Polityka na pstrym koniu jedzie, zrzuciła błazna z Biłgoraja, a PiS poniosła w nieznane

Prześlij dalej:

Nawet potwornie znudzeni muszę przyznać, że ciekawe rzeczy się dzieją i absolutnie nieprzewidywalne. Tradycji stało się zadość i żadna z prognoz sprzed kilku miesięcy nie trafia w sedno bieżących wydarzeń, ale cóż nam innego pozostaje prócz straceńczego zgadywania jaki los nas czeka. Nie ma co się zrażać, zgadywanie nic nie kosztuje i być może za którymś razem uda się ustrzelić chociaż kawałek przyszłości. Póki co i w ramach korekty dotychczasowym prognoz, wypada zwrócić uwagę na współczynnik szczęścia. Istotny element w każdym ludzkim działaniu, o czym przekonał się niejeden ambitny i nawet najbardziej przenikliwy teoretyk. Gdy Jarosław Kaczyński przekraczał próg gabinetu Ewy Kopacz, włoska agencja przekazała sensacyjną wiadomość o abdykacji papieża, która przykryła całą polityczną akcję PiS, z udziałem premiera technicznego profesora Glińskiego. Czasami tak niestety się dzieje, że całkiem rozsądne pomysły z przyczyn zupełnie niezależnych od pomysłodawców palą się jak słomiany zapał. Premier techniczny wysunięty przez PiS był więcej niż dobrym pomysłem, ale teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, żeby się z tego pomysłu jak najszybciej i jak najniższym kosztem pozbyć. Z zasady jestem zimnym racjonalistą, niemniej nie lekceważę metafizycznych podpowiedzi, wie każdy sportowiec, pisarz i kompozytor, że jak nie idzie, to nie idzie i lepiej odpuścić, odpocząć wziąć się za rzecz z innej strony, niż pastwić się nad sobą i otoczeniem. Obym się mylił, ale mało wskazuje na to, żeby Jarosław Kaczyński z premierem Glińskim ugrali cokolwiek, a jeszcze gorsza wiadomość jest taka, że nie da się już z projektu technicznego premiera wycofać. Polityka jest bezlitosna, jeden mały błąd, jeden moment nieuwagi albo czynnik zewnętrzny i strategia kładzie się na łopatki.

Wykluczyć nie mogę, że w dniu debaty sejmowej nad wotum nieufności nie stanie się coś równie niezwykłego, trudno mi sobie jednak wyobrazić cud, który by sprawił, że projekt PiS nie zostanie odrzucony miażdżącą liczbą głosów, co oznacza, że będzie się musiał Kaczyński tłumaczyć z porażki. Z jednej strony jest coś niebywale irytującego w oczekiwaniu na cud, na tego przysłowiowego mesjasza, z drugiej strony bez szczęśliwych okoliczności ciężko odnieść sukces. W efekcie technika pokonywania przeciwnika od lat się nie zmienia, najpierw należy zrobić wszystko, co konieczne i w ludzkim zasięgu, potem się cichutko pomodlić o kawałek szczęścia. PiS przygotował projekt, który miał szansę narobić politycznego zamieszania. Kaczyński popełnił jednak błędy, przede wszystkim zerwał merytoryczną debatę i dał się wciągnąć w prowokacje NPW, po drugie projekt nieludzko się rozciągnął w czasie i Gliński na tym wcale nie skorzystał, był słabo rozpoznawalny, po miesiącach jest jeszcze bardziej anonimowy. Powyższy przykład zawiera dysproporcję między szczęściem i planem, w tym wypadku plan pomimo błędów technicznych, ostatecznie nie zawalił się z powodów racjonalnych, ale z „przyczyn obiektywnych”. Zupełnie inaczej rzecz się ma z kompromitacją błazna biłgorajskiego, chociaż tutaj zasypują nas opinie twierdzące, że błazen się zakiwał to wcale nie tak wyglądał przebieg zdarzeń. Trudno nie wierzyć nawet błaznowi, że nie miał z Nowicką ustalonej całej procedury odwoławczej, bez dwóch zdań miał. Nowicka dała błaznowi idealny pretekst, w końcu chodziło o coś, co wyborcy kochają – ukaranie polityka za branie szemranej kasy i początkowo na fali krytyki zgodziła się ustąpić.

Społecznie i medialnie RPP powinien dostać tak zwany bonus i coś w rodzaju klasycznej w podobnych przypadkach recenzji: „nic mnie nie łączy z tą naćpaną hołotą, ale z Nowicką mieli rację”. Tak się nie stało, RPP nie został przedstawiony jako jedyna formacja polityczna, którą stać było na radykalne ruchy, chociaż taki zysk w normalnych okolicznościach jest więcej niż pewny. Gdzieś zgrzytnęło i mam wrażenie, że na samym początku nie był to górny pułap rozgrywki politycznej, ale poziom instynktu zachowawczego, wszyscy wzięli kasę i nikomu nie zależało, żeby wokół tej sprawy robić aferę. Prawdopodobnie z tej prozaicznej przyczyny od lewa do prawa zaczęły się nerwowe ruchy, które odwracały uwagę od wpadki, a błazen biłgorajski zamiast się wpisać w trend, zaczął trąbić i podkręcać atmosferę. Znając polskie realia, komuś w końcu wpadło do głowy, że można na jednym ogniu upiec parę pieczeni. PO do dziś liże rany po „związkach partnerskich”, gdyby byli zmuszeni do głosowania za Bęgowskim vel Grodzką, na tej zabawie wyłożyliby się bez dwóch zdań. Prawdopodobnie sprowadzeni na ziemię Żalek i Gowin, zagłosowaliby zgodnie z dyscypliną, ale obrotowość PO jest dla elektoratu tak męcząca, że następna ostra ideologiczna jazda na pewno nie przysporzyłaby punktów. PO straciłaby na rzecz błazna i straciłaby na rzecz PiS. Nie Tusk, ale błazen biłgorajski odciąłby kupon za pierwsze dziwadło na stołku marszałka, zaś konserwatywna część elektoratu PO, takiego ideologicznego przegięcia nie byłaby w stanie zaakceptować. Swoje interesy w ideologicznej zadymie mają również frakcje PO i raczej podejrzewałbym Schetynę o szczucie Gowina na Tuska i odwrotnie, niż walkę na noże między „konserwatystami” i lewakami PO. Schetyna pokazując słabość Tuska, wcale nie pokazuje siły nie lubianego w mediach Gowina, tylko potrzebę zmiany lidera partyjnego.

Na tym samym zależało Millerowi, bezpośrednia konkurencja efekciarskim numerem mogła odbić parę punktów SLD i osłabić walczącego z Kwaśniewskim Millera. Dlatego SLD, podobnie jak PO, poszedł w kierunku ”instrumentalne traktowanie kobiet”. Dodatkowo Miller miał swoje osobiste powody, bo i Nowicka i Begowski zdradzili towarzyszy z SLD przechodząc do czeredy błazna z Biłgoraja. Wszystko prawda albo i zgadywania, w każdym razie bez Nowickiej nic by się nie mogło zdarzyć i tutaj jest sedno upadku błazna z Biłgoraja. Nowicką utrzymaniem stołka mógł kupić Tusk, Miller i kto wie, czy nie Kwaśniewski, którego dyscyplinuje GW. W sumie błazen ma rację, że ona się prosiła o polityczny gwałt, bo to jej jedyny kapitał – ofiara szowinizmu męskiego. Tłumacząc tę martyrologię na politykę, po prostu poszła za kasą i polityczną pozycją, stała się języczkiem u wagi i koleżanki feministki po wyrzuceniu Nowickiej z RPP, będą ostro apelować, aby tę „cudowną kobietę” przygarnęła PO lub SLD ewentualnie „lewicowa lista europejska”. Apele niewiele pomogą, takie sprawy szybko się rodzą i jeszcze szybciej umierają, PO zapłaciła za wysoką cenę z Kluzik, żeby się pakować w Nowicką, Miller też się wzbrania ze wszystkich sił. Co przypomina widok znajomy ten? Słynne przystawki, sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że trzeba na siłę i jak najdłużej holować Tuska u władzy i chociaż Donald musi się skończyć, to za cholerę nie udaję się wykreować następcy – jak nie idzie, to nie idzie. Błazen z Biłgoraja miał bardzo dobry i prawie pewny plan, ale nie wziął jednego pod uwagę, mianowicie prostego faktu, że stał się politycznie zbędny, a wręcz szkodliwy. Niech mnie z łaski swojej nie rozśmieszają analitycy od lewa do prawa, swoimi teoriami, że błazen zakatował niewłaściwą osobę. Przypomnę, że „gej” od błazna „pojechał” po Godsonie, mniejszości „afroamerykańskiej”, swobodnym „czarnuchem” i poza jakąś drobną wzmianką sprawa do afery nigdy nie urosła.

Owszem błazen zjechał Nowicką, ale po fakcie. Do czasu głosowania trzymał język za zębami, przy tym miał potężny argument dla wszelkiego lewactwa w postaci Bęgowskiego vel Grodzkiej i mimo wszystko lewactwo poświęciło ten niebotyczny zysk, w dodatku rzuciło się na błazna z szowinizmem, nim cokolwiek padło o „gwałcie”. Mówiąc krótko padł polityczny i medialny rozkaz – grillujemy błazna, bo zabiera kawałek słupka słusznej partii, a jak widzicie drodzy towarzysze dla Donalda zmiennika dopiero trzeba szukać. Inna rzecz, że za chwile będą budowane listy do PE i wszelkie Środy oraz pozostali „etycy” przypominają o swoich europejskich kompetencjach. Błazen był decyzyjny w tej materii, straszył komitywą z Olkiem Szklanicą i zachłysnął się kawałkiem władzy, zapomniał, że jest tylko wydmuszką „określonych sił”, które w każdej chwili mogą go stracić z topu jednym pacnięciem i tak się dzieje. Po tej roszadzie ostatnia „nadzieja białych”, czyli Olek Szklanica, najpewniej będzie zmuszony do politycznego zaangażowania, ale po właściwej stronie. Oczywiście pokuszę się o małą zgadywankę, chociaż wiem, że to nie ma większego sensu. Gdybym miał dziś stawiać na jakiś scenariusz, to postawiłbym na przepoczwarzenie sitwy.. Miller chyba jest za słaby, żeby się z Olkiem dogadać i paradoksalnie zgrzyty w PO też SLD nie pomagają. W PO rozłam jest nieunikniony, to się musi stać i jak sądzę stanie się pod pełną kontrolą. Z bezideowego tygla wyłoni się koncesjonowana „prawica narodowo-konserwatywna” pod przywództwem Bronka bez wąsa, a firmowana przez Giertycha, Gowina i jeszcze paru nawróconych na europejskość. Natomiast lewa strona PO czeka na spektakularne wsparcie przez Olka Szklanicę, co wcześniej zrobili ci bardziej znani: Cimoszewicz, Rossati, Celiński, Borowski. Mając do dyspozycji dwie siły po lewej i prawej da się dalej wygrywać przetargi, tylko już z innym podziałem zysków. W odwodzie kilkuprocentowe SLD i PSL, przyklepujące ustawy za drobnym wynagrodzeniem. Przy tym scenariuszu Kaczyński i PiS pozostaje nie tylko w teorii, ale w praktyce jedyną opozycją i tak oto wracamy do szczęścia. O ile szczęście dopisze, dużo szczęścia, będziemy mieli wymianę władzy, a jeśli nie dopisze przepoczwarzona PO połowę z nas poprowadzi na Sybir, drugą połowę do Europy, obie połowy pójdą w siermięgach i na krótkim powrozie.

6
6727 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

3 (liczba komentarzy)

  1. Rolą Palikota nie miało być tworzenie własnej siły politycznej, a tylko zbieranie młodzieży w różnym wieku uciekającej od PO, po to by nie wpadła w łapy PiS lub nie odsunęła się od polityki,  lecz osiadła w bratnim stronnictwie.
    Badania wykazły, że owa młódź zwykle niecierpi księży, stąd takie a nie inne happeningi uprawia Palikot. Jemu latają koło zada prawa pedarastii światowej czy wszelkie odmiany płci, on musi robić coś dla jaj, by ośmieszać i wkurwiać katolików i rozbawiać swój elektorat. Dlatego forsa Nowickiej to był tylko pretekst do zaczęcia fajnej zabawy w wybór najnowocześniejszego marszałka Parlamentu na świecie.
    Przegrał, bo przegiął w warstwie formalnej, i przestraszył aktualnych i możliwych sojuszników ryzykiem wiązania się z pajacem.
    Czy przegrał całkiem na ament, to jeszcze się okaże.

  2. Nie zgadzam sie z tą analizą. Już dzisiejszy dzień pokazał ile nagle mówi się o tym co twierdzi Benedykt XVI, czyli m.in. o rodzinie, generalnie - wartości konserwatywne. Kolejny papież, rzecz jasna, werbalnie będzie prezentował tą linię, a więc będzie mówił to, o czym non stop mówi PiS, Gowin i ktoś tam jeszcze z Solidarnej Polski. W tym czasie wszelkie poglądy lewicowe będą w totalnej defensywie, a PO najwcześniej wróci do projektu związków na jesieni, teraz te sprawy całkowicie im się uwalą na wiele wiele mięsięcy. Dziś z Glińskim miało być tylko i wyłącznie złożenie wniosku co też się stało. PiS dziś miał wręcz farta, że nieplanowany był żaden udział Glińskiego, nie przewidywano na dziś żadnego wystąpienia lub konferencji.
    Pamiętasz jak po śmierci Jana Pawła II zmienił się na parę miesięcy język debaty, tematy sie zmieniły, a po 5 i pół miesiącu PiS wygrał wybory. Tematy, które wejdą na agendę całe lewactwo w Polsce wcisną na dłuższą chwilę w kąt. Za chwilę się dowiesz, że Tusk (po wizycie w Watykanie na mszy pontyfikalnej Następcy) już nie popiera związków partnerskich... Jedyna nadzieja antypisowa to wrzucenie przez wszystkie 3 główne telewizje tematu pedofilii w kościele i mielenie tego tematu non stop. Co do marcowego wotum to oczywiście Gliński chyba się przygotuje i zauważy, że w lutym lub marcu przekraczamy 15 proc. bezrobocia, a odblokowanie z Unii 20 mld zł (3,5 mld plus 4 mld euro) jakoś jeszcze nie nastąpiło.
    Poza tym nie zgadzam się, że NPW wciągnęła Kaczyńskiego - już większosć smarkaczy na wirtualnycjh polskach i interiach śmieją sie z wszystkich wersji pomiaru brzozy.
    Benedykt to przykrył budżet brukselski, a nie Glińskiego, gdzie główny show ma być na początku marca plus głosowanie 7/8 marca.

  3. Benedetto przykrył "sukces brukselski" , nie jest to w nos naszym wspaniałym negocjatorom, ale  nie dał też zbyt wiele czasu na wyśmiewanie się z prof. Glińskiego.
    W normalnych warunkach  rechot odbijałby się echem po studiach i korytarzach TVN .
    A tak, chłopaki spokojnie złożyli papiery. Wniosek nie ma szans, upadnie, to oczywiste, ale mają parę tygodni na przedstawienie swojej narracji, miejmy tylko nadzieję, że profesor dobrze się przygotuje, a Jarek nie poleci ZOMOWCAMI albo  nieprzypadkową Merkel, że o innych  SZATANACH nie wspomnę .
    A swoją drogą, to czyż nie dziwne, że brzoza została złamana na wysokości akurat 666 cm.
    Czyżby to jednak inne SZATANY tam pazury maczały?