Polityka



share

Jeszcze w ubiegłym roku Ameryka była supermocarstwem, dziś po zwycięstwie Trumpa jest już tylko rosyjską bananową republiką, tak przynajmniej sugeruje tutejsza lewica. Celem mainstreamowych mediów i lewicy jest doprowadzenie do impeachmentu prezydenta Trumpa, z możliwością posadzenia go w więzieniu. Pewnie zapomnieli już, że aby przeprowadzić impeachment trzeba mieć większość w Kongresie i Senacie. Parafrazując tow. Gomułkę: Demokraci długo stali nad przepaścią, aż w czasie ostatnich wyborów zrobili ogromny krok do przodu…



share

Jarosław Kaczyński przedstawiany jest często jako polityk – jeśli nie gardzący tzw. PR-em, to przynajmniej nie dostrzegający w pełni konieczności jego stosowania w polityce w „dzisiejszych czasach”. Taka postawa z jednej strony prowokuje lamenty umiarkowanych PIS-owców, załamujących ręce nad utraconymi możliwościami pozyskania mitycznych wyborców centrowych. Z drugiej strony z okolic PIS-owskiego hard core’u spotyka się ona z pochlebną konstatacją, że choć Prezes nie jest królem przekazu, to jednak cechuje go coś o wiele ważniejszego z punktu widzenia poważnego polityka: konsekwencja, która przenosi PIS przez wzburzone fale przelotnych medialnych burz i sztormów.

Niewątpliwie konsekwencja jest dobrą rzeczą i w polityce, i nawet poza nią. Najlepsze efekty przynosi zaś, jeśli stosowana jest konsekwentnie. Najdrobniejsza niekonsekwencja odbija się czkawką prędzej czy później.



share

Śmieszą mnie niezmiennie i ogromnie polityczne komentarze ludzi, którzy udają, że się znają na polityce. Odtrąbiono wielki sukces Tuska i kompromitację Polski, ale to melodia laików i ignorantów, rzeczywistość polityczna wygląda dokładnie odwrotnie. Dziecko wiedziało, że kandydatura Saryusz-Wolskiego nie ma najmniejszych szans, wiedział to również sam kandydat. Kaczyński dzieckiem nie jest i doskonale sobie zdawał sprawę, co się stanie, a mimo wszystko poszedł na starcie, którego wygrać nie mógł i to jest jedyna rzecz godna uwagi. W całości podtrzymuję swoją wcześniejszą wypowiedź o tym, że wybory na „prezydenta Europy” pokażą, czy Europa zaczyna traktować Polskę, jak partnera, czy nadal chce widzieć w Polsce chłopca na posyłki parafującego rachunki.

Strony