Prześlij dalej:

Historie alternatywne najczęściej są irytujące, sensacyjne lub po prostu głupie. Mają jednak jedną siłę, której nie sposób podważyć, nijak nie dają się weryfikować. Autorzy takich pseudo historycznych wywodów pozostają w pełnym poczuciu własnej genialności, bez względu na stopień głupoty, jakim się popisują. Nie tak dawno wielkie zamieszenie wywołał pewien „endek”, publicysta i pisarz, który zalecał II Rzeczypospolitej sojusz z Hitlerem, co miało nam zapewnić polityczne bezpieczeństwo w czasie II Wojny Światowej i być może pokonanie bolszewików siłami polsko-niemieckimi. Dziś tych bzdur już nikt nie traktuje poważnie i przypuszczam, że sam autor również, jeśli nie przede wszystkim, chciałby o swoim dziele zapomnieć.

Taki żywot mają historie alternatywne, krótki i żenujący, ale to nie znaczy, że poważne państwo nie może sobie pozwolić na strategiczne analizy zagrożeń, które z historiami alternatywnymi nie mają nic wspólnego. Podstawą do strategicznego myślenia o Polsce jest wyciąganie wniosków z przeszłości. W 1920 roku mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją geopolityczną i wbrew pozorom pod wieloma względami dużo korzystniejszą dla Polski niż obecny stan. Europa była wykrwawiona wojną, USA prowadziły politykę izolacyjną, nie mieszały się do spraw starego kontynentu. Nasi najwięksi i najbliżsi sąsiedzi przeżywali głęboki kryzys polityczny i gospodarczy. W Rosji władzę przejęli bolszewicy i wywrócili do góry nogami cały kraj. Lenin ze swoimi siepaczami przede wszystkim walczyli z Rosjanami, masowe czystki, wyniszczanie własnego narodu, które nazywano budowaniem nowego człowieka radzieckiego.

W armii bolszewickiej nie ostały się kadry, które odpowiadały za armię rosyjską, dość powiedzieć, że wybitnych strategów rosyjskich zastąpił między innymi ignorant i sadysta Józef Stalin, który przegrał z Polakami Bitwę Warszawską. Na zachodniej stronie było równie marnie. W latach dwudziestych w Berlinie rozkwit przeżywały tylko końskie jatki, to jeden z nielicznych okresów w niemieckiej historii, kiedy kraj był pogrążany w nędzy i co więcej brakowało przywódcy, na co Niemcy zwykle nie narzekali. Na mocy Traktatu Wersalskiego Niemcy straciły ziemię i miały nałożone wiele sankcji, w tym surowe limity na liczbę armii i uzbrojenie.

Początek wieku XX pod względem militarnym także Polsce sprzyjał, kawaleria jeszcze dużo znaczyła, a lotnictwo i pojazdy pancerne dopiero się rozwijały i bardziej przypominały współczesne modele niż realną broń. Jednym zdaniem, tak słabych Niemiec i Rosji, nie było już nigdy później, a i wcześniej chyba też. Warunki do „Cudu nad Wisłą” stworzyły się dużo wcześniej niż w 1920 roku, można wręcz powiedzieć, że to były okoliczności, o które modlił się Mickiewicz i Słowacki. Polska na tle swoich sąsiadów wyglądała na państwo młode, ale nieźle zorganizowane i przede wszystkim zdeterminowane, wszak zaledwie 3 lata wcześniej odzyskaliśmy niepodległość.

Prawie 100 lat temu daliśmy sobie radę z bolszewicką nawałą, dziś taki militarny i polityczny sukces byłby absolutnie niemożliwy. Tu i teraz mamy układ sił, który jest przeciwieństwem modlitw wieszczów. Potężna armia na Wschodzie, odbudowane imperium rosyjskie, z którym liczy się cały świat, o arsenale atomowym nawet nie wspominam, wystarczy gaz, ropa i sieć „lobbystów” połączona z cyberatakami. Niemcy trzymają za twarz Unię Europejską, czytaj „Zachód” i nawet jeśli nie są potęga militarną, co nie do końca styka się z prawdą, to w parę chwili mogą być. Polska od Wschodu i Zachodu jest praktycznie bezbronna, co tu dużo mówić, na wypadek konfliktu zbrojnego skończyłoby się to dokładnie tak, jak w 1939 roku, łącznie z paktem pomiędzy Merkel i Putinem.

Co nam pozostaje? Jak zwykle złudzenia, że obronią nas sojusze i alianci. Jedyny poważny argument militarny jaki posiadamy, to obecność wojsk NATO na terenie Polski i podpisane pakty. Ile to jest warte nie wie nikt, ale historia uczy, że jednym pociągnięciem pióra na konferencji z udziałem możnych tego łez padołu, znikają suwerenne państwa z mapy świata. Kto się za nas gdzieś w dalekiej Kalifornii, czy Ohio będzie bił? Jesteśmy skazani na samych siebie i o konfliktach zbrojnych lepiej nie myślmy, bo na wypadek takiego nieszczęścia po prostu nas nie ma. Pomyślmy natomiast o czymś innym, co zdecydowanie jest w naszym zasięgu.

Dwa lata temu spora część Polaków żyła nadzieją, że Polska w końcu będzie Polską, państwem mocnym, godnym, normalnym, broniącym swoich interesów. Dla mnie współczesny „Cud nad Wisłą”, to powrót do tych nadziei, porzucenie osobistych ambicyjek i konsekwentne budowanie suwerennej Polski. Życzę sobie i wszystkim Polakom, aby rządzący z okazji święta 15 sierpnia zeszli na ziemię i zamiast tłuc się o zwierzchnictwo nad armią, która nie ma szans nas obronić przed realnym zagrożeniem, zajęli się Polską. Naszą jedyną szansą jesteśmy my sami, jeśli nie zadbamy o własny dom, do którego ciężko będzie się włamać, to skończymy na bajdurzeniu o militarnej potędze, polewając wódkę w Księstwie Warszawskim. Brońmy się przed Targowicą!

0
12665 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Rosjanie mają 800 tys wojska, Niemcy 200 tys, a Polska zaledwie 100 tys. Rosjanie i Niemcy mają po jednym dowódcy, a u nas jest dwóch. Co Macierewicz zbuduje, to Duduś zrujnuje! Duduś, w dzisiejszej mowie pozwolił sobie na niedomówienia i dowolną interpretację sformułowania "prywatna armia". Podziwiam opanowanie Macierewicza i Kaczyńskiego.

  2. Jest gorzej niż zapamiętałem. Kancelaria Prezydenta zamieściła na TT cytat z wypowiedzi: "Polska armia to nie jest niczyja prywatna armia. To armia, którą powinniśmy wspólnie kształtować". Słowa te potwierdzają wcześniejsze zarzuty opozycji i wyraźnie skierowane są do Macierewicza. Gdyby było inaczej, to brzmiałyby: "To armia, którą wspólnie kształtujemy".                                                                                                                                           (Edit)    Widzę, że MK wywalił idiotę, który usiłował nam wmówić, że minister rządu wybranego w powszechnych wyborach jest w stanie zbudować prywatną armię za pieniądze podatników.  Idiotów podobno nie sieją, ale co z Dudusiem?

     

     

     

  3. To co powiem pewnie jest dla wielu śmieszne ale moim zdaniem tylko broń atomowa może nam zagwarantować wolność i niezależność.

  4. Wojna w 1920 była wojną całej Europy z wyjątkiem Węgier z Polską. Rosja dawała siły zbrojne a Zachód pomagał jej na wszelkie sposoby nie wymagające własnej interwencji, czyli choćby przez blokadę dostaw broni dla Polski.Ugoda zezwalała bolszwewikom zajać kraj do Wisły i wykluczała dalsze parcie na Zachód. Chodziło o skasowanie pomyłki za jaką świat uważał powstanie w miarę niepodległej Polski po pierwszej wojnie.
    Dobrze że brednie o ratowaniu Zachodu przez Polskę w 1920 pojawiły się dzisiaj w TV sporadycznie. Zachód razem z Rosją wówczas przegrał.

  5. przed współczesną Targowicą się nie obronimy nie ma szansy - za słabe jest Państwo Polskie, za słabi przywódcy, za słaby duch patriotyczny w narodzie...

    od 2-ch lat zjednoczona prawica jest przy władzy

    czy chociaz jedno ścierwo, zaprzaniec, zdrajca, kolaborant czy ubek publicznie szkalujący i plujący na Polskę, obrażający Polskę i Polaków, tworzący antypolskie idące w świat fake newsy został za to w jakikolwiek sposób ukarany?

    wczorajszy epizod wywołany przez  Różę Marię Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein  zrobił z niej bohaterkę w oczach pozostałych 30% totalnych sprzedawczyków,  folksdojczy, ktorzy różnymi metodami cały czas próbują z pomocą miedzynarodowej bolszewii obalic legalny rząd  i  będą to robili do skutku bo im się na to pozwala

    mam wrażenie, że obecnym władzom bardzo to się podoba - dlatego to tolerują, a nawet kultywują zapraszając antypolskie ścierwa do publicznych państwowych mediów - a my mamy śmiech i  ubaw po pachy...

    ...ale tylko nieliczni myślący (ale niestety bezradni) patrioci mają świadomość, że to gorzki śmiech, to śmiech przez łzy, krwawe łzy...

    ...bo wiedzą, że Polska pod tak nieudolnymi rządami  będzie znikac

     

  6. Na dzien dzisiejszy perspektywa konfliktu zbrojnego z krajami Europy Zachodniej wydaje mi sie bardzo niewyrazna, kraje Starej UE, w tym rowniez Niemcy maja powazne i glebokie problem z erozja fundamentu spoleczenstwa, na ktora skladaja sie wartosci takie jak rodzina, narod, honor, patriotyzm... moze nawet bardziej juz dezintegracja, bo dzisiejsza walka toczy sie o samo zdefiniowanie pojec o wiele bardziej podstawowych, zeby nie powiedziec prymitywnych. Oczywiscie nie rzutuje to w tej chwili  bezposrednio na stan posiadania czy uzbrojenia, ale generuje deficyt rownie niezbednego skladnika, ktorym jest zwyczajnie powod, dla ktorego mozna kogos zabic lub zginac. To oczywiscie jest tylko przyblizony stan na sierpien 2017, a spoleczenstwa potrafia zmieniac sie gwaltownie i dramatycznie, w odpowiednich warunkach w miejsce prozni dekadencji i rozkladu pojawia sie witalnosc i ped do wielkosci co prowadzi najpierw do "ujednolicenia" i ekspansji tych spoleczenstw, a nastepnie ustawia je na kursie kolizyjnym z ktoryms z osciennych krajow, ale rzadko odbywa sie to bez intensywnych bodzcow ekonomicznych. Mysle ze idealnym probierzem tego procesu beda relacje zachodnich spoleczenstw z istniejacymi w ich obrebach mniejszosciami etnicznymi. To tyle jezeli chodzi o Europe.

    Jezeli chodzi o "ten kraj potezny, jego step wielki. Nie pojmiesz go rozumem chocbys myslal wieki" Enigma. Cos jakby wisi w powietrzu, ale oni potradia tak blefowac az do zdechu. Tak czy owak sa w stanie w kilka godzin zamienic w popiol wszystkie panstwa na swiecie, wiec tutaj, bez niespodzianek, powtorki z 1920 nie bedzie.

    Sens sprawnej armii widze na okolicznosc dzialan w misjach sojuszniczych, sytuacji kleski zywiolowej, sponsorowanego przewrotu, wewnetrznego zagrozenia integralnosci terytorialnej lub wojny a la Krym 2014.

  7. avatar

    O rety, Szanowny Panie Redaktorze!
    Szacunek u mnie masz wielki, ale o wojskowości lepiej się nie wypowiadaj, bo tylko powtarzasz niestworzone rzeczy. :)

    1. Armia Czerwona w 1920 była, jak na tamte czasy, całkiem silna, zaś współczesna Armia Rosyjska jest beznadziejnie słaba, na wskroś przeżarta korpucją i wszelkimi patologiami. Nawet nie zbliżyłaby się do Warszawy. Jej wskaźnik operacyjności jest żałośnie niski, sporo niższy od naszego: oni wydają mniej więcej 33 tys. $ na żołnierza, a my 50 tys. (USA - 350). Warto przy tym znów przypomnieć o korupcji, która sprawia, że owe 33 tys. $ w znacznej części gdzieś przepada.
    To potworny mit uważać Rosję za zbrojną potęgę. Przecież straszyli, że zajmą Kijów w kilka dni, a zdobycie przygranicznego lotniska w Debalcewie zajmowało im tygodnie...
    Niska operacyjność oznacza, ni mniej ni więcej, że taka armia może jakoś się tam bronić, ale do żadnej ofensywy nie jest zdolna.
    W 1920 Armia Czerwona była formacją otrzaskaną w bojach, walczącą już trzeci rok na wielkich obszarach Rosji (i okolic). Obecna nie ma żadnego poważnego doświadczenia bojowego, bo chyba nie potraktujemy jako takiego napaści na w zasadzie bezbronną Gruzję, prawda?
    2. Dlaczego NATO nazywa Pan złudzeniem? Nie rozumiem.
    NATO nie jest żadnym złudzeniem, tylko potęgą, której boi się cała reszta świata. Warto zauważyć, że to sojusz nie tylko polityczny, ale po prostu militarny - mamy wszak już w Polsce bazy US Army.
    3. Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej wcale nie są słabe - przeciwnie, na pewno silniejsze, niż wojsko II RP w 1920 roku, z tej prostej przyczyny, że II RP była wtedy bardzo, ale to bardzo młoda.

    Resume: dał się Pan zrobić w konia ruskiej propagandzie! :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Palmer