Polityka



share

Ruszyła maszyna po szynach i to od razu z kopyta, żadnej ospałości, tylko gaz i do przodu. Zaczęło się od zgubionego buta Pierwszej Damy, potem poleciało z górki. Siedział nie tak, podszedł nie tak, stał za krzywo, pochylił się za bardzo. Powiedział za dużo, nie powiedział o tym i o tamtym, a gdy się nie dało nic głupszego wymyślić, to do studia przyszedł ekspert od mowy ciała. Po „ekspertyzie” można było snuć dowolne historie, podobne do tych, że pijany generał wszedł do kokpitu i kazał lądować na brzozie. Tak z grubsza wyglądały wytężone wysiłki mediów opozycyjnych i reszty towarzystwa, które goni w piętkę.



share

Same śmieszne rzeczy wydarzyły się w ostatnim czasie, ale ludzie tak się przyzwyczaili do komfortu psychicznego, że i na to nie zwracają uwagi. Jeszcze 5 lat temu „wykluczenie” Polski z jakiegokolwiek europejskiego grona byłoby podsumowane jedna wielką histerią. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że pamięć mnie nie zawodzi i nie muszę zgadywać, wystarczy, że przypomnę dwa pierwsze przykłady z brzegu. Szczyt maltański? Mówi to coś Kowalskiemu albo Nowakowi? Jak nie cierpię hazardu, tak się chętnie założę, że nic nie mówi. A taki Eurokorpus kojarzy Nowakowa, słyszała coś Kowalska? Ano właśnie, wymowna cisza.



share

Przyznać się, kto podejrzewał, że taki przebieg będzie miała kampania samorządowa? Taki, to znaczy jaki? Spokojny, wręcz nudny można powiedzieć. Praktycznie nic nadzwyczajnego się nie dzieje, nawet na odcinku kampanii negatywnej. Poza idiotycznymi bilbordami „oni wzięli miliony”, o których już dawno Polacy zapomnieli, nie ma żadnych ruchów znanych z przeszłości. W czasie wyborów prezydenckich młodzieżówka PO szalała, zamykała się w klatkach i robiła jeszcze głupsze rzeczy. Do akcji dołączali celebryci, z Karolakiem na czele. Teraz, na miesiąc przed wyborami, wieje nudą z każdej strony.

Strony