Polityka



share

Rozpoczął się mój ulubiony skecz, całe tabuny ekspertów i dziennikarzy, notorycznie mylących pozew, czyli prawo cywilne, z aktem oskarżenia, czyli prawo karne, zajęły się „bombą atomową” odpaloną przez Komisję Europejską. Jest to jeden z tych skeczów, w których przymiotniki zastępują artykuły i paragrafy. Czego to się człowiek nie naczyta: gigantyczne, precedensowe, dramatyczne, tragiczne, potężne i w końcu atomowe uderzenie w Polskę. Jak mantrę ignoranci i propagandyście powtarzają też inne „atomowe” słowo – sankcje!



share

Na czele „ruchu społecznego”, który powstał ponad 2 lata temu stanął człowiek, którego według wszelkich definicji można nazwać pasożytem i oszustem łamiącym prawo. Jego postać stała się symbolem lewicowej i liberalnej walki o demokrację. Walka była tak zacięta i spontaniczna, że organizacja doczekała się własnego hymnu. Autorem hymnu podziemnego państwa konstytucyjnego został pospolity bandyta, stręczyciel i handlarz żywym towarem. Może dlatego ktoś nad tą całą demokratyczną patologią musiał czuwać i tak pojawiła się kolejna świetlana postać, lewy ochroniarz wielokrotnie skazany, za groźby karalne, naruszanie nietykalności cielesnej i jazdę pod pijaku.



share

Dziś niejaki Tuleya, dobrze znany błazen przebrany za sędziego, wydał postanowienie w sprawie umorzenia postępowania przez prokuraturę. Na początek i w przeciwieństwie do Tuleyi, warto się zapoznać z czymś, co nazywa się stanem faktycznym. Sprawa dotyczy „ciamajdanu”, który rozpoczął się od blokowania mównicy sejmowej przez najdurniejszą na świecie opozycję. Cały cyrk wystartował w połowie grudnia i zakończył się dopiero po nowym roku. Dokładnie w tym okresie powstało wiele legend i anegdot politycznych, które warte są podkreślenie, bo uwypuklają paranoję.

Strony