Aaaa, sprzedam szwagra za 100 tysięcy i selfie z reporterką TVN

Prześlij dalej:

Nagroda im. Wisławy Szymborskiej istnieje zaledwie od 3 lat. Pierwszym laureatami zostali: Krystyna Dąbrowska, za tomik "Białe krzesła" i Łukasz Jarosz za „Pełną krew”. W 2014 roku wygrała Julia Hartwig za „Zapisane”. Nagrody w 2015 roku odebrali: Romana Honet, za „Świat był mój” i Jacek Podsiadło za „Przez sen”. Tegoroczną edycję wygrali Uroš Zupan za „Niespieszną żeglugę” i Jakub Kornhauser za tom „Drożdżownia”. Trzy pierwsze edycje przeszły bez większego echa, o nagrodzonych dowiedziała się wąska grupa, czy jak kto woli środowisko pochłonięte rozprawami o poezji i literaturze. Wczoraj nastąpił przełom i „Nagroda im Wisławy Szymborskiej” stała się jednym z topowych tematów. Prawie wszyscy usłyszeli o samej nagrodzie i jednym laureacie, drugi jakoś przepadł. Co się takiego porobiło? Ten głośny laureat, to szwagier i w tym jeszcze nie ma wielkiej sensacji, ale szwagier tego szwagra nazywa się Andrzej Duda. Zdarzają się takie przypadki, cóż zrobić, przecież nikt nie może być stróżem brata swego. Niemniej ludzie źli i szaleni, zawistnicy i antysemici zawsze będą węszyć spisek. Na parę dni przed odebraniem nagrody Jakub Kornhauser udzielił Gazecie Wyborczej wywiadu, w którym doniósł na szwagra Andrzeja Dudę. Wywiad przypominał coś pomiędzy bohaterskim wyczynem Pawlika Morozowa i „Makbetem” dla ubogich. Znalazły się tam modelowe dla kolorowej prasy z Czerskiej akcenty i deklaracje ideowe. Pan Jakub obrobił tyłek mężowi swojej siostry i zapowiedział, że czeka go marny los, który najpewniej skończy się trybunałem stanu. Po trzech machnięciach skrzydeł motyla anonimowy brat żony Prezydenta stał się jednocześnie największym poetą 2016 roku i konkurencją dla Roberta Lewandowskiego, który pstryka sobie selfie z dziennikarzami.

Niewiele potrzeba, aby zostać gwiazdą salonów RP III. Wystarczy się przespać z sekretarzem albo ponieść sztandar ludowej ojczyzny, no i przede wszystkim donosić, donosić, donosić. Kapowanie w każdej postaci, nawet tak odrażającej, jak obrabianie tyłka własnej siostrze i jej mężowi to nie jest furtka, ale wrota do kariery, które otwiera sam Adam Michnik, bo taki sekretarz Rozenek to sobie może powiedzieć „witam”, zamiast „dzień dobry”. Podobne akty „miłosne” prosty lud zwykł nazywać dawaniem ciała, ale przez socjetę są to dobra ochraniane wzniosłymi tyradami. Pierwsze alibi dotyczy talentu. Sfrustrowana konkurencja zazdrości zwycięzcy talentu, którego sama nie posiada. Oficjalny komunikat w prasie brzmiał: „Nagrodę przyznano bez wzglądu na sympatie polityczne i pochodzenie”. I nie ma w tym nic dziwnego, że autor w swoim dziele dostrzegł bóżnicę majaczącej nad brzegiem rzeki i widział tynki jak zwoje Tory. Dziwi tylko, że nie raczył podzielić się tymi lirycznymi obserwacjami w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Przeczytałem, co Jakub Kornhauser miał do powiedzenia Adamowi Michnikowi i nie odszukałem się tam głębokiej, ani też płytkiej analizy literackiej. Przesłanie skupia się na tym, że marksizm to fantastyczny porządek filozoficzny i co najwyżej wymaga drobnej korekty w postaci ludzkiej twarzy. Naturalnie można i nawet trzeba pooddawać w wątpliwość moje recenzje, wszak jestem osobnikiem zaangażowanym w spór polityczny i społeczny. W porządku, oddajmy zatem głos laureatowi i jego talentom, oto fragment nagrodzonej „Drożdżowni”:

W starym budynku, gnieżdżącym się pod kominami, mieszkał zielony
dzięcioł, głuchy jak pień. Przez rozbite okna wrzucaliśmy mu chleb
i mrówki. Wszędzie walało się drewno, a tynk na ścianach przypominał
zwoje Tory. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że w ruinach nad rzeką ukrywa się
mała bóżnica. Butwiejące liście pachniały drożdżami. Obserwowaliśmy,
jak naszym trzewikom namakają nosy. Ojciec nigdy nie chciał uwierzyć,
że dzięcioł śmieje się jak człowiek. Zresztą mieszkały tam też inne ptaki,
nie większe od kciuka. Była jesień, a śnieg spadł dopiero w marcu.

Poezja skupiona na meteorologii, ornitologii, laryngologii i architekturze wraz z dekoracją wnętrz, pewnie robi wrażenie na niejednym koneserze. Nie wnikam jakimi figurami stylistycznymi podmiot lirycznym stwierdził głuchotę i zieloność dzięcioła i jaką poziomicą mierzył zwoje Tory na tynkach. Mnie się w ramach refleksji przypomina taki dowcip, który najlepiej tłumaczy pewne talenty, które są nagradzane przez pewne gremia. Pociągiem jadą dwaj panowie, jeden ma na nazwisko Paliwko, drugi Bułeczka. Po kwadransie pan Bułeczka pyta pana Paliwko, czy może sobie zażartować z jego nazwiska. Paliwko wykazuje się dystansem do siebie i zezwala na taki oto dowcip: „Pan Paliwko skocz po piwko”. Mija godzina, dwie, trzy, bo to był pociąg relacji Gdańsk – Warszawa, i wreszcie Paliwko proponuje rewanż. Panie Bułeczka, czy mogę sobie zażartować z pana nazwiska? Ależ oczywiście! – odpowiada towarzysz podróży i już po chwili słyszy – Bułeczka, ty ch.ju. Pan Jakubem Kornhauser zatankował Paliwko i pojechał pociągiem najpierw na Czerską, a potem po 100 tysięcy nagrody od Szymborskiej. Tego nie robi się kotu, przepraszam, dzięciołowi, ale zasłużył, GDYŻ dowcip i warsztat ma błyskotliwy, jak… Paliwko.

6
27744 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. Widać kto zluzuje Kijowskiego w roli przywódcy, o ile kwota będzie odpowiednia.

  2. Wyzuta ze wszystkiego. I wstąpił w ludzi zły i przywiódł do zatracenia.

  3. choojowy okres. Teraz rządzi piłka nożna, i jak dobrze pójdzie będzie jeszcze trochę rządziła.
    Przy okazji, mogę się założyć, że 99% Polaków nie wie kto to jest ten Jakub K. Gdy nie fakt, że jest szwagrem PAD-a, świat by się o nim nigdy nie dowiedział. I on i Szechter mają tego świadomość.

  4. mimo iz jestem raczej toporny niz finezyjny pokusilem sie o zinterpretowanie poezji szwagra. MK nabijal sie z niej w jedna strone na TT a ja przegne pale w druga.

    Zapraszam do dyskusji oraz ZABAWY: wlasne interpretacje mile widziane.

    Tekst „prosty jak budowa cepa” - zdeKODujmy go:

    W starym budnynku – nawiazanie do historii: przeszlosci, tradycji oraz trwania.

    gnieżdżącym się pod kominami – gniazdo, zakladanie gniazda, gniezdzenie sie to symbole domu, trwania, odradzania sie, powrotow. Mamy tutaj skojarzenia z kominami fabrycznymi przedwojennej Polski bo tytulowa Drozdzownia – to nic innego jak miejsce produkcji drozdzy czesto przy gorzelni a bardzo wiele malych drozdzowni i gorzelni tradycyjnie i od pokolen bylo w posiadaniu rodzin zydowskich.

    Kominy to takze kominy krematoryjne. W dalszej czesci wiersza podmiot liryczny, ktorym jest autor, wskazuje na to jednoznacznie: pod kominami ukrywala sie zrujnowana synagoga.

    mieszkał zielony dzięcioł – ktory jest ptakiem osiadlym a jego terenem legowym w Polsce jest obszar calego kraju - wyrazne nawiazanie do Polin lub do idei budowania Judeopolonii.

    Przez rozbite okna wrzucaliśmy mu chleb – wrzucanie chleba przez rozbite okna do zrujnowanej synagogi to echo glodujacych gett.

    i mrówki – dzieciol zielony potocznie zwany jest skrzydlatym mrowkojadem, autor bedacy jedzcze dzieckiem jest wiec juz osoba swiadoma i wyksztalcona a wiedza ornitologiczna jest swiadomie uzyta w wierszu do przekazania pewnych idei.

    Wszędzie walało się drewno, a tynk na ścianach przypominał zwoje Tory – autor instynktownie wyczuwa tradycje talmudyczna o ktorej przypominaja nawet luszczace sie tynki. Porozrzucane drewno to byc moze symbol (od)budowy.

    Butwiejące liście pachniały drożdżami – nawet w zgniliznie, w przemijaniu i zniszczeniu jest zawarta pamiec tego miejsca. Liscie przeciez odrodza sie na wiosne. Drożdże to takze symbol wielokrotnego wzrostu w stosunku do wniesionego wkładu: szybkiego dojscia do celu (i bogacenia sie). Rozmnazac sie jak drozdze = odradzac sie. Drozdze podobnie jak ludzie moga rozmnazac sie w nieskonczonosc. Drozdze cywilizacji. Wg wierzen zydowskich - chamec – zydowski chleb na zakwasie - symbolizuje dumę człowieka, bo zawiera drożdże. Zydzi mowia ze chleb „jest dumny”, gdy zawiera drożdże. Mamy wiec odrodzenie sie w dumie.

    Obserwowaliśmy, jak naszym trzewikom namakają nosy – tutaj mialem klopoty interpretacyjne i z pomoca przyszedl mi wujek google. Jak podeje sennik online: Buty są jednym z podstawowych symbolicznie elementów wytworzonych przez człowieka na trwałe związanych z żywiołem ziemi, dlatego w swojej retoryce uosabiają naszą sferę materialną na poziomie posiadanego majątku i sytuacji finansowej, emocjonalną i uczuciową na poziomie kontaktów z innymi ludźmi oraz duchową jako odwzorowanie naszej drogi życia. Buty moga oznaczac pozycję społeczną gdyż pozwalają one "trzymać krok" ze społeczeństwem. Najwyrazniej przemoczone buty oznaczaja utrate tej pozycji: podmiot liryczny (tutaj zbiorowy) zdawaloby sie biernie lub bezradnie obserwuje jak ich trzewikom namakaja nosy.

    Nie wiedzieliśmy jeszcze, że w ruinach nad rzeką ukrywa się mała bóżnica – czyli mala synagoga, ktora zostala zniszczona, zburzona, zrujnowana ale pamiec o niej przetrwala, jednak dla podmiotu lirycznego wiedza ta byla ukryta, schowana. Nie wiedzielismy jeszcze - autor pisze to bedac czlowiekiem doroslym, ktory juz sie dowiedzial wszystkiego, co bylo ukryte. Ukrywanie sie to sposob na przetrwanie i na ocalenie. Wyrazne nawiazanie do Holocaustu.

    Ojciec nigdy nie chciał uwierzyć, że dzięcioł śmieje się jak człowiek. – Śmiech, tak jak śpiew u ptaków, jest pewnego rodzaju instynktownym zachowaniem, pełniącym pewne funkcje w społecznej komunikacji a ojciec autora ktory jest ocalonym z Holocaustu, nigdy nie chcial uwierzyc w mozliwosc odbudowy wzajemnych stosunkow. Mamy tu zarowno oskarzenie jak i brak przebaczenia: antysemityzm i pedagogike wstydu. Smiech to okazywanie radosci i czesto beztroski. "Śmiech jest w pewnym sensie westchnieniem uwalniającym duszę." Ojciec autora nigdy nie chcial uwierzyc czyli jako osoba zyjaca nie chce uwierzyc do dzisiaj.

    Zresztą mieszkały tam też inne ptaki nie większe od kciuka – ptaki ktore jednak mogly odleciec na okres zimy. W chiromancji kciuk symbolizuje energie życiową, witalność i siłę woli oraz instynkt a także umiejętność pokonywania przeciwności losu.

    Była jesień, a śnieg spadł dopiero w marcu – jesien to czas zamierania oraz przygotowania sie do zimy, do przetrwania w skrajnie niekorzystnych warunkach. Snieg ktory spadl dopiero w marcu to wspomnienie wydarzen marcowych - wypedzenia - ale dzieciol zielony nie odlatuje na zime do cieplego kraju: Izraela.

  5. avatar

    Świetne, nigdy bym na to nie wpadł.

    Warto rozpowszechniać wiersz żydowskiego poety, o którym świat anglojęzyczny nie ma pojęcia bo nie jest na angielski tłumaczony. Pod tym linkiem jest połowa tekstu. Całość liczy 15 zwrotek. Panaceum na pedagogikę wstydu.
    http://niezwykl...

  6. celowo. Mozna nawet nazwac ja zlosliwoscia nie w kierunku tresci czy samego autora wiersza a na sam kontekst: wywiad, nagroda, rodzina zony prezydenta etc.

    Panski link do WSTRZASAJACEGO wiersza „O bólu mój” to zupelnie inny swiat.

    Rzeczywiscie walnal mnie pan Zydowskim cepem w moj Polski leb. Ochota do drwin mi przeszla. Mialo byc panaceum a jednak jest pedagogika wstydu.

    Zeby rozpowszechniac nalezaloby przetlumaczyc.

    Pozdrawiam.

  7. My w nich, oni w nas.
    My z ziemi, z nich czas,
    My z puszcz i otchłani,
    Oni z obiecanej obiecani,
    My z waleczności,
    Oni z wytrwałości,
    My w historię uwiązani i szczęk szabel,
    Oni w Adonaj wiarę,
    My rozdrobnieni w skale,
    Oni skałą w piach świata,
    My z krwi własnej targiem,
    Oni ciałem w handel,
    My żądni własnych gardeł,
    Oni amchu, każdy ze świata naszemu, nasz.
    My z losu,
    Oni z ksiąg,
    My z chaosu w chaos,
    Oni z kręgu w krąg.
    I się zwojem splata.

  8. ..slynny szwagier kardynala.

    Pewien element ludzki wyklada sie jak wycieraczka u drzwi. Nooo to niech sobie poczeka, jak bura suka w sieni, na nastepna audiencje u TEGO szwagra.
    Teraz Adam bedzie mu psubratem.

  9. avatar

    Tylko chciałem podrzucić że tutaj mamy dostęp do genialnego skeczu o piwku :-P :
    youtu.be/-FQIqIiABoU

  10. Tata mnie nie kochał (nigdy nie chciał uwierzyć w to co mówię), tata wolał Agatę. W ruinach były ptaszki mniejsze od kciuka. Smutne dzieciństwo ciągnie się za mną.

  11. avatar

    Martyrologia Polaków (zresztą podobnie Romów) nie ma tylu piewców, co żydowska.
    „5 lat kacetu” dawno utonęło w zalewie poezji.
    Na poezji się mało znam, W zasadzie wolę, żeby się rymowało. Tuwimowi się rymowało.
    Ale, u licha mówienie prozą też jest coś warte.

  12. avatar

     i architekturze wraz z dekoracją wnętrz

    czyli takie sobie goowno a nie poezja, zresztą podobnie jak i to całe "nowoczesne" jak i nasza Nowoczesna malarstwo.
    Po prostu niezjadliwe goowno

  13. mi przypomina się scena z filmu, nie pamiętam tytułu, gdy nauczyciel przepytuje uczniów i okazuje się ze żaden z przepytanych nie jest przygotowany.Zażenowany pyta ;
    -kto jest nie przygotowany do lekcji,ręka w górę
    w klasie cisza,pyta więc ponownie,patrzy jedna tęka w górze,ale ździwiony pyta
    -Nowak,ty nie jesteś przygotowany???
    -ja jestem przygotowany prze pana,ale wiem kto nie jest!! 
    Po chwili milczenia,nauczyciel mówi:
    :Nowak,co z ciebie wyrośnie?

    I tyle w temacie