Prześlij dalej:

Będę się trzymał metafory Adriana, bo były Andrzej Duda ciężko na to zapracował. Po roku od pierwszej deklaracji, prezydent znów powtórzył i doprecyzował swoją polityczną zagrywkę z referendum w sprawie konstytucji. Zagranie Dudy to wejście bez pukania do gabinetu Jarosława Kaczyńskiego i postawienie PiS przed faktem dokonanym. Jeśli się połączy prezydenckie przemówienie z procedurami, przez które ten projekt musi przejść, to mamy sytuację zero jedynkową. Projekt trafia do senatu i tam może zostać albo odrzucony albo przyjęty.

Uspokajam roześmianych, którzy się teraz pukają w czoło i parskają napojami na ekran, to wcale nie jest taka oczywistość, jak się może niektórym wydawać. Tak lub nie oznacza tyle, że senat nie może wprowadzić żadnych poprawek do pomysłu Dudy, ta inicjatywa nie podlega korekcie. Innymi słowy PiS ma tylko dwa wyjścia, podpisać się pod absurdalnym pomysłem Dudy lub ten pomysł odrzucić. Nie ma wątpliwości, że jest to ruch na zwarcie z PiS, tym bardziej, że przez ostatnie tygodnie wysocy przedstawiciele PiS otwartym tekstem odradzali Pałacowi referendum. Takim posunięciem Duda stawia na swoim, pokazuje, że ma siłę i odwagę, chce znów grać na samodzielność, ale tym razem nie zyska nic w mitycznym centrowym elektoracie. Po prawej referendum ma kiepskie notowania, po lewej i w centrum też nie jest lepiej, bo tam wszyscy wypominają łamanie konstytucji. Chociaż na pierwszy rzut oka można się w posunięciu Dudy doszukiwać politycznego sprytu, to tak naprawdę wpakował się w niemałe problemy. Obojętnie, co zdecyduje senat, Duda na tym pomyśle popłynie, aż po kompromitację na poziomie Komorowskiego.

Gdyby senat projekt odrzucił, a taki scenariusz w mojej ocenie jest prawdopodobny i przede wszystkim bardzo racjonalny z punktu widzenia PiS, to będzie prezydent upokorzony. Co tu dużo mówić PiS ma okazję do rewanżu za weta i pokusa, aby ustawić Dudę do kąta jest duża. Tyle tylko, że Kaczyński w takie niskie gierki się nie bawi i o ostatecznej politycznej decyzji zdecydują korzyści i straty. O ile Kaczyński myśli o nowym kandydacie na prezydenta, to będzie Dudę osłabiał i pokazywał, że bez wsparcia PiS żaden polityk po prawej stronie nie ma szans wygrać wyborów prezydenckich. Istnieje też taka możliwość, że senat referendum przyjmie i to wcale nie oznacza, że Duda będzie powtórnie kandydował z poparciem PiS. Kaczyński może zażądać od swojego byłego podwładnego konkretnej i bardzo wysokiej ceny za przyjęcie senackiej uchwały. Jaka to cena, tego nie wiem, ale potrzeb jest mnóstwo. W każdym razie, widać od pierwszego spojrzenia, że w żadnym scenariuszu Duda na referendum nie wygra.

Samo referendum to jedno, ale Duda wchodzi na jeszcze inne pole, które jest dla PiS znacznie ważniejsze. Wybory samorządowe muszą się odbyć pomiędzy 17 października, a 9 listopada 2018 roku. Wiadomo jednak, że realnie to będzie niedziela, czyli maksymalnie 4 listopada. Skoro Duda chce referendum 11 listopada, to wyznacza datę poza terminem wyborów. Za tym idzie jakaś kampania i niechby była beznadziejna to i tak koliduje z kampanią samorządową, która dla PiS jest absolutnym priorytetem. Wybory samorządowe muszą się odbyć przed referendum, pytanie kto na to referendum pójdzie w tak krótkim odstępie czasu? Sporo min, jak na jeden absurdalny projekt polityczny i ktoś na te miny wpadnie. Dobre rozegranie tej partii da PiS spore zyski za niewielką cenę, bo to PiS ma do dyspozycji kilka korzystnych wariantów, a Duda żadnego i jest skazany na upokarzającą porażkę. Nawet przyjęcie prezydenckiej propozycji nie oznacza, że PiS musi referendum wspierać. Wystarczy powiedzieć, że senat z szacunku dla głowy państwa przyjął uchwałę, chociaż sam pomysł uważa za mało fortunny i to pan prezydent przyjmuje na siebie ciężar odpowiedzialności.

Nie ma cudów i dziecko wie, że na wypadek przegłosowania wniosku o referendum, frekwencja będzie żenująca, ze względu na wszystkie opisane powyżej okoliczności i jeszcze parę pominiętych. Jeśli frekwencja przekroczy 10% to będzie gigantyczny sukces, ale niby w jaki sposób miałoby do tego dojść, gdy wiadomo, że referenda w Polsce są mało popularne i w tym konkretnym przypadku na pewno będzie bojkot od lewa do prawa. Ostatnią istotną kwestią jest to, że zarówno sam projekt referendum, jak i temat referendum jest wybitnie prezydencki. Głowa państwa jest strażnikiem konstytucji i przez ten pryzmat patrzą na niego wyborcy. Punktów wyborczych na kompromitacji zdobyć się nie da i tak się zamyka pułapka zastawiona na PiS, w którą wpadł Duda. Wszystko, obojętnie z jakiej strony spojrzeć, wskazuje na to, że Andrzej Duda ośmieszy się w najmniej korzystny dla siebie sposób. Tak się kończą inicjatywy zaprojektowane przez Czerepacha i Romaszewskie, co mnie absolutnie nie martwi i oby tak dalej Dudzie się wiodło.

Źródło foto: 
6
14798 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

17 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Amen.

  2. Co daj Boże, AMEN!

  3. Morawiecki na przewodniczącego Rady Unii Europejskiej, Kaczyński na Prezydenta Polski.

  4. avatar

    z Kaczyńskim nie przejdzie ale może Szydło (pierwsza Polska prezydent) choć niepotrzebnie wyskoczyła z premią dla siebie......choć zasłużyła na nią

  5. A może jest tak, że licytacja z Prezesem już się odbyła i Adrian nie skacze na główkę do pustego basenu..

  6. Piękna wizja tego, co może stać się w przyszłości. I oby się stało. W realu za to jak zwykle. Czaputowicz na kolanach przed Timmermansem, który za kilka paciorków będzie chciał zmiany paru ustaw. Chodzi mu o to, by pokazać że nie Sejm w Polsce rządzi, ale jakiś Holender.

  7. Chcieć to oni se mogą - poruszać palcem w bucie. "Te se ne vrati". Chyba że obecna nasza władza marzy o wyjeździe na taczkach.

  8. avatar

    i co dalej? ranger1951 musiałby zrobić kontrolę w majtkach narodowców........dość czosnku

  9. avatar

    Czy skutkiem tych przepychanek nie będzie przypadkiem bonus w postaci ośmieszenia idei zmiany umiłowanej konstytucji?

  10. Sztucznie generowane konflikty i bicie piany obliczone na ekscytowanie elektoratu i odwracanie jego uwagi od spraw rzeczywiście istotnych. Generalnie to szkoda czasu na takie bzdury.

     

  11. avatar

    Jeżeli taka osoba jak ja wie, że referendum będzie fiaskiem, to nie da się uwierzyć, że kancelaria Czerepacha tego nie wie. Ogłoszenie referendum jest im do czegoś potrzebne i potem ogłoszenie jego fiaska jest im do czegoś potrzebne.

  12. AMEN

  13. Intencje Dudusia, czy też Adrianka, mam w dupie. Liczy się efekt jego decyzji, a ten pomniejsza zaufanie do PiS-u i obniża poparcie wyborcze. Trafiła nam się kolejna menda. Propozycja referendalna jest następnym przykładem naigrywania się z obywateli.

  14. Tak naprawdę, poza tym, że konstytucję pisał Kalisz z Kwasem, a durną preambułę ponoć ułożył Mazowiecki, sama jej konstrukcja jest niezła- w myśl zasady "ślepej kurze ziarno..". System czysto prezydencki- a do takiego, jak się zdaje, tęskni Duda- byłby dziś katastrofą. System kanclerski do zera zaś sprowadzałby i tak obecnie iluzoryczny rozdział władzy wykonawczej i ustawodawczej. Ja skróciłbym kadencję prezydenta do 4 lat i zastrzegł, że wybory prezydenckie ZAWSZE odbywają się 2 lata po rozpoczęciu kadencji sejmu (nawet przy skróconej kadencji). Jeśli zaś kto chciałby wpisywać do konstytucji ile mandatów w okręgu, to ja uważam, że dwa. Jeżeli kiedyś powstaną DOWy, czyli okręgi wyborcze dwumandatowe, to pamiętajcie, że to ja wymyśliłem ten genialny w prostocie system.

    Dziękuję z oklaski.  

  15. Jaki ma sens utrzymywanie funkcji prezydenta? Pożytku żadnego, a smrodu i kosztów bez liku.

  16. avatar

    Jestem za systemem kanclerskim ale pod warunkiem że posłowie nie wchodzą w skład rządu. Ministrowie mianowani przez Kanclerza, na kontrakcie z godziwym wynagrodzeniem. pRezydęta widzę w roli paprotki z ograniczonym do minimum gabinetem, bez inicjatywy ustawodawczej i bez prawa weta.

  17. avatar

    u nas system prezydencki zawsze będzie katastrofą.

    Prezydent jest nam potrzebny jak szklane oko piratowi, chyba tylko po to żeby ZAWSZE był burdel który można wykorzystać