Polityka



share

Bezpieka peerelowska współpracowała ze społeczeństwem i się z nim kontaktowała. Współpraca i kontakty mogły być jawne. Czyli takie, które dziś nie podlegają żadnym procedurom lustracyjnym, represyjnym czy dekomunizacyjnym. Szczególnie jeśli nie były nigdzie odnotowane lub zarejestrowane. No, chyba, że ktoś wierzy, że nierejestrowanych kontaktów z rodakami bezpieczniacy nie utrzymywali. Cholera ich wie, może rzeczywiście tak było? Bo faktycznie to co notowali, sygnowali i rejestrowali to już 80 km odzyskanej makulatury. Nie licząc tego, co spłonęło na kiszczakowych stosach. I co jeszcze, jak wieść gminna niesie, ukrywane jest w rozmaitych piwnicach i silosach.



share

Wczoraj, w jednym z popularnych wpisów, nawoływano premiera do stanowczego wystąpienia, o dobie tak poważnego kryzysu. Pozwoliłem sobie zasugerować, że raczej nasz premier powinien z tym zaczekać jeszcze do chwili, w której będzie już całkiem źle. Mam nawet gotową propozycję tego co powinien powiedzieć. Propozycję opartą na najlepszych wzorcach.



share

Od jakiegoś czasu słuch po Jarku zaginął. Wszyscy skupieni na Lechu o Jarku zapomnieli, ani go w sejmie nie widać , ani wywiadów nie udziela, ani swoimi mądrościami się nie dzieli. Wsiąkł? Nie tak szybko, Jarek jest i ma się dobrze, bardzo dobrze. Siedzi sobie w podwarszawskim Klarysewie za wysokim murem w pięknym ponad dwuhektarowym ogrodzie , gdzie stoi piękna prezydencka willa. Ma ochronę techniczną, nie działają tam nawet komórki. Można do niej dotrzeć, jadąc wyboistą drogą w górę, kilkaset metrów za Ogrodem Botanicznym w Powsinie.
? To jedna z najpiękniejszych prezydenckich rezydencji. Można się tam czuć zupełnie odizolowanym od ludzi ? mówią ci, którzy w niej byli. Za rządów SLD ośrodek został przekazany rządowi, odbywały się tam nieformalne spotkania Rady Ministrów. Ale szybko wrócił pod zarząd Kancelarii Prezydenta. W PRL willa w Klarysewie była miejscem narad przedstawicieli państw Układu Warszawskiego.

Strony