Wiedza



share

Ależ piękny tytuł mi się spisał, prawda? I do tego jestem prorokiem, dlatego na początek nie odmówię sobie małej złośliwości. Zgodnie z przewidywaniami temat karty rowerowej wywołał świętą wojnę i tradycyjną dla internetowych forów dyskusję, w której zaczyna się na rowerze, a kończy na promie kosmicznym ładującym w 1410 roku na polach Grunwaldu. Wyłączyłem się z dyskusji przy promie i w ramach małego poszukiwania faktów ustaliłem… W Polsce karta rowerowa jest obowiązująca od lat i dotyczy każdego niepełnoletniego w przedziale 10-18. Oznacza to, że około 90% rowerzystów ma „papiery”, które zdobyło w szkole. Pozostałe 10%, razem z ideologicznymi hobbystami (posiadającymi kartę), otworzyło front walki z nieludzkim państwem, bo trzeba wykazać się wiedzą i umiejętnościami na poziomie dziesięciolatka. Pozwolę sobie też dodać, że zdawalność na kartę wśród dziesięcioletnich rowerzystów jest bliska 100%, a egzamin przeprowadza zwykły policjant.



share

Gdy czytam kolejne apele o zachowanie szczególnej ostrożności, w czasie spacerów po dzikich łąkach i polanach leśnych, bo z ziemi wyrasta mordercza roślina, to nie chce mi się nawet pukać w czoło. Barszcz Sosnowskiego – tak się nazywa pierwszy przebój wakacji, ale jeśli mnie pamięć nie myli to nie jest premiera. W zeszłym roku też mi się obiło o uszy, że można zginąć w mękach z oparzeniami trzeciego stopnia po konfrontacji barszczem. Ciekawy objaw skretynienia i tak się zastanawiam ilu ludzi zapytanych o niebezpieczeństwo związane ze światem przyrody, wskazałoby na medialną roślinę. Równie dobrze można Polaków ostrzegać przed rekinami, niedźwiedziem polarnym i grzechotnikiem, z takim poziomem abstrakcji mamy do czynienia. Faktem jest, że człowiek jako tako rozgarnięty powinien mieć wiedzę, co ze strony rozmaitych gatunków roślin i zwierząt może grozić, ale to większość z nas przechodzi w pierwszych klasach szkoły podstawowej.



share

Zacznę nieskromnie i napiszę, że się znam. Gapię się w tę politykę dzień i pół nocy, aż tu nagle, przy okazji niedzielnego spotkania w czteropokoleniowym gronie rodzinnym, zostałem zarzucony ulotkami i pytaniami. Ulotki wszystkie podobne do siebie, ale komitetów za cholerę nie rozpoznają i w związku z tym nie potrafiłem odpowiedzieć na najprostsze pytania. Przeżyłem w mieście Chojnów jakieś 30 lat, nikt, dosłownie nikt z listy wyborczej nie kojarzy mi się w najmniejszym stopniu. We wsi Biskupin żyję blisko siedem lat i kandydatów piąte przez dziesiąte kojarzę, ale gdybym miał wykonać portret pamięciowy na niewiele organom ścigania bym się zdał. Co robić? Oczywiście odwołać się do Internetu. Wklepałem kilka słów kluczowych i… nic. Zanim zdołałem znaleźć właściwą stronę minęło sporo czasu i w końcu wyskoczyło coś takiego. Załamałem się drugi raz.

Strony