Wojny Światów – ratuj się myśleniem kto może i ma odwagę!


W czasach tak odległych, że tylko nieliczni Amerykanie mogli sobie pozwolić na nowy wynalazek zwany telewizorem, istniało radio. Na radio mogło sobie pozwolić więcej Amerykanów i sobie pozwalali. Pozwalali sobie też w wielkim napięciu słuchać audycji niejakiego Orson’a Welles’a. Audycja wywoływała tak ekstremalne reakcje, że słuchacze ze strachu wybiegali na ulicę, w poszukiwaniu bohaterów słuchowiska. Bohaterami audycji Orson’a Welles’a byli obcy, którzy według powieści Herberta Georga Wellsa, toczyli „Wojnę Światów”. Telewizja wówczas raczkowała, radio święciło triumfy mniej więcej takie, jak dziś internet, który trafia pod strzechy, oczywiście mam na myśli Polskę, bo na świecie internet już się trochę opatrzył. Nie to jest jednak takie ważne, najważniejsze w tym wszystkim jest coś innego, mianowicie ci biedni ludzie, którzy w roku 1938 uwierzyli…W co? Ano właśnie…nie mniej, nie więcej, tylko w PRZEKAZ MEDIALNY. Słuchacze uwierzyli w przekaz medialny, a ten komunikował, że światu grozi zagłada.


Zaraz można pośpieszyć z usprawiedliwieniem takiego zachowania, bo to wiadomo, że i do elektryki ludzie się przyzwyczajali latami, że samochód na początku był śmieszną bryczką bez konia, a latające maszyny to już całkowita obraza boska. Przyjmuję to usprawiedliwienie, rzeczywiście ci biedni ludzie mieli prawo się bać. Sam fakt, że gadało do nich jakieś pudełko i choćby je porozkręcać na drobne kawałki to człowieka tam nie znajdziesz, był faktem skłaniającym do pokory. Słuchacze uwierzyli w świat słowa płynącego z odbiornika radiowego i zaczęli poszukiwać tej rzeczywistości w świecie realnym. Nikt niczego nie znalazł, gdyż znaleźć nie mógł, ale chyba każdy kto się zajmuje tworzeniem opowieści dla odbiorców, przyzna, że większej nagrody dla twórcy nie ma. Nie ma większej pochwały i nobilitacji dla autora, którego słuchacze, czytelnicy, widzowie, tak głęboko wierzą w autentyczność przekazu, że odwołują się do treści przekazu nie do otaczającej rzeczywistości. Gdybym teraz napisał, że Polskę zaatakowały niemieckie Tygrysy, czy tam Pantery i połowa Warszawy wybiegłaby na ulicę z wyciągniętymi pancerfaustami, co to mają pochowane jeszcze z czasów wojny, to bez żadnego głosowania powinienem otrzymać wszystkie tytuły Blogera Roku i ze dwa Noble.


Obawiam się jednak, że wbrew powszechnie krzywdzącej opinii, nie jestem prezesem sekty i podobne nierozumne zachowania, na hasło mojego tekstu, w tym miejscu jest wykluczone. Jest wykluczone z prostego powodu, ludzie odbierający taki komunikat są ludźmi myślącymi, potrafiącymi oddzielić słowo wymyślone od stanu faktycznego. Ale takich miejsc nie ma wiele, główne miejsca przekazu są zupełnie inne i odbiorcy inni. Wydawałoby się, że barwne lata 30 mamy już za sobą i ludzie w ogóle zrobili ogromny postęp, oswoili się z całym mnóstwem dziwnych wynalazków, jak na przykład telefony pstrykające zdjęcia i odtwarzające muzykę (absurd). Prawda, tak się stało, ale ludzie z lat 30, którzy nie potrafili odróżnić genialnej zabawy słowem od dużo bardziej prostego obrazu za oknem nie wymarli. Ci ludzie przedłużyli gatunek i zamieszkali cały glob. Nie, wcale nie usiłuję nieudolnie naśladować Orson’a Welles’a, mówię śmiertelnie poważnie, patrząc za okno.


Gruzińska telewizja Imedi zbudowała nierzeczywisty przekaz medialny, w którym pokazano inwazję wojsk rosyjskich na ojczyznę Gruzinów. Już na wstępie powiem, że oczywiście jest to sytuacja nieporównywalna z atakiem kosmitów. Taka sytuacja już raz miała miejsce, prawdopodobieństwo powtórki jest niemałe i nastroje Gruzinów obawiających się powtórki dość permanentne. Było zatem wiele czynników i okoliczności, które pomogły gruzińskiej telewizji osiągnąć zamierzony cel. Celem był oczywiście szok, zamieszanie, skandal, czyli jednym słowem PR. Mnie ten eksperyment fascynuje, dlatego że powtórzenie czegoś co zrobił Orson Welles….co ja gadam. Zrobienie czegoś co nawet nie leżało koło geniuszu Orson’a Welles’a, przeprowadzenie tak prostej prowokacji przyniosło spektakularny sukces. O czym to świadczy? Świadczy to o tym, że coraz bardziej prymitywnymi środkami, można wywołać coraz większy popłoch wśród masowych odbiorców. Przecież wystarczyło odrobinę pomyśleć, zastanowić się dlaczego ni stąd ni zowąd w TV bez spanikowanej zapowiedzi materiału z ostatniej chwili pojawia się materiał, który leci jak film, nie jak informacje. Wystarczyło przerzucić na inne kanały i sprawdzić co się dzieje, ostatecznie zadzwonić do rodziny lub znajomych na granicy z Osetią i spytać co widzą za oknem.


Z jednej strony można się dać ogłupić w bardzo prosty sposób, bo przesłanki przecież były, ale z drugiej strony, naprawdę proste czynności rozwiewają prostacki zabieg gruzińskiej telewizji. Jednak nie wszystkie przekazy medialne, nie wszystkie spektakle władzy, są tak proste do zdemaskowania i to jest dopiero prawdziwa Wojna Światów. Wiele razy spieraliśmy się tu o WTC i teraz jest idealny pretekst do powtórki z rozrywki. Co zobaczyli widzowie? Samoloty? Nikt tego nawet do końca nie ustalił, czy to były samoloty. TV powiedziała, że były, no to muszą być. Do dziś trwają jakieś cudaczne procesy Arabów z łapanki, połowę z nich zwolniono, ale to TV powiedziała i pokazała Arabów jako zamachowców i to są winni. TV powiedziała i pokazała, że od paliwa zawaliła się stal i to jest przyczyna. Dlaczego o tym piszę? Pisze o tym dlatego, że gruzińska TV i gruzińska władza podejrzewana o tę prowokację, jeszcze długo się muszą uczyć, żeby osiągnąć poziom maestrii, który w USA jest ćwiczony od lat.


Przekaz medialny jest jak hostia, jak Koran, jak wizerunek Buddy, odpowiednio zrealizowany przedstawia wymyślony świat, w którym żyją wierni. I tak jak w religii działa ten sam mechanizm strachu, jeśli nie uwierzysz w to co uwierzyła większość pójdziesz do piekła. Piekłem jest społeczny ostracyzm, wytykanie „głupka” palcem, zarzucanie spisków i tym podobne błogosławieństwa strącające na sam dół drabinki społecznej. Zanim pośmiejemy się z widzów Imedii, zanim oburzymy się na prymitywizm środków, spróbujmy sobie odtworzyć w pamięci ile materiałów TV przyjęliśmy jako informację, a nie kreację? Tego jest wiele, tego jest mrowie i chyba niewielu się chce temu przyglądać i demaskować, cena jest zbyt duża, korzyści poza treningiem intelektu, żadnej. Wojen Światów w świecie jest ogrom, ostatnie najbardziej wulgarne i spektakularne jednocześnie, to wiecie jaka szczepionka i jakie ocieplenie, bo już ani siebie, ani Was nie chce katować „naukowymi” nazwami. Przeżyją tę wojnę nieliczni, ci którym będzie się chciało myśleć, no i będą mieli odwagę myśleć, będą gotowi ponieść koszty myślenia, reszta będzie robić za medialne mięso armatnie. Będą oziębiać i się szczepić, będą iść na wojny ze złymi Arabami i będą przekonani o słuszności w wierze.


 

MatkaKurka - pozostałe wpisy



Subskrybuj zawartość