Prześlij dalej:

Na wstępie zważyć należy… Kto miał do czynienia z aktami sądowymi doskonale wie, że nie popełniłem żenującego błędu stylistycznego, ale jest to formuła pism procesowych ukształtowana w czasach PRL-u i nagminnie stosowana do dziś. Sam wielokrotnie się tym potworkiem językowym posługiwałem, pisząc wnioski, zażalenia i tym podobne – sądy to kochają. Wydawałoby się, że przywołanie tak nieistotnego przykładu z języka współczesnego prawa nie jest najmądrzejszym wstępem do analizy systemu prawnego, obowiązującego w Polsce, w końcu to tylko forma. Nic bardziej mylnego, w prawie forma jest równie ważna jak treść, ponieważ stanowi o ostatecznej wykładni, czyli interpretacji przepisu. Przykład!

§1. Kradzież to zabór mienia lub innej własności, na przykład intelektualnej.

§2. Kradzież to zabór mienia i innej własności, na przykład intelektualnej.

Czytając te zdania jak fragment romansu, na pierwszy rzut oka mało kto dostrzeże różnicę, ale wystarczy, że zamienimy powieść w instrukcję obsługi granatu ręcznego i już trzeba bardzo uważać. Jeśli z tych zdań powstaną paragrafy kodeksu karnego, to mamy kompletnie różne porządki prawne. Pierwszy paragraf jest alternatywą, która mówi, że przesłanki przestępstwa są wypełnione wówczas, gdy oskarżony dokona zaboru mienia lub innej własności. Paragraf drugi to koniunkcja, czyli zbiór przesłanek koniecznych do uznania winny. W myśl tego paragrafu przestępstwo kradzieży popełnia tylko ten, kto zarówno dokonuje zaboru mienia, jak i innej własności, na przykład intelektualnej. W praktyce trzy literki decydują o tym, czy złodziej samochodu należącego do Kowalskiego pójdzie siedzieć, czy też zostanie uniewinniony, bo nie ukradł przy okazji rękopisu najnowszego felietonu Kowalskiego.

Każde słowo, a nawet litera w prawie ma swoje znaczenie, dlatego dobra przedwojenna szkoła prawnicza przykładała niezwykłą wagę do logiki i składni zdania. Próżno w ówczesnych księgach szukać takich potworków jak: „mnie osobiście”, „na dzień dzisiejszy”. Skoro mnie to wiadomo, że osobiście, skoro dzień, to trzeba podać konkretny wtorek, poniedziałek, jutro, wczoraj, dziś. W czasach PRL-u wszystko zdziadziało, a prawo zaczęli pisać absolwenci WUML, wieczorowej szkoły dla niepiśmiennych kadr stalinowskiego reżimu. Praktycy procesowi doskonale wiedzą, że same przepisy to jeszcze nie jest tragedia, pomimo jakości, która do prawa II RP ma kilometry. Najgorzej gdy niemota lub „sędzia” zleceniobiorca zabiera się za wykładnię przepisów. Piszę z całą odpowiedzialnością i z bogatego doświadczenia, że nie ma takiej sprawy, do której nie można dopasować całkowicie sprzecznego orzecznictwa i sprzecznych doktryn.

Nie istnieje w dziedziczonym po PRL-u systemie prawnym coś takiego jak spójność orzecznictwa, że o doktrynie nie wspomnę, chociaż to akurat jest normalne. Doktryna prawna to nic innego jak naukowa i poszerzona, ale niewiążąca procesowo interpretacja przepisów, do czego każdy ma prawo. Gorzej z orzecznictwem, które w wielu przypadkach jest wiążące. Można się tylko domyślać, że część zapisów to wynik nieudolności, ale druga część wygląda na zamierzone działanie, które pozwala dowolnie regulować paragrafy, w zależności od tego, kto siedzi na ławie oskarżonych, a kto oskarża. Na fali bieżących i bzdurnych dywagacji o treści art. 139 konstytucji, postaram się pokazać przepaść między prawem II RP i PRL Bis i uwidocznić gdzie jest szerokie pole do wykładni, a gdzie prawodawca zadbał, aby paragraf był jasny jak słońce. Oto prerogatywa Prezydenta II RP zapisana w Konstytucji Kwietniowej z 1935 roku:

Art. 69
(1) Prezydent Rzeczypospolitej władny jest aktem łaski darować lub złagodzić skazanemu karę, wymierzoną orzeczeniem prawomocnym, tudzież uchylić skutki skazania.
(2) Amnestia wymaga aktu ustawodawczego.

Przy tym zapisie nawet najwyższa peerelowska kasta nie dałaby rady dokonać wykładni odmiennej od ścisłej treści zapisu. Mamy sytuację do bólu jasną, prawodawca wskazuje tak zwane przesłanki pozytywne dla prawa łaski. Prezydent może darować lub złagodzić wymiar kary wyłącznie osobie skazanej prawomocnym wyrokiem. Wiemy kto, wiemy, jak, wiemy kiedy. A teraz nieszczęsny zapis, zgwałcony uchwałą kasty:

Art. 139

Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.

W tym przypadku mamy najszerszą z możliwych kompetencji, Prezydent po prostu stosuje prawo łaski i jedynie od Prezydenta zależy w jakich okolicznościach, bo prawodawca tego w najmniejszym stopniu nie ogranicza. Jedynym wyjątkiem i dla odmiany przesłanką negatywną jest brak możliwości ułaskawienia osoby SKAZANEJ przez Trybunał Stanu. Co to oznacza? Dokładnie tyle, że Prezydent może ułaskawić kogo chce, kiedy chce i dotyczy to również osoby postawionej przed Trybunałem Stanu, pod warunkiem, że ta osoba nie została jeszcze skazana. Przedwojenny prawodawca dał Prezydentowi prawo łaski, ale ograniczone wyłącznie do prawomocnych wyroków, bo przedwojenny prawodawca był logiczny, umiał pisać po polsku i nie szukał furtek dla wyciągania bandziorów z sądu na każdym etapie postępowania.

Prawodawca peerelowski poszedł w przeciwną stronę i przypomnę, że twórcami konstytucji było dwóch gości z średnim wykształceniem, jeden alkoholik i minister sportu PRL, drugi poseł PRL i stalinowski aktywista. Tak powstała cała konstytucja i art. 139, który nadaje Prezydentowi przywilej królewski, czyli prawo do abolicji. I wszystko funkcjonowało zgodnie z peerelowskim zamiarem, kolejni prezydenci ułaskawiali gangstera Słowika, bandytę Vogla (Filipczyńskiego, kumpla Kwaśniewskiego), aż do momentu, gdy Prezydent Andrzej Duda ułaskawił człowieka kryształowego, którego jedyną „winą” było to, że ścigał bandytów żerujących na patologii PRL-u. Wtedy do akcji wkroczyła zaniepokojona swoim marnym losem najwyższa peerelowska kasta. Spanikowana kasta nie dokonała żadnej wykładni, ale po peerelowsku dopisała sobie „prawomocne skazanie”, czego w art. 139 konstytucji zwyczajnie nie ma, nawet w odniesieniu do Trybunału Stanu, gdzie jest zapisane wyłącznie samo „skazanie”. By żyło się lepiej!

6
11473 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

1 (liczba komentarzy)

  1. No i mamy ostry spór konstytucyjny, gdzie SN zabrał Prezydentowi jego prawo. I co im zrobić? Przecież nikt ich nie wybierał i przed nikim nie odpowiadają. Wygląda na to że mają taki przerost kadry że muszą kraść uprawnienia innych władz, inaczej by siedzieli i nie mieli nic do roboty.

    Zresztą ciekawe, niektórzy artyści chodzili na antyrządowe manifestacje i chcieli obalić faszystowskie państwo, jednocześnie brali pieniądze od faszystowskiego państwa za występy. Żeby zaprotestować przeciw rządowi... Nie zgodzili się na a występ przed publicznością i ogłosili, że od państwa nie chcą żadnych pieniędzy. Jedyną szansą na oddech dla SN był Prezydent. Duda. Więc SN... Napluł mu na wyciągniętą rękę. Czy to nie wygląda jak zorganizowane grupowe samobójstwo?

    Makaron w ostry sposób zjechał Prezydenta U S A nie było żadnego skandalu. Czego to nie zrobi polityk europejski żeby dogodzić Makreli. Robi to lepiej niż prezydent Europy. Szkoda że Premier Polski nie zadzwoniła do swojej koleżanki z Berlina spytać, czy ona tak na poważnie o rozpadzie NATO, i czemu wciąga w spór Turecko - Niemiecki całe NATO. Merkel wyrzuciła już z NATO USA Anglię i Turcję, niedługo nie będzie miała  komu stawiać ultimatum.