Prześlij dalej:

Jestem z pokolenia, które doskonale pamięta czasy PRL i kolejki „do mięsnego”. Prawdziwa studnia socjologicznych obserwacji, ale pewne schematy zawsze się powtarzały. Jednym z takich schematów była matka z dzieckiem na ręku. Zjawisko to można podzielić na dwie grupy matek i dzieci. Pierwsza była autentyczna i jednocześnie cicha, kobiety stały z dzieckiem w kolejce, od czasu do czasu brały je na ręce, bo wiadomo, że maluch w takich warunkach musi zacząć marudzić. Czasami ludzie przepuszczali matki z własnej inicjatywy, ale one nigdy i o nic nie prosiły, pokornie stały w kolejce.

Druga grupa to fiokowane, wyspecjalizowane liderki kolejek, na wejściu dały się poznać i od razu stawały na czele całego przedsięwzięcia. Dziwnym trafem, albo prawem natury, również dzieci liderek robiły trzy razy większy raban niż pozostali mali klienci. Ponieważ „do mięsnego” stałem wiele razy, doskonale pamiętam wszystkie możliwe techniki. Najczęściej stosowaną było: „cicho, cicho Marcinku, nie płacz, mamusia musi kupić mięsko, żeby był obiadek”. Sakramentalne zdanie padało niezależnie od tego, jak się zachowywał Marcinek i nie raz bywało tak, że Marcinek wcale nie płakał, ale biegał po sklepie z indiańskim okrzykiem na ustach. Inna technika to przerzucanie dziecka z ramienia na ramie, połączone z ciężkimi oddechami i poprawieniem torebki, plus głośno wypowiadane narzekania na okrutny los.

Zdarzało się jednak i tak, że akcja toczyła się bardzo dynamicznie, do sklepu wparowywała liderka i natychmiast rozstawiała całą kolejkę po kątach, przedstawiając jednym tchem swój dramatyczny życiorys. Chora matka, dziecko w przedszkolu, ostatni autobus, problemy z woreczkiem żółciowym i tak dalej. Kończyło się to wszystko takim rezultatem, że ciche mamy stały do końca, a fiokowane góra po dwudziestu minutach miały wypełnione siatki mięsnymi zakupami i potem wsiadały do służbowego Poloneza męża, dyrektora miejscowej fabryki. Czasami asertywna kolejka rozpoznawała dyżurną „biedaczkę” i ta wylatywała ze sklepu przy gromkich głosach oburzenia. W skrajnych przypadkach liderka kolejki nie ustępowała i darła się na cały sklep, że chce rozmawiać z kierownikiem placówki i jeszcze napisze skargę do komitetu.

Patrząc na cyrk odbywający się w sejmie, z udziałem powiatowych celebrytek walczących z niepełnosprawnym dzieckiem na ręku, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to córki wyfiokowanych matek z PRL-u. Tego się nie da nauczyć, tej „przebojowości”, dramatycznych opowieści i charakterystycznego głosu, przebijającego się przez pracę wiertarki udarowej. W sejmie nie ma ani jednej cichej matki, czyli 99% matek opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi. Matki, które z językiem na brodzie biegną na ostatni autobus, o ile babcia ma siłę, chociaż na parę godzin zająć się dzieckiem, nie protestują w sejmie. Prawdą jest, że w polityce nikt się nie przejmuje cichymi matkami i próbuje uciszyć te głośne, chciałbym jednak zwrócić uwagę na wyjątkową szkodliwość społeczną takich zachowań. Jeśli przedstawicielkami rodziców niepełnosprawnych dzieci są fiokowane żony dyrektorów fabryk, żyjące w kompletnie innym świecie, niż większość rodziców, to zaczyna się dym jak w peerelowskiej kolejce „do mięsnego”.

Po pierwsze nie kłam, nie rób cyrku na oczach ludzi, bo to ma krótkie nogi. Liderka sejmowej hucpy jakieś 12 razy powtórzyła, że nie stać jej na turnus rehabilitacyjny dla dziecka, bo koszt turnusu przekracza 6 tysięcy złotych. Jednocześnie na „fejsie” ta sama liderka epatuje letnimi wycieczkami do Chorwacji i zimowymi wypadami do Austrii (?). Mało mnie obchodzą idiotyczne komentarze z cyklu: „zawiść”, „kim trzeba być, żeby matce wypominać”. Niech jeździ gdzie chce, niech jej spadnie tona złota na podwórko, ale… nie łżyj, po prostu nie łżyj z dzieckiem na ręku. 99% rodziców nie oczekuje spotkania z „kierownikiem placówki”, Dudą, Morawieckim, Kaczyńskim i Jezusem Chrystusem, ale liczą na rozwiązanie konkretnych problemów. Tymczasem celebrytki dopiero po tygodniu protestu i po wizycie Dudy, na kolanie spisywały swoje postulaty, przy kamerach ustalając ich treść.

Po drugie, uruchamianie takich politycznych zadym z definicji zabija racjonalizm. Wystarczy wrzucić na ręce niepełnosprawne dziecko i już wszyscy wiedzą, że nie ma większych problemów na świecie. No to prosta zmiana tematu. A co z dziećmi pełnosprawnymi, które wymagają leczenia za kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, które nie mają żadnych dodatków, rent i zasiłków? Co z osobami w wieku 80 lat, obłożnie chorymi, z emeryturą 850 zł, które muszą się utrzymać i leczyć? Państwo to nie kolejka „do mięsnego”, gdzie towar dostają najgłośniejsi i najbardziej cwani, państwo musi rozwiązywać problemy społeczne i nie według klucza sejmowych okupacji, organizowanych na polityczne zamówienia, ale według klucza realnych problemów. Przy tym musi być zachowana równowaga pomiędzy grupami potrzebujących, bo nie ma czegoś takiego jak „największa tragedia”, tragedii jest wystarczająco wiele, o większości prawie nie słychać.

Do obecnej ekipy rządzącej można mieć 1000 pretensji, ale zarzut, że zaniedbuje najbardziej biednych i potrzebujących jest po prostu szwindlem propagandowym. Prawdopodobnie ta krzykliwa grupa w jakimś zakresie osiągnie swoje cele i pani liderka zysków nie przeznaczy na turnus rehabilitacyjny, tylko na bieżące atrakcje, ona z protestów i „społecznictwa” po prostu żyje. Odbędzie się to wysokim kosztem, bo na długie lata pozostałe grupy społeczne, nierzadko potrzebujące pilnej pomocy na granicy życia i śmierci, mogą zapomnieć o rozwiązaniu swoich problemów. Osoby pobierające emeryturę na poziomie 850-1200 zł, często chore, niedołężne, będą miały niższe uposażanie, niż osoby będące na utrzymaniu rodziców.

Kto zważy te dwa życiowe dramaty, kto i czym to wyliczy? Krzykiem? Jest rzeczą oczywistą, że żaden budżet nie wytrzyma potrzeb, jakie wynikają z ludzkich tragedii i nie da się metodą 120 okupacji sejmu ułożyć polityki socjalnej. Wygrywa krzyk! Kłamstwo, cwaniactwo, celebryctwo, budzi moją odrazę i takich „społeczników” zawsze i wszędzie będę pokazywał palcem. Kładę milion na stół, że fiokowana liderka z dzieckiem na ręku, po spełnieniu żądań, ustawi się w następnej kolejce po mięso i to niepełnoprawne dzieci są tym mięsem – propagandowym mięsem armatnim. Problemy tego rodzaju muszą być rozwiązane systemowo, w jak najszerszym zakresie z kalkulatorem w ręku, a nie w świetle kamer i nikt nie ma prawa licytować się na tragedie.

Źródło foto: 
6
11628 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. W 2014 do sejmu ich wprowadził poseł PiS Mularczyk usiłując na tych dzieciach zbijać swój kapitał. Teraz zaś Wielgus Scheuring na tym nieszczęściu wzorem wielu tych matek żeruje. Petru nawet wodą po złotym za butelkę częstuje. Patrząc na te protestujace liderki bieda aż Piszczy. Wypi....e  wy.....ne paznokcie i co jedenw innym kolorze i niektóre długie na 5 centymetrów. Dżinsy z fabrycznymi dziurami, że o kolorowych fryzurach i ponętnych bluzeczkach w koronki nie wspomnę. Patrząc na te czasami cwaniactwo rzygać się chce i przypomina mi to kolejkę w sklepie mięsnym za PRLu.

    A wogóle to już drugi protest w ciągu 2 tygodni w sejmie. Czy ten burdel ktoś kontroluje?  Chyba nikt bo posłowie i poślice zachowują się jak prostytuki i alfonsi na placu Pigalle.

     

  2. avatar

    Zreformowana "straż Marszałkowska" po sporych podwyżkach pilnuje tego burdelu na Wiejskiej..prawdziwa wiocha,fakt

  3. Takie sprawy to są granaty, które czekają na cwaniaka który je odpala w odpowiednim dla niego momencie. Dlatego należy natychmiast załatwiac to w sposób systemowy i neutralizowac granat jako niewypał na poligonie. Jak patrzę na ten cyrk z jajako to rzygać mi sie chce. 

  4. To jest nie do wyobrazenie, aby jakas grupa, (obojetnie jaka) dostala sie do Congresu USA i zaczela protestowac!

    To w pale sie nie miesci!

    ***** USA - Najwieksza Demokracja Swiata! *****

  5. A nasz prezydent znowu się zachował, jak się zachował, a nie tak jak trzeba....

  6. avatar

    Nic nie przeszkadza mi w życiu tak bardzo, jak cwaniactwo. Dosłownie na cwaniactwo jestem poważnie uczulony. Jeśli pewna kategoria ludzi uważa się za lepszych, że im więcej wolno, że inni mają się podporządkować, uznając pewną jego zwierzchność, wyjątkowość.

    Na co dzień można takie zachowania napotykać po kilka razy dziennie.

    Korek w godzinach szczytu – wszyscy karnie poruszają się w ślimaczym tempie. Oczywiście nie CWANIAK w fajnej bryce. Jedzie lewym pasem, przeznaczonym dla lewoskrętów i wpycha się przed czoło kolumny.

    Park. Wszyscy stają na parkingu i wchodzą pieszo do parku, CWANIAK wjeżdża na alejki parkowe. Jemu wolno. On jest inny.

    Kasa PKP. CWANIAK (garniturek, krawat, pewna mina) wpycha się do okienka przed długi ogonek cierpliwie stojących ludzi. Przecież gościu nie będzie stał z tym bydłem w kolejce.

    CWANIAKI z przeciwka na chodniku zajmują całą jego szerokość. Ty musisz się zdematerializować albo zejść na jezdnię.

    Już wystarczy tych przykładów. Wiadomo, o co chodzi.

    Jakieś lekarstwo? Bo ja sam, jeśli mogę to reaguję, ale CWANIAK ma uwagi i perswazje w głębokim poważaniu. Przydałby się wtedy szpiczasty but.

  7. avatar

    Kiedy w końcu to bydło które uważa się za polityków znajdzie się po za parlamentem.

    Już się chce rzygać oglądając  #minęła i słuchając tych debili.

  8. avatar

    Stan wojenny, kolejka ustawia się bo "kawę rzucili". Przed nami niestara kobitka zajmuje kilka miejsc w jednej kolejce. Na zwróconą uwagę, że tak nie można protestuje, ona MUSI DLA DZIECKA ... Teraz te wszystkie pielgniarki, rezydenci i owe tytułowe mamusie to ten sam PRL'owski sort. Tichnera sobie nie cenię ale to homo sovieticus, to akurat mu się udało.

  9. MK! 

    Zyczylbym Polsce i sobie, aby nasi, PiSowscy politycy umieli operowac takimi argumentami w mediach, jak argumenty zawarte w Panskiej Notce.

    A wiedzac, ze z argumentacja maja czesto klopoty, proponuje im aby porobili notatki z Panskich artykulow i idac do stacji telewizyjnych korzystali z nich jako "sciagawki"! ;)