Polityka



share

Zacznę trochę perwersyjnie, takie sensacje, jak nagranie szefa KNF Chrzanowskiego z TW Leszkiem Czarneckim zawsze ujawniają tabuny znawców tematu. Dowiedziałem się prawie wszystkiego o nadzorze finansowym, rynkach finansowych, wykresach, trendach, analizach technicznych i wszystko to za sprawą eksternistycznych doktorów ekonomii oraz maklerów, którzy zdobyli tytuły przy pomocy wyszukiwarki Google. Co zrobię z tą wiedzą? Odpowiem szczerze, że w ogóle jej nie przyswoiłem, nie znam się na bankowości i na giełdowej ruletce, nie interesuje mnie to, zarobiony jestem.



share

Żadnemu internaucie nie trzeba tłumaczyć, co jest najskuteczniejszą bronią w walce z trollem, to oczywiście ignorowanie. Problem polega na tym, że to się prawie nigdy nie udaje, a nieustanne apelowanie, żeby trolla ignorować, jest groteskowym dostarczaniem trollowi paliwa. Tego rodzaju zachowania muszą irytować, zawsze trolle wkurzają ludzi, choćby nie wiem jak się ludzie zarzekali, że ich to nie obchodzi. Zderzają się jednak spektakularne porażki trolli i one najczęściej przebiegają w dwóch kierunkach. Pierwszy to zdemaskowanie i wyśmianie trolla, co zawsze działa. Drugi, rzadziej spotykany, to przestraszenie trolla, sprowadzenie go na ziemię.



share

Chyba nawet w teorii nie było szansy na to, aby na marszu nie pojawiły się znane kadry i prowokacje, do których dołączyły spontaniczne „pomysły”. Wszyscy wiedzieli, że będą flagi ONR z falangą, będą race i inne atrakcje właściwe dla stadionowej bitwy. Naturalnie kilkaset rządów na świecie pomodliłoby się o takie "problemy" na demonstracjach, ale wiadomo, że w Polsce to działa inaczej. Jestem przekonany, że nikt w PiS nie zakładał innego scenariusza, koszt skalkulowano i co najwyżej skala była zagadką. Nie zmienia to faktu, że decyzja o udziale rządu i prezydenta w marszu została podjęta w fatalnych warunkach, z pełną spontanicznością, pod dyktando Hanny Gronkiewicz-Waltz i pod presją „narodowców”.

Strony