Nas już nie ma i tylko tragedia nas odzyska!

Prześlij dalej:

Zapomnijmy na chwilę, a najlepiej na zawsze o indywidualnych problemach i pomyślmy, jak to było kiedyś. Urodziłem się w roku 1972, dokładnie 30 kwietnia, w Złotoryi. Przez 19 lat miałem nadzwyczaj jasno wyłożone „poczucie wspólnoty”. W czasie świątecznym do stołu zasiadały trzy, a bywało, że cztery pokolenia i wcale nie odbywała się uroczystość w warunkach powszechnej miłości do każdego członka rodziny. Było tradycyjnie, Jadźka nie lubiła Zygmunta, Stefan dopiero po 5 kieliszku zamieniał słowo z Józefem, kuzynostwo też tworzyło frakcje. Przy stole siedzieli działacze PZPR i „Solidarności”, u mnie takie cuda się zdarzały, ale skłamałbym okrutnie, gdybym powiedział, że polityczne dyskusje dzieliły rodzinę. Nic podobnego, działo się wręcz odwrotnie. Jeśli Krystyna z PZPR i Michał z Solidarności nie lubili, skądinąd wrednego Kazika, to nic się w relacjach rodzinnych nie zmieniło. Pogadali wszyscy o tym, co się w Polsce Ludowej dzieje i wracali do pracy, szkoły, swojego życia. Po 1989 roku świąteczny stół wyglądał inaczej. Pierwszy raz zabrakło peklowanej i wędzonej szynki, bo w sklepach pęczniały półki i nikomu się nie chciało robić. Pierwszy raz na stole wędliny pokrojone maszyną na 2 milimetry, a nie pięknie poszarpane przez Babcię nożem jeszcze sprzed wojny. I to się wszystko nienaturalnie świeciło, dopóki nie trafiło do ust. Pierwszy kęs i konsternacja. Jak to, takie ładne i takie niestrawne? Rodzina przeżuwając nową rzeczywistość zaczęła patrzeć na siebie wilkiem i wtedy nastąpił podział na tych, którzy są za i przeciw. Nie liczyły się już osobiste sympatie i antypatie, ale przynależność do stada. PZPR był kompromitacją, Solidarność się kompromitowała, Kościół tracił swoją magię, rodziny zaczęły spędzać wszelkie uroczystości, co najwyżej w dwóch pokoleniach, czasami na trzeciego wprosiła się teściowa.

Zmieniło się coś jeszcze. Drzewiej bywało tak, że nie lubiło się szwagra, wspomnianej teściowej i siostry ciotecznej widzianej cztery razy w roku. Dziś brat, siostra, matka, ojciec i babcia w berecie stała się największym wrogiem. Nie piszę tego w próżnię i tak niezobowiązująco, mam to na co dzień. Brat nie wierzy bratu, ojciec synowi, wnuk gardzi dziadkiem, bo gdzieś tam w telewizji pokazali, powiedzieli, dostarczyli sensacji. W Internecie inni ludzie niż w rzeczywistości, szukają wspólnoty, szukają swojej rodziny, ale to też jest ta sama pułapka. Wirtualnie porozumiewamy się według politycznego i ideologicznego klucza i nie ma w tym nic z czystej ludzkiej sympatii do konkretnego człowieka. Zapytam jak bohater jednej ze znanych komedii: „Ale kto to zrobił, kto to zrobił?”. Ktoś potężny, fachowiec szkolony przez wielu mistrzów z różnych szkół. Z miłością na ustach sieje się nienawiść, z uśmiechem krzewi się pogardę, jedność wywija maczugą, wspólnota kona w kawałkach. Za chwilę przeczytam, że przyganiał kocioł garnkowi, że nożyce się odezwały i nie będę protestował, ale mam tylko jedną prośbę, żeby mnie nieistotnego w tej grze nie nazywać twórcą, a nawet zausznikiem, za mały jestem.

Machina swoimi trybami wkręca i miażdży wszystko. Nie potrzebuje paliwa, bo to jest samo nakręcające się urządzenie, wystarczy wskazać gdzie stoi i ruszy z impetem. Paru szwagrów, takich, którzy zawsze byli na wierzchu, zbudowało to perpetuum mobile i z niego żyje. Reszta przepuszczona przez tryby w ostatnim geście odgraża się nie kręcącym korbą, ale tym mielonym. Panaceum, recepty i rady na to nie widzę, poza jednym. Musi się stać tragedia, musi się wydarzyć coś strasznego, aby powróciła normalna wspólnota i zwyczajne antypatie. Ile w tym jest pocieszenia, ile przygnębienia niech każdy sobie odpowie, tylko broń Boże nie zwierzajcie się przy stole: świątecznym, imieninowym, w rocznicę złotych godów babci i dziadka. Na koniec w ramach puenty przytoczę anegdotę opowiedzianą przez ludzi, którzy przeżyli 90 lat. Kiedyś cała wieś zbierała się do kupy w wiejskiej świetlicy i „oglądała telewizor”. Dzisiaj każdy we wsi ma telewizor i nie ma co oglądać. Za siebie mogę powiedzieć, że została mi ostatnia nadzieja, którą jest „podstawowa komórka społeczna”, ta domowa, ta pod ręką, dwa plus jeden z nadzieją na cztery. Przepraszam za osobisty tekst, ale jednocześnie zachęcam do podobnego rachunku strat i wskazanie chociaż jednego zysku.

5.920002
30822 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

49 (liczba komentarzy)

  1. "nadzieja jest w prolach" tak myślał Winston - lecz dokladny wyklad  śledczego o zasadach działania systemu odbiera wszelka nadzieję ... ja osobiście  mam nadzieje ze jednak przyzwoitość zwycięży - mam nadzieje...

  2. niedawny przykład Węgier Ukrainy czy Polski w roku 80-tym. Chociaż Michnik stanie na głowie żeby obecny system zwyciężył. Podstawowm problem jest to, żeby bylo dużo ludzi którzy chcą zmienić Polskę.  

    Za klika lat europa będzie rządzona przez chrześcijańskich fundamentalistów, w znaczeniu dosłownym. To znaczy europa przyjmie fundamentalizm chrześcijański jako podstawy ustroju i jako grupę rządzącą.
    Dla mnie najważniejsze było, że kiedy rzuciłem takie hasło jako perspektywę polityczno-społeczną to zostałem pojedyńczym oszołomem, europa i Polska do tego stopnia jest zniszczona i zdegerowana przez system totalitarny "Oświeconych" i od fundamentów czyli od poziomu pojedyńczego zwykłego człowieka zbudowana na ich zasadach i w ich matni, że nikt o zdrowych zmysłąch nie potrafi sobie wyobrazić, że europa czy Polska mogłaby być rządzona w oparciu o zasady chrześcijańskie czy władców chrześcijańskich.

  3. mamy telefony ze skypem, androidem i innymi fejsbukami, twitami... no i te wszystkie ikonki-obrazki mowiace, memy-sremy... mozna siedziec w domu i byc wszedzie ze wszystkimi...
    kielbasa krakowska wyglada jak szynkowa choc nazywa sie krakowska... ale kto to zweryfikuje? dr sroda, mecenas czwartek? hartman z eli ra-barbarem?
    nie ma wczoraj, nie ma jutro... tu i teraz to jest przekaz...
    kiedys, gdy padal mur berlinski, powiedzialem, ze to (polska) sie zawali... mowili mi ' cos ty gupi! teraz to dopiero bedzie alesgutes!'... no i jest, zwijany dywan pt polska...
    ide na plaze!
    bye!


  4. I w takich chwilach fakt że mam już z górki wygląda mniej strasznie. Tylko dziecka żal.

  5. ...same straty. Zgadzam się, że tzw. podstawowa komórka, w moim przypadku 2+3, jest tym, co mnie jeszcze trzyma poza płotem wariatkowa. Sęk w tym, i to jest kolejny akt tego samego dramatu, że te +3 mieszkając zagranicą jest kolejnym straconym pokoleniem. Patrząc na to wszystko w podobny sposób zmieniłem się niemiłosiernie i naginam się jak tylko mogę, by nie zatracić swojego jestestwa, tylko po to, by zasypywać rowy, których nie wykopałem...

    Pzdr.

  6. avatar

    nastepny akt dramatu naszych dziejow wydarzyl sie pewnego sobotniego kwietniowego poranka..
    jaka tragedie pan widzi na to by nas scementowala...nie wiem..
    Jaroslaw Marek Rynkiewicz (Mickiewicz naszych czasow) mowil zaraz po tym ze to co sie rozerwalo to sie juz nie sklei...ci  co sa w tym umoczeni dalej sa wsrod nas i dalej roszcza sobie prawo by mowic nam co mamy myslec i jak mamy zyc..gdzie tu jakakolwiek sprawiedliwosc dziejowa????
    wiecej niz polowa naszej najlepszej genetycznej;intelektualnej puli wyjechala i grom z nich juz nigdy nie wroci..chyba ze moze na starosc by ich kosci nie kruszaly w zachodniej europie..czy ich dzieci wroca??...tez po latach..musi minac conajmniej jedno pokolenie..od teraz..jakies 30 lat..
    a co moze byc tragedia "narodowa"..??to wszystko co niewymierne stracone...
    ...ruskie sie zbroja..zachodnia europa juz jest kalifatem...a czy przyszly Czarniecki lub Sobieski chodzi juz do jakiegos przedszkola w polsce??tego tez nie wiem...

  7. Oj, daleko dzisiaj padają jabłka od genealogicznej jabłoni. Odlot.

  8. To truizm.
    Skąd się to wzięło?
    Z wyhodowania grupy ludzi, którym się wydaje, że są beneficjentami.
    Twardych beneficjentów systemu jest około 10'000 ludzi w całym kraju, z rodzinami to bedzie jakieś 100'000.
    Ale są jeszcze ci, którym się wydaje, że osiągnęli sukces. No jesli ktoś uważa, że mieszkanie na kredyt + samochód na kredyt + wakacje na kredy = sukces - to ja gratuluje i nie mam więcej pytań.
    Powody takiego stanu rzeczy.
    Młody człowiek wchodzi do salonu telefonów komórkowych i po godzinie wychodzi z aparatem, a z tyłu głowy ma opowiastki rodziców jak to się na telefon czekało 20 lat. To samo z mieszkaniem, samochodem i innymi rzeczami.
    Ludzie w swej masie nie rozróżniają postępu technologicznego i postępu społecznego.
    To, że są komputery, TV-plasma, komórki - to postęp technologiczny. Jeśli się przyjżymy, to za naszego życia pewne technologie zaistniały i umarły - exemplum video VHS.
    Na identycznej zasadzie część ludzi po 1945 roku poparła komunę - bo prąd we wiosce zalożyli.
    Do tego doszło zaniżenie poziomu kształcenia. Gamoń, który może by skoənczył zawodówkę w swoim czasie staje się wielkim MENAGO w firmie, a jeszcze zagranicznej i nieszczęście gotowe.
    Pierwszy w rodzinie, który zdał maturę, potem poszedł na studia, został MENAGO i mu palma odbiła. A jakość tej matury i tych studiów - to już była dyskusja na ten temat pod jednym z poprzednich wpisów.

    Stosuje się proste, wręcz prostackie chwyty socjotechniczne.
    Takie slowa, jak: erystyka, sofizmat, logomachia, intoksykacja - ludzie w swej masie nawet nie wiedzą, że takie pojęcia istnieją, to co mowić o wychwytywaniu tego na żywo w przekazie medialnym.
    "pod pozorem róznorodnosci istnieje faktyczna jednorodność" to powiedział Goebels na temat przekazu medialnego w III Rzeszy - widać analogie, bo według mnie są oczywiste.
    Zresztą inne elementy w indoktrynacji są identyczne. Polecam wszystkim film "Orwell przewraca się w grobie" - dostępny oczywiście w sieci.

    A skutkiem jest to, że nie można przy stole rozmawiać na tematy poważne i rozmowa schodzi na temat ile kosztuje i jakiej jest jakosci kawałek kiełbasy w sklepie za rogiem. Tylko, że ludzie nie rozumieją, że to też jest kwestia polityki, a własciwie jej skutki.
    Skutki polityki są na naszych stołach, bo to polityka ustawia normy jakiej jakosci może być kiełbasa.

  9. Jabłoń genealogiczna rodzi dzisiaj szyszki, kasztany, a nawet ananasy.
    To nie postęp, to podstęp.

  10. i robimy kiełbasę sami!!!

    "dwa plus jeden z nadzieją na cztery"
      gratulacje???

  11. Może nie jesteś 'twórcą, a nawet zausznikiem'. Może nawet mały.

    Ale za to jesteś wyciągaczem. :)
    Wyciągnąłeś jeden kamyczek z całego stosu i może z tego być niezła lawina.

    I będą Ci za to dozgonnie wdzięczni wszyscy, którzy przeżyli drwiny i szyderę gdy mówili o wośp i to już 20 lat temu. Tak, 20 lat temu.

  12. Czuje sie jakby Pan siedzial razem ze mna przy stole z moja rodzina (na marginesie, mam nie wiele mniej wiosen niz Pan). Do czasu jak bylo konkretne spoiwo w postaci dziadka, wszystko wokol (szarzyzna Panstwa) wydawalo sie mniej istotne choc przez kilka dni. Po jego odejsciu, zaczela sie gechenna sklucania rodziny przez wczesniej wspolbiesiadujacych wujkow i ciotki. Jako nastolatek, nie bardzo rozumialem, jak to mozliwe zeby Brat swiadczyl nieprawde przeciw Bratu,Siostrze?. Moim szczesciem jest to, ze mam rodzicow, ktorzy mi mowili, tlumaczyli wszystko tak jak jest i nie owijali w bawelne. Z mlodzienczych lat rowniez mi utkwila swoista niechec do Kleru. Nie dlatego, ze nie wierze, wrecz przeciwnie dlatego, ze idac do kosciola w niedziele dla ksiedza wazniejsze byly poza taca, "ogloszenia parafialne" a w nich lista, kto ile dal na kosciol. Przytocze pewien przyklad(realny): Ogloszenia parafialne: 1. Datki na kosciol: bezimiennie - 100zl, 300zl, 500zl, Rodzina A(wies)-500zl, rodzina B(wies)-300zl, rodzina C(miasto)-100zl. Komentarz ksiedza(bezcenny): "Patrzac na liste widze, ze ludzie z miasta sa biedniejsi niz ludzie ze wsi. Nie wstyd wam mieszczanie?". A o to wyjasnienie na podstawie obserwacji spolecznej. Ludzie z tzw. miasta widzieli na co dzien, co wyprawia ksiadz, dlaczego kucharka tylko na papierze, dlaczego dzieci ksiedza mieszkaja na stale poza gmina, dlaczego sala(budynek) katechetyczna stala sie zakladem pracy na terenie kosciola itp. Panie MK, strat jako TO pokolenie mamy wiele, co do zyskow - uwazam, ze chyba najwazniejszym z nich jest nasza wiedza o tamtych i obecnych czasach z racji tego, ze to przezylismy w mlodosci. Pozdrawiam

  13. wspaniałego, prostego i ciężko pracującego księdza, który mimo swojego wiejskiego pochodzenia był niesłychanie oczytany, skromny, no święty w gumiakach. Rolnik.
    I mimo tego, choć nie tak jaki Pański bumelant, choć zainteresowany "podniesieniem jakości"nie zdołał powstrzymać u nas podobnych wyczynów rodzinnych, jak te w Pańskiej rodzinie.
    Przez całe lata do wigilii siadaliśmy sami. Oszczerstwa, obelgi, należało trzymać się na dużą odległość.
    Ale przynajmniej nie mam obrzydzenia do Kleru, jeśli tak mogę nazwać mojego ś.p. proboszcza, świętego z butami w niebie (gumiaki i onuce).

    Kościół nie ma być od magii, tylko od Jezusa.

  14. avatar

    jeżeli twój ogląd świata ukształtował tylko jeden zapobiegliwy ksiądz, to szczerze współczuję . A tak naprawdę to raczej pachniesz mi tvn-em niż autentyczną wiarą. I mówi to ci człowiek niewierzący.

  15. Dziekuje za wspolczucie, ale moj "oglad swiata" nie uksztaltowal jeden ksiadz - to byl tylko przyklad jeden z wielu, pokazujacy tylko pewna indoktrynacje prowadzona przez kosciol na NAS, ktory wspolpracowal scisle z rzadem. Jesli chodzi o "pachnidla", to powiem panu tak...
    Ogladanie, wyszukiwanie roznych zrodel "informacji", "dezinformacji" prowadzi do wyrobienia sobie szerszego spektrum wiedzy na rozne tematy. I do tego jest potrzebe przegladanie roznych zrodel tj. TVP, TVN, Polsat, TV Republika, TV Trwam itp. a pozniej filtrowanie zawartych tam informacji. Od pana zalezy jakie to spectrum bedzie, wiec prosze mnie nie szufladkowac do tvn-ow, srenow, jak rowniez negowac autentycznosci mojej wiary. To, ze pan jest niewierzacy, to jest panska sprawa i nic mi do tego. W przeciwienstwie do pana szanuje kazda wiare i mi one nie przeszkadzaja, poza jednym wyjatkiem, czlowiek szanuje odmiennosc wiary, a przede wszystkim prawo i kulture Panstwa w ktorym mieszka.

  16. Pewien ksiądz mi kiedyś powiedział :"Nie dla księdza przychodzisz do kościoła, ale dla Boga". Oprócz dwóch "nieciekawych" księży, spotkałam w swoim życiu wielu cudownych.
    Co do minionych czasów to również ubolewam nad tymi samymi problemami co autor, zwłaszcza patrząc na własne dzieci. Myślę, że bez większej tragedii to faktycznie nie wróci potrzeba jedności. 

  17. Parafrazując powiedzenie Himilsbacha: Tyle jest różnych dróg, a nie ma dokąd iść, można powiedzieć, że tyle jest różnych kanałów telewizyjnych, a nie ma co oglądać.

    Do rozważań będących przedmiotem dzisiejszego artykułu dodałbym jeszcze problem wszechobecnego pośpiechu. Dochodzi wręcz do tego, że pośpiech staje się natręctwem, niektórzy śpieszą się tylko po to żeby się śpieszyć, co widać np. na drogach.

  18. Po raz pierwszy na wybory, takie w pełni świadome, poszedłem w 2005 roku, bez trudu można odgadnąć na kogo głosowałem i do dziś głosuję. W czerwcu skończę 63 lata, mam więc jako takie doświadczenie i ogląd sytuacji. Nic nie jest dane raz na zawsze, dotyczy to również PO. Myślę, że to przyjdzie niespodziewanie, jak ten myk z frankiem. Gdybyśmy tydzień temu mogli to przewidzieć, to dziś liczylibysmy zyski. Tak mój kumpel w 1995 roku zarobił na pamięciach RAM, kiedy szlag trafił jedynego w sumie producenta. Miał 50% przebicie. 

  19. No tak. Moje obserwacje domowe dają takie same wnioski.
    Syfiasto jest. Kiedyś można było się zwalić do rodziny w innym mieście bez zapowiedzi, z pewnością entuzjastycznego przyjęcia.
    A teraz trzeba się umawiać z wyprzedzeniem jak na audiencję.
    Przyczyny widzę dwie: wymarcie przedwojennych ludzi, którzy byli zupełnie inni niż my, i zanik spoiwa w postaci wspólnej, jednakowej dla wszystkich biedy. Bieda łączy, równy dobrobyt lub skrajne nierówności dzelą rodzinę. O czym gadać z kuzynem który sto kawałków w miesiąc wyciąga i żyje w dziwnym środowisku podobnych do siebie?

  20. avatar

    Synek (który wyciąga - nie wiem ile, bo nie pytam, ale próg podatkowy przekracza w lutym) gada ze mną o literaturze i filmach. Oraz o przyrządzaniu jedzenia. U nas na przykład chrzan jest taki, że biedak musiał wstać od stołu, żeby się doprowadzić do porządku.

  21. Witam autora strony oraz czytelników.
    Dłuższy czas już zaglądam na tą stronę ale dopiero dziś jakoś zebrałem się w sobie, żeby założyć konto, zalogować się i napisać słowo od siebie. Choć paradoksalnie w bardzo błahej sprawie i zupełnie nie na temat. Otóż tak jak Pan mam na imię Piotr, nazywam się również na "W" a na dodatek też jestem z 30 kwietnia:) Co prawda urodziełm się kilka lat po Panu, na Mazowszu ale dzisiejszy Pana artykuł, poprzez ten zbieg okolicznosci już na wstępie wywołał u mnie uśmiech.
    Ponoć w PRL rodzice dzieci urodzonych 1 maja dostawali jakąś nagrodę pieniężną z tego tytułu. Ciekaw jestem, czy i Pana mama "wypomniała" kiedyś Panu ten pośpiech w przybyciu na ten swiat:)

  22. Srebrnik znowu okazał się najtwardszą walutą.
    http://wpolityc...

  23. :
    A  ostatni sprawiedliwy
    który  chce  wprowadzić porządek kończy u prokuratora jak opisany przez Pospieszalskiego dyrektor.

  24. avatar

    Tak, masz rację - nas już nie ma... Nie ma już protestu górników, nie ma też żadnej opozycji zdolnej do wygrania wyborów o Związkach Zawodowych nawet nie wspominam..
    PiS prowadzony jest na krótkim łańcuchu i w zamian za nieprzeszkadzanie (to co robi obecnie w niczym władzy nie przeszkadza) ma zagwarantowane wieczyste 2-gie miejsce i posady w sejmie i wygrane samorządowe na Podkarpaciu...
    Dowody na to:
     - kandydat na prezydenta RP Duda - on nawet 2-giej tury nie uświadczy
    - szef Solidarności Duda (nie wiedzieć czemu prezes PiS się z kims takim pokazuje) - tani pohukiwacz który za drzwiami już robi deale z Komorowskim
    - ostatnio (podobno) wiceprezes PiS B. Szydło powiedziała coś w ten deseń do Kopacz by ta ostudziła górników bo gotowi są wyjśc na ulice...
    - zrobiono to, oszukano górników propozycjami które Tomczykiewicz oferował już we wrześniu...
    - Zespół Macierewicza jest wygaszany a w każdym razie spychany na trzeci plan..

    Wobec tego chciałbym wiedzieć o co prezesowi PiS chodzi kiedy na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej mówi, że zbliżamy się do prawdy o tragedii...
    Otóż g...no prawda, do niczego sie nie zbliżamy, PiS nie chce lub mu nie wolno wygrać wyborów (bo zapewne ktoś gdzieś znowu poleci i wszystko się zmieni) więc i ta sprawa zginie śmiercią naturalną...

    Mam coraz większe wrażenie, że PiS ma kanalizować wszelkie objawy społecznego buntu, cywilizować je i okupować zajętą dawno pozycję ale bez możliwości wygranej... I robi to świadomie...

  25. avatar

    Ciężko powiedzieć. Może być tak, jak piszesz, ale równie dobrze może być inaczej. Z własnego doświadczenia wiem, że być Dawidem to fajne uczucie, dopóki ci Goliat nie przypieprzy faulem, a kibole Goliata gazrurkami nie dokończą dzieła. Mnie dużo nie trzeba, mogę krzyknąć, że Kaczyński to taki sam Tusk, jak i reszta. Jedno mnie tylko i aż powstrzymuje. Nie ma w Polsce bardziej obrzyganego, obsranego i oplutego polityka. To coś znaczy. Z drugiej strony w PiS było i jest tylu łachmaniarzy, że można zwątpić. Póki co, nie chcę zabijać mniejszego zła, bo wiadomo, co się po tej egzekucji stanie. Gdyby pojawiła się realna alternatywa, pierwszy dałbym się ponieść nowej wierze, ale gdzie jej szukać?

  26. avatar

    Absolutnie nie chodzi mi o infantylne stwierdzenie na zasadzie: "Wszyscy politycy to złodzieje a Tusk i Kaczyński tej samej sroce spod ogona wyskoczyli" bo to nieprawda...
    Ja raczej na wymienionych przykładach zadaję (raczej sobie) pytanie po co PiS jest na scenie politycznej... przynajmniej od 2010 roku...
    Bo po co są PO/PSL/SLD/TR wiadomo... O błazenadach lidera KNP czy szarpaniu się narodowców pod Tęczą z przy kamerach polsatu nie wspomnę... Co do tych ostatnich (KNP, RN) to tylko ciekaw jestem skąd co miesiąc otrzymują pensje...

    Bo na tych czterech przykładach starałem się pokazać, że robi się wszystko aby kanalizować jakiekowleik objawy protestu....
    A. Duda merytorycznie i intelektualnie przewyższa obecnego lokatora Belwederu o 7 długości, przy nim BK to zwykły mutant... Ale za tym mutantem stoi środowisko, które nie cofnie się przed niczym (dokładnie przed niczym) aby utrzymać swój obecny stan posiadania (służby wojskowe, biznes w tym deweloperka, zbrojeniówka, media, częściowo bankowość no i oczywiście kwity na wszystkich)... A Duda (a raczej prezes) zachowują się tak jakby toczyła się normalna gra demokratyczna w której on przekona bo jest i mądrzejszy i przystojniejszy odobecnego lokatora Belwederu... Mimo, że obaj (a na pewno JK) mają świadomosć z kim grają...

    Mam po prostu wrażenie, że polityka PiS obecnie służy zmarnowaniu społecznego kapitału oporu wobec tej władzy...
    Nie wiem tylko z jakich powodów...

  27. MERKANTYLNYCH  :))

  28. avatar

    Chyba nie tylko... I bez tego by to mieli...
    Podejrzewam trochę wzajemne szachowanie się... I nie z żadną PO, Tuskiem czy Kopacz (bo to wszystko to zwykłe bedki) tylko właśnie z Komorowskim i jego patronami w brązowych butach...
    BK dobrze wie, że gdyby L. Kaczyński w 2010 roku opublikował Aneks do Raportu z likwidacji WSI wówczas on prawdopodbnie nie wystartowałby w wyborach prezydenckich...
    A WSI od 25 lat bez względnie stawiały właśnie na Bronka... Nikt nie był takim gwarantem utrzymania ich pozycji: ani Kwaśniewski, ani PSL, ani PO tylko właśnie BK...
    On musiał w 2010 roku te wybory wygrać i musi je wygrać w 2015...

  29. Kaczyński jest dla mnie politykiem nie z tej planety, czy raczej nie z tej rzeczywistości. To taki metapolityk. Jest kapitalnym strategiem, uwielbia grać i jest w tym dobry, ale ze względów kadrowych nieskuteczny. Tyle że nie jest tzw. trybunem ludowym, którego szczególnie teraz nam bardzo potrzeba. Choć jestem "faszystą-kaczystą", w rozumieniu rządzącego układu, to z bólem stwierdzam, że powyższe uwagi wyglądają prawdopodobnie. I stale sobie to tłumaczę brakami kadrowymi. Ale ile można?

  30. avatar

    On jest zupełnie nie najgorszym trybunem... Nie jest takim prymitywnym trybunem jak P. Duda właśnie...
    Problem w tym, że jego zalety z którymi się zgadzam nie przekładają sie na sukcey jego i partii...

  31. avatar

    I Ty i ja polecieliśmy skrótami. Gdyby mnie kto spytał na kogo postawić? Odpowiedziałbym na nikogo. Kaczyńskiego za góra 8 lat nie będzie i nawet nie wiem, czy nie skończy w "Domu spokojnej starości", bo nie ma już nikogo obok sobie. I kto teraz? Ku...a naprawdę jest beznadziejnie, przy wszystkich teoretycznych rozważaniach.

  32. który w przeciwieństwie do PIS wie że musi przekonać część lemingów aby wygrać wybory. To jest praca na długie lata ale myślę, że jak kryzys walutowy coraz będzie narastał, to ma szansę.

  33. avatar

    Ja nie wiem na kogo stawiać (tzn. wiem że nie na postPRL-owską sitwę PO/PSL/SLD/TR)... Z coraz większą niechęcią mówię: PiS ale z niechęcią właśnie z powyższych powodów...
    Jak wyżej - KNP i RN są dla mnie podejrzani, kadrowo to gimnazjum przede wszystkim mentalnie więc szkoda czasu dopóki nie będę wiedział z czego żyją...

  34. chociaż w najbliższych wyborach ordynacja wyborcza znowu zmusi mnie do głosowania na PIS.

  35. avatar

    To jest akurat niebezpieczny argument (mimo, że Ziemkiewicza cenię) bo miliony lemingów głosuje właśnie tak jak znani i lubiani powiedzą w zaprzyjaźnionych mediach i mamy tego efekty.
    Ja pewnie też choć uważam że człówiek wolny powinien podejmować suwerenne decyzje a nie wybireać mniejsze zło...
    No ale zawsze ma się tę nadzieję, że trafi ten reżim coś po czym już się nie pozbierają jak SLD po Rywinie

  36. avatar

    A ja kilka miesięcy temu nagle odzyskałem polityczny spokój ducha. Wystarczyło proste (nie - łatwe) spostrzeżenie, że to Kaczyński ze swoim PiS jest zwornikiem obecnego systemu. W skrócie pisząc, swoich przeciwników mobilizuje do poparcia obozu władzy albo demobilizuje do politycznej bierności, zaś zwolenniików pacyfikuje. Z takiej perspektywy zupełnie mnie nie obchodzi bezwład lub pozorowanie działań quasi-opozycji. Nie przeżywam, bo zawsze wiem, że albo nic się nie wydarzy, albo poleci koło ratunkowe dla układu - są przecież jego częścią. Nie trzeba się bać, że Kaczyński to jedyne co mamy. Przeciwnie, to jest najgorsze, nas mogło spotkać. Cała polityczna scena jest przez niego zacementowana.
    A pozytywna propozycja? Ja dla siebie znalazłem, każdy znajdzie. Tylko trzeba konekwentnie postąpić według tego, co się wie i widzi i wnioskuje.

  37. avatar

    Dzieciom na dobranoc opowiadać o wielkości. I czekać (o qu… ) na lepsze czasy.
    Ale niech te bajki na dobranoc będą ciekawe, lepsze od oferty TV

  38. Dobry wieczór Panu, dobry wieczór Państwu,
    trochę Pan wyciągnął krokodyla z basenu (vide Robben) Panie Piotrku, a to właśnie dlatego, że kolega Czarny przypomniał sobie, co to znaczy być starszym o 4 lata od rocznika 72. Naturalnie wykorzystałem przewagę psychologiczną sugerując, że pojawienie się na świecie kolegi Czarnego stanowiło próbę utrwalenia słowiańskości naszej ziemi w trudnych chwilach walki z syjonizmem, a przecież trzeba sobie powiedzieć jasno, że tatuś kolegi Czarnego był natenczas świadomym powagi sytuacji majorem piechoty morskiej WP. Kolega Czarny zaprotestował stanowczo przeciwko podobnym - tak powiedział - insynuacjom i zaznaczył, iż nie ma wątpliwości i daje sobie obciąć wszystkie kończyny jeśli tatuś po prostu nie zakochał się w mamusi. No i tak się droczyliśmy przy browarku, ale faktycznie to kolega Czarny wygląda jak apacz i słowianina w nim tyle co kot napłakał. Mimo różnic rasowych postanowiliśmy jednak nadal tworzyć plemienną wspólnotę i z tej okazji kolega Czarny kopsnął się po resztę irlandzkiej na myszach, więc wieczór zakończyliśmy sympatycznie. Dziękujemy! Oraz życzymy dobrej nocy

  39. Kurak, dzięki za ten tekst - opisałeś w nim moje postrzeganie Świata.

  40. avatar

     Żeby wyjąć trzeba włożyć czyli ponieść koszty. Wszyscy tylko biadolą że im się rozjechało. A co jeden z drugim zrobił na własnym podwórku zeby tak się nie stało? W 72 to już kończyłem podstawówkę. Też mam 2+3, ale moje +3 zostaje w kraju. Żeby nie było, każde miało szansę posiedzieć rok-dwa za granicą na własnym garnuszku żeby się przekonać na własnej skórze jak to pachnie być "europejczykiem" drugiej kategorii. A teraz tylko wolne zawody, żadnych korpo, żadnego wyścigu szczurów, żadnego niewolnictwa. Wszystko oparte na solidnym wykształceniu, prywatne szkoły i państwowy uniwersytet  (żadne tam Wyższe Szkoły Robienia Dobrego Wrażenia). A kręgosłup moralny? Tylko kościół.To jedyna wspólnota ktora przetrwa wszystko. Jasne że jest kupa beznadziejnych księży (tak jak i nauczycieli, sędziów  lekarzy czy policjantów). Ale siłę czerpie się z dekalogu a nie uśmiechu ksiedza proboszcza. A koszt?
    No cóż trzeba było schować do szuflady dyplomy, do szafy garnitur prezesa spółki. No i się zasuwa u Niemca w niewielkiej firmie usługowej z odpowiednią pensją ( tyle co Majchrowski + sekretarka). Podatki- no przynajmniej VAT - i zyki zostają i są inwestowane w Polsce. "I tak trwa mać". A pczątek był taki sam, przy trzypokoleniowym wigilijnym stole.
    I co,nie można? Można.

  41. nieogarniam

  42. avatar

    Wolałem, kiedy przez ostatnie lata pisałeś teksty wieszczące klęskę knowań sił przeróżnych. Ale nie ma co się łudzić. Dzisiaj jesteś obserwatorem precyzyjnym do bólu, a Twój literacki talent czyni ten ból jeszcze przenikającym na wskroś. Jednak pocieszam się tym, że światowa tragedia jest być może już tylko o krok...
    Żart średnio udany. Chyba dlatego, że nie do końca jest żartem. Kiedyś kolejne pokolenia Polaków modliły się o wojnę powszechną, a kiedy ta przyszła, zastała nas gotowych. Teraz jest podobnie, tylko sytuacja naszego pokolenia jest lepsza. Trzeba dalej robić swoje. Indywidualnie polem do popisu jest oczywiście rodzina. Trzeba dodać jeszcze wspólnotę, naród. Tak przetrwamy i ich załatwimy.

  43. W 1968 roku John Calhoun przeprowadził eksperyment na myszach. Żyły one na dużej, lecz zamknietej przestrzeni. Jadło, picie i materiał do gniazdowania były dostępne bez ograniczeń. Usunięto również zagrożenia ze strony drapieżników i zapewniono opiekę medyczną. Początkowo myszy się rozmnażały, potem jednak zaczeło się zmieniać ich zachowanie - mniej wiecej tak jak opisuje to w tym artykule MatkaKurka. Po czym zaczęła spadać dzietność i w końcu cała populacja wymarła!

    Opis i inne materiały dotyczące tego eksperymentu można znaleźć na stronie:
    http://physicso...

    Pozdrawiam

  44. W 1968 roku John Calhoun przeprowadził eksperyment na myszach. Żyły one na dużej, lecz zamknietej przestrzeni. Jadło, picie i materiał do gniazdowania były dostępne bez ograniczeń. Usunięto również zagrożenia ze strony drapieżników i zapewniono opiekę medyczną. Początkowo myszy się rozmnażały, potem jednak zaczeło się zmieniać ich zachowanie - mniej wiecej tak jak opisuje to w tym artykule MatkaKurka. Po czym zaczęła spadać dzietność i w końcu cała populacja wymarła!

    Opis i inne materiały dotyczące tego eksperymentu można znaleźć na stronie:
    http://physicso...

  45. avatar

    http://wpolityc...

    A oto i obraz mizerii mediów "niepokornych" w wersji od Karnowskich... I to mizeria na poziomie gazeta.pl
    Po minie Kopacz "nasi" dziennikarze ocenili, że przegrała... Mimo, że kupiła sobie, PO i Komorowskiemu spokój na pół roku przed wyborami a związkowcom załatwiła ciąg dalszy okupowania ciepłych posad...

    Media "nasze", te "niepokorne", mówiące i piszące "prawdę" palcem nie tkną camorry związkowej która z Kopacz ukuła deal tak naparwdę dla siebie tylko licząc, że wyhodują sobie leminżerie po prawej stronie spijającą każde słowo z ich łamów będą mieli z tego targetu wygodne życie...

    Widać, że wszystkie te niezależne i wpolityce nawet nie zająkną się, że chyba jednak porozumienie nie rozwiązuje problemu...

  46. Nawiązując do tytułowego zdjęcia tego artykułu MK, spora część (większość?) rodaków zadowala się paciorkami, podczas, gdy cwaniaczki eksploatują kopalnie diamentów i zatrudniają tubylców jako tanią siłę roboczą.
    "Wolność, po co wam wolność, macie przecież telewizję." pytał retorycznie Kazik w 1986 r.

  47. Czterdziestka stuknęła, wiec nie dziwota, że szanowny gospodarz wpada w depresje. Ponoć najgłębszy dołek jest koło 46 urodzin. Tak przynajmniej podsumowano to kiedyś w The Economist. Potem znowu wraca człowiekowi optymizm.

    Rozpad więzi rodzinnych to temat badany i opisywany od dawna.  Literatura anglojęzyczna jest dość obszerna. Można sobie poguglać. W szczególności takie czynniki jak wpływ ubóstwa (np. w USA), albo reorganizacji kulturowej społeczeństwa (np. w RPA). Szczególnie drastyczny przypadek to plemię Ik z Ugandy, opisane w głośnej książce Colina Turnbulla (zdaje się ze wydanej kiedyś w Polsce).

    Co zdemolowało nasze rodziny to temat na długi wykład o kapitale społecznym. Albo na szczerą do bólu wieczorną pogaduchę przy piwie. Moim zdaniem, najbardziej brutalnie można by to przypisać trwającej od 1939 demoralizacji – nagradzaniu zachowań aspołecznych i a-rodzinnych.  Dlatego nie podzielam pesymizmu powyższego wpisu. Do odbudowy wspólnoty nie potrzeba nam tragedii, tylko długiej cierpliwej pracy. Świecenia przykładem. Pokory w relacjach z innymi. Uczenia się szacunku dla odmiennych poglądów.  Pokazywania, że dyskusję można prowadzić w sposób rzeczowy i cywilizowany. Rozróżniania między osobą a jej poglądami. Chrześcijańskiej pokory i brania na klatę agresji. Etc. etc.

    Najważniejsze jednak to zmotywować się do tworzenia wokół siebie pozytywnej aury. Człowiek już tak ma, że łatwo artykułuje pretensje i negatywne opinie, obgaduje innych, rozsyła reklamacje. Trudno natomiast przychodzi mu docenić kogoś i jego pracę, pochwalić, puścić w miasto pozytywną ploteczkę, napisać, przekazać, że cos się podobało. Ja w każdym bądź razie zmotywowałem się dziś do napisania pierwszego komentarza na kontrowersjach. Niniejszym przekazuje, że podoba mi się ten blog. Tak trzymać.
    :)

    Pozdrowienia,

  48. avatar

    Stanowczo.