Społeczeństwo



share

Istnieją takie dyżurne dyskusje, które zawsze zaczynają się tak samo, przebiegają identycznie i kończą bez zaskoczeń. Jedną z nich jest debata o wyższości wymiaru kary nad jej egzekucją. Jak tylko pojawiło się 25 lat dla wyłudzających VAT, natychmiast zaczęło się klepanie tych samych argumentów i oczywiście na czoło wysunęło się zamęczone na śmierć zdanie. Nie ważny jest wymiar kary, ważne, czy prawo będzie skutecznie egzekwowane. Ów bełkot urósł niemal do sentencji prawnej, coś jak res iudicata, czyli powaga rzeczy osądzonej. Tymczasem wystarczy się chwilę zastanowić, aby dostrzec ewidentny absurd tego typu rozważań. Mamy do czynienia z modelowym dylematem, który odnosi się do mycia kończyn.



share

Kiedy odebrałem na poczcie wezwanie na kolejną rozprawę i zapoznałem się z jego treścią zdziwiłem się. Nie było w nim najmniejszej wzmianki, że moje stawiennictwo jest obowiązkowe. W poprzednich wezwaniach sędzia zawsze takie pouczenie umieszczał, wraz z litanią szykan jakie spotkają mnie niechybnie w razie nie zastosowania się.

Tym razem tego nie było. Odczytałem to jako pozytywną zmianę koncepcji sądu, odwilż może... może nawet wolę szybkiego zakończenia tej żenującej farsy. Znam takie przypadki... Można tego dokonać poprzez zwykłe umorzenie. Na przykład ze względu na brak dowodów, albo tzw niską szkodliwość społeczną... - oba warianty mnie satysfakcjonowały. Nie jestem mściwy, nie zamierzam domagać się odszkodowań za trzy lata niszczenia mojej rodziny, za psucie dobrego imienia i fałszywe oskarżenia.

Na bezwzględne uniewinnienie nie liczyłem, z powodów politycznych.

Może w drugiej instancji jak złożę apelację... ?



share

Weź ty lepiej idź z psami pod las, to chociaż pooddychasz świeżym powietrzem i całkiem inaczej się poczujesz, zobaczysz. Mamy zawsze udzielają dobrych rad, a dzieci nigdy nie słuchają. Powinienem pójść pod las i pooddychać świeżym powietrzem, ale siedzę i stukam w klawiaturę kilka pism naraz. Efekt jest taki, jak widać, z powodu niedotlenienia i obserwowania medialnych szopek, człowiek nie ma mocy intelektualnej, która wystarczyłaby na sensowne zatytułowanie felietonu. Moja kondycja to jedno, medialne kreacje to drugie. Często używam takiej formuły: „założę się, że mało kto wie…” i znów jestem zmuszony po nią sięgnąć, aby opisać wydarzenia dnia.

Strony