo teraz, że nie mówił prawdy, a za fałszywe zeznania przed Senatem powinien być, w myśl prawa, usunięty z urzędu. Wiadomo jednak, że nic się nie zmieni.

    http://www.npr....

    Zaraz po ujawnieniach Snowdena, Obama wydał z siebie krótką mowę, coś o równowadze między inwigilacją a bezpieczeństwem w okrągły sposób powiedział. Potem około tydzień trwało milczenie, aż wymyślili nową bajkę: Program inwigilacji zapobiegł tuzionom ataków terrorystycznych! - powiedział przed Senatem szef CIA.
    Temu w Bostonie akurat nie zapobiegł...
    Podobno się zastanawiają, które z tych tuzinow można odtajnić i podać do wiadomości, co troche potrwa, bo historyjki trzeba napisać takie, jak dobre scenariusze do Bondów.

    PRISM to w uproszczeniu jest pryzmat wstawiony na drogę światłowodu, który wiązkę rozszczepia na dwie części i jedna idzie tam, gdzie ma iść, a druga... No właśnie, gdzie? Ogromna ilość przefiltrowanych danych potrzebuje odpowiedniego składowania i jest już na ukończeniu budowa ośrodka składowania w Salt Lake City.

    Wyciek informacji o powszechnej inwigilacji jest bardzo dużą sprawą w Stanach, w polskich mediach okiem rzucałam i tylko sporadycznie coś na ten temat napotykałam.

    Amerykanie, w sensie ludzie, nic z tym nie zrobią, bo mimo oburzenia pewnej grupy, reszta jest o bezpieczeństwie i terrorystach przekonana, a wolni się czują bardzo, w telewizji przecież mówią o ich wolności cały czas. Kongresmeni i senatorowie są skorumpowani i też nic nie zrobią. To nie te czasy, gdy za sprawą ujawnionych podsłuchów wynikła afera Watergate i Nixon przestał być prezydentem. Nie te, gdy zostały ujawnione tzw. Pentagon Papers i autor tego ujawnienia żyje i jest bezpieczny. Snowden nie będzie miał tak dobrze, ani nic się nie zmieni za sprawą tego, co zrobił. Kim on jest to jeszcze sie dowiemy.

    "Społeczeństwo, które poświęci wolność dla bezpieczeństwa, straci i jedno, i drugie, i nie zasługuje na żadne z nich." Benjamin Franklin, szósty prezydent USA, ten widniejący na 100-dolarówce.

    PS. Zasłyszane: “Stałem w korku i sprawdziłem w IPhonie na googlach stan ruchu, i podawali perfekt!”
    Bo to dane z twojej komórki, ciulu...

  5. avatar

    Amerykańska demokracja przetrwa do czasu, kiedy Kongres odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze.

  6. "Społeczeństwo, które poświęci wolność dla bezpieczeństwa, straci i jedno, i drugie, i nie zasługuje na żadne z nich." Benjamin Franklin, szósty prezydent USA, ten widniejący na 100-dolarówce."

    Wszystko się zgadza, oprócz tego, że B. Franklin nie był prezydentem USA (i jako taki stanowi wyjątek widniejąc na banknotach) -  https://en.wiki...

  7. avatar

    na podorędziu banknotu 10 000 $, a tam jest trzeci nie-prezydent uwieczniony na banknocie, niejaki Salmon Chase ( tak, z tych Chase'ów)

  8. avatar

    Żałuję, ale nie mam.

    fr0ndowi dziękuję za sprostowanie.

  9. avatar

    To wszystko, to w zasadzie nic nowego. Voltaire, kiedyś tam napisał powieść „Kandyd, czyli optymizm”. Bohater pcha się między możnych tego świata, obrywa z każdej strony i pcha się dalej. Na koniec stwierdza, że należy uprawiać swój ogródek. Można lekko wyzbyć się złudzeń w pomoc wielkich przyjaciół.
    Tu się naprawdę nic nie poradzi w pojedynkę. Zrzeszać się można i owszem, jest wolność zrzeszania się np. w kółka miłośników przyrody ojczystej, albo hodowców kotów rasy sfinks. Aby nie za duże te stowarzyszenia były, bo zaraz się za nie weźmie jakiś profesjonalista, jak było ze Związkiem Działkowców.
    Ale jest organizacja duża i w zasadzie bezpieczna. To Kościół, w Polsce katolicki. Na szczęście jest rozdział kościoła od państwa, więc można być w opozycji. Nie, żeby zwyciężyć te wszystkie układy, ale żeby mieć choć niewielkie wsparcie – jeśli nie Kościoła, to chodzących do Kościoła sąsiadów.
    Kościół należy, moim zdaniem, wspierać. Bywać na mszach, składać na tacę 5 lub 10 złotych. Nie musi być to co tydzień, ale dobrze jest czasem posłuchać kazania, żeby wiedzieć, co w kościelnej trawie piszczy. Innego wyjścia nie widzę.

    (zaraz ktoś powie o strasznych zbrodniach i spiskach Watykanu, ale póki co, one są najmniej groźne dla maluczkich)
     

  10. Ja tam wspieram. Nie aż tak żeby wierzyć w różne dziwne rzeczy, ale procesje bożocielne odbywam i inne takie.