1 września polskie dzieci radośnie śpiewają „Niech zginie szwabski chwast”

Prześlij dalej:

Dwie zapory moralne towarzyszyły autorowi w procesie twórczym i również po ukończeniu dzieła. Zasadę generalną mam taką, że to co w rodzinie nie wydostaje się do przestrzeni publicznej. Równorzędnie staram się jak umiem, by w najmniejszym stopniu nie narazić na niebezpieczeństwo ludzi, którzy podejmują słuszne działania w słusznej sprawie. Dziś, po pierwszym dniu w LO, Dziedziczkę puścił stres i pełna entuzjazmu podzieliła się z ojcem niebywałą historią. A wiesz co my dzisiaj śpiewaliśmy w zacnej szkole muzycznej w Legnicy? Nie czekając na odpowiedź Dziedziczka rzuciła wersem pieśni: „Niech zginie szwabski chwast”. Za chwilę dodała, że był też hymn polski na chór i orkiestrę, a pogłos się taki niósł, że cała sala drżała. Zrobiło to na mnie wrażenie, przede wszystkim dlatego, że miejscem akcji jest Legnica, pieszczotliwie nazywana Małą Moskwą. Absolutny bastion lewactwa i wszelkiej nowoczesności i nagle taki numer? Wiedziałem, że to musi być temat dzisiejszego felietonu, ale w tej samej chwili pojawiły się zapory moralne. Czy tekstem nie zaszkodzę władzom uczelni, o Dziedziczce nie wspominając? Wszak za chwilę zlecą się lokalni reporterzy napakowani całą prawdą, przez całą dobę i tropiciele faszyzmu licealnego. Dwie minuty odpowiedniego „materiału” i szkoła muzyczna wraz z dziećmi ląduje w prokuraturze za ksenofobiczną mowę nienawiści. Wstępna decyzja zawierała się w paru słowach – daj sobie spokój, ale w tym samym ułamku sekundy przyszło opamiętanie. A niby dlaczego? Nic racjonalnego nie wskazuje na to, że moje wydumane obawy mają jakiekolwiek logiczne podstawy. Bogu dziękować mijają czasy autocenzury i cenzury poprawności politycznej i jak to mówią w Internecie tej siły już nie powstrzymacie.

Dwa lata temu nie do pomyślenia było, żeby coś podobnego w Legnicy się mogło odbyć i nie muszę zgadywać, bo Dziedziczka chodzi do szkoły od 8 lat. Teraz władze szkoły zrobiły solidne, patriotyczne otwarcie roku szkolnego, co w polskiej tradycji wiąże się z rocznicą II Wojny Światowej. Bardzo dobre i piękne połączenie dwóch dat, lepiej się chyba nie da, w każdym razie sam bym nie dał rady. Przyznaję, że nie wiedziałem, jaką pieśń odśpiewano w szkole Dziedziczki, ale już po jednym kliknięciu wyskoczył znany portal i pełna informacja. „Niech zginie szwabski chwast” to fragment pieśni „Hubalczycy”, słowa Józef Wüstenberg na melodię "Marszu strzelców" z 1863 roku. Nie taka prosta sprawa, prawda? Ktoś musiał tę perełkę wydobyć z czeluści, opracować muzycznie, no i odważyć się na prezentację. Wszystkie te elementy składają się na nowego ducha w narodzie. Tysiąc analiz nie zastąpi najprostszego na świecie wskaźnika nastrojów społecznych. Można się gimnastykować nad sondażami preferencji i wykładami uczonych, ale nie ma nic bardziej przekonującego niż codzienność. Dziedziczka wracająca ze szkoły z taką ewangelią, to czarny sen internacjonalistów nowoczesnych. Sypie się ideologia budowania niczego na niczym, co musiało się w końcu stać, tylko trzeba było dać impuls. Żadnego zastosowania nie mają zapory moralne i lęki twórcze, przy kwestiach, które dla Polaków od wieków są naturalne. Obawiać się mówienia i pisania o naszych sprawach, to po prostu hańba, nie troska.

Poza wszystkimi, nieco patetycznymi argumentami, jest jeszcze jedna prosta konstatacja. Nikt do Legnicy z kamerą się nie uda, nikt z mikrofonem biegał nie będzie, ten etap paranoi odchodzi z podkulonym ogonem. Polacy w sposób naturalny eksponują swoje patriotyczne poglądy, swoje przywiązanie do Polski. Jestem więcej niż pewien, że tylko takiemu zakręconemu ojcu, który siedzi w tych wszystkich napływających informacjach i doniesieniach, mogły przyjść do głowy wydumane obawy. Nauczyciele jak zwykle pochłonięci byli tym, która Zosia ma śpiewać po Krzysiu, czy mama Kasi zdążyła wyprać sztandar szkoły i czy Pan dyrygent wyleczył przeziębienie. Cieszy mnie to cholernie, bo to oznacza, że Polska nam normalnieje i pomimo ogromnego wysiłku, aby wyrwać nas z korzeniami, świadomie, czy podświadomie, zawsze do korzeni wracamy. Gdy wspominam moją inaugurację w LO, a był to 1987 rok o czymś takim, jak „polskie obozy śmierci” nie pamiętam, za to śpiewanie „Roty” było powszechne i najgłośniej brzmiały słowa „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Spore koło zrobiliśmy, żeby wszystko wróciło do początku, ale na pocieszenie dodam, że postawiliśmy parę kroków na przód. O bandytyzmie bolszewickim uczyłem się dopiero w IV klasie LO, Dziedziczka ma tę wiedzę od podstawówki.

6
13739 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    wkleję to : 

     
    słowa Józef Wüssenberg "Tchórzewski"
     
    Partyzanci majora Hubali
     
     
    My, partyzanci majora Hubali,
     
    Idziemy dziś na krwawy z Niemcami bój.
     
    Pragnienie zemsty serca nasze pali,
     
    A przeciw nam bombowców wroga rój!
     

     
    Więc granat w garść, a erkaem przy boku,
     
    Na wrogów swych przypuśćmy dzielny szturm.
     
    Niech stal granatów rani ich głęboko,
     
    A nam przygrywa dźwięk bojowych surm!
     
     
    Za gruzy naszych miast,
     
    Za braci naszych krew,
     
    Szarpajmy wrogów ciała!
     
    Niech zginie szwabski chwast!
     
    Odpowie na nasz zew,
     
    Powstając - Polska cała!
     

  2. A to Dziedziczka w szkole muzycznej? :) Od razu nadstawiam uszu. Instrument? Śpiew?

  3. hitlerowców na Polskę.

    Jeśli to prawda, że Kijowski został pobity przez 80-letnią kobietę, to nie dziwię się że chce uciec do jakiegoś równoległego, podziemnego państwa.

  4. Ryży straszył, że 1 września dzieci nie pójdą do szkoły. Dzieci Ryżemu zaśpiewały ...

  5. Polski neurotyzm, romantyzm, czy pozytywizm? Raz śpiewają niemiecki hymn zjednoczonej Europy, innym razem Rotę, raz radzieckie piosenki, a zaraz potem angielskie. I tylko dlatego jeszcze tym biednym dzieciom nie pokręciło się w głowie, że jednak wciąż szybciej dorośleją nim dokonują się powyższe przemiany. Ale neurotyzm pozostaje i mądrości nie przybywa. A Polska nadal w rozkroku jak 77 lat wcześniej. Armia wg. budżetu to w 1/4 fundusz emerytalny dla sowieckich niedoszłych sił inwazyjnych na zachód, 1/4 dla ich wychowanków mentalnych i organizacyjnych, 1/4 utrzymanie tego bajzlu i 1/4 ponoć na zakupy sprzętu, którego od lat ani widu ani słychu. Od "szabów" akurat ściągnęliśmy na lawecie czołgi i podobno sa największą siłą naszej armii. Bezmyslne piosenki nijak i nic nie dadzą, bo zupełnie ciężko przełożyć je do dzisiejszej rzeczywistości nawet dorosłym, a dzieci to już wogóle niewiele zrozumieją. 

  6. Toż poprzednio "Międzynarodówka" była obowiązkowo w repertuarze szkolnych uroczystości.
    Zrozumiałam, że coś się zmienia - że już idzie "nowe pokolenie", kiedy w rozmowie z uczniami w szkole, mniej więcej w 1990 roku, okazało się, że nie znają słów "Międzyarodówki" i tradycyjnych "pieśni rewolucyjnych".

    W codzienności widać najlepiej, czy coś się zmienia. A jeśli się zmienia, to co - i w którą stronę.
    I dlatego może sobie obejrzę "Zakazane piosenki".

    Te zwykłe, codzienne piosenki znaczą więcej, niż nam się wydaje. Wcale nie są bezmyślne. Jeśli są tak mało znaczące, dlaczego zakazywano niektórych pieśni? Dlaczego Niemcom strasznie przeszkadza "Rota", rozbrzmiewająca z gdańskiego ratusza?

    Tak ma być: każdy pierwszak ma usłyszeć, że 1 września 1939 napadli na Polskę Niemcy - a 17 września - Sowieci.

    I ma zrozumieć, że możliwość nauki - to szansa, którą trzeba maksymalnie wykorzystać, a nie zbijać bąki. 1 września 1939 roku mój Ojciec wspomina ten ból... warkot samolotów... potem przyszli Sowieci, i przyszła szkoła. Taka szkoła, w której nie wolno było mówić po polsku, nawet na przerwach. Za mówienie po polsku było bicie. Uczono rosyjskiego i niemieckiego - polskiego nie było w ogóle. Geografii uczono na mapie, na której Niemcy graniczyły z ZSRR, a na historii wpajano wdzięczność bratniej armii czerwonej za wyzwolenie "Zachodniej Białorusi" (sięgającej daleko za Łomżę).

    Wielka jest potęga codzienności.

  7. Ja znam szkole srednia gdzie nauczyciele prawie wszyscy glosowali na PO i w pokoju nauczycielskim wstyd bylo sluchac jacy sa glupi i pusci.Ucznowie byli od nich madrzejsi i wypowiadali sie bardziej rozumnie.Nauczyciele do dzis tam ucza a dyrekcja zostala z nadania PO nowa.Wszystko zalezy od szkoly i nauczycieli jaka bedziemy mieli mlodziez,a narazie nie jest dobrze,niestety.

  8. avatar

    Wiele zależy od rodziców i atmosfery w domu. Co dzieci czytają, czym się bawią, co im się opowiada. Jeśli rodzic daje tableta i mówi nie przeszkadzaj, to rzeczywiście wszystko zależy od nauczycieli a z nimi róznie bywa.

  9. Polska ma wszędzie wrogów, i akurat Niemcy nie są wrogiem śmiertelnym. Jedynie Rosja dąży od zawsze do likwidacji Polski i do granicy Rosyjsko - Europejskiej na Wiśle. Niemcy jedynie nas doją i nami gardzą. Oni tak mają że szanują tylko tych którzy dali im w dupę, czyli np Rosjan, lub powojennych żydów.
    We wrogach aktualnych możemy przebierać swobodnie: Rosja, USA, Brytania, UE, Czechy, Ukraina. Nie wszyscy z nich mogą nam coś zrobić. Niemcy są wrogiem specyficznym.
    Oni potrzebują nam opylać swoje towary wyprodukowane w Chinach.
    Wolałbym pieśń "Niech zginie unijny chwast"