Rok wystarczył i „biznesy” ledwo zipią, do normalności potrzeba 4 lat

Prześlij dalej:

Wielokrotnie zadawano Władysławowi Frasyniukowi bardzo proste pytanie. Jak to możliwe, że pan w 1989 roku miał dwie pary dżinsów, trzy flanelowe koszule i schodzone buty, a już w 1990 r. flotę tirów? Nie odpowiedział do dziś, pomimo pytań pomocniczych. Kto panu dał kredyt, który w tamtym czasie funkcjonował na złodziejskich zasadach 100% odsetek w skali roku? Jakim majątkiem zabezpieczył pan tak gigantyczną kwotę kredytu? Od kogo otrzymywał pan zlecenia i czy przypadkiem nie były to firmy państwowe powiązane z politycznymi kolegami i koleżankami? Cisza, jeśli chodzi o konkrety, ale za to mnóstwo wygłoszonych kazań i połajanek.

Jedynie sfrustrowane nieuki, nieroby, niezaradni życiowo półanalfabeci, wylewają jad i snują insynuacje, na które nie mają żadnych dowodów. Człowiek pracowity i zdolny, jak Władysław Frasyniuk, osiągnął wielki sukces w biznesie, bo mu się chciało pracować i miał odwagę podjąć ryzyko biznesowe. Słaby skecz nie kazanie! W 1991 roku miałem 19 lat i również próbowałem podjąć ryzyko biznesowe i to nie jeden raz. Podobnie postąpiła moja koleżanka z LO i trzeba przyznać, że jej pomysł był od mojego znacznie ciekawszy. Wówczas młodym bezrobotnym, którzy mieli tyle, co w Frasyniuk w 1989 roku, Urzędy Pracy oferowały pożyczki na działalność gospodarczą na preferencyjnych warunkach. Nie chcę kłamać i proszę tę informację traktować z dystansem, ale z tego co pamiętam takich pożyczek udzielano rocznie nie więcej niż kilka. Były po prostu limity i wybierano najbardziej oryginalne pomysły, przynajmniej tak zakładał regulamin. Gdy koleżanka z LO powiedziała mi jaką małą firmę zamierza założyć, od razu pomyślałem sobie, że z nią nie wygram. Za parę miesięcy UP w małej mieścinie rozstrzygnął konkurs. Wygrała jakaś córka, czy syn lokalnego biznesmena, takiego co to za komuny handlował złotem, a teraz był królem w mieścinie.

Tak się skończyły marzenia absolwentów LO o prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. Kredyt naturalnie można było wziąć w banku, ale praktycznie do końca 2000 roku były takie warunki, że firma musiałby operować na 60% marży, aby spłacić kredyt plus koszty działalności i pozostawić właścicielowi zasiłek. Wszystkie opowieści o tym, jak to młodzi i zdolni wykorzystali swoje szanse, wkładam pomiędzy „liberalną” blagę i bajkę o „Żwirku i Muchomorku”. Jasne, że powstało sporo firm, na uczciwych warunkach ze startem od zera, znam wielu takich ludzi, którzy flaki sobie do dziś wypruwają. Udało im się wyłącznie z jednego powodu, mieli wsparcie ze strony rodziców, dziadków, czy to w postaci finansowej, czy zabezpieczenia, którym na przełomie PRL i PRLII najczęściej było „żyrowanie”. Frasyniuk nie odpowiada na proste pytanie, bo musiałbym powiedzieć prawdę, a ta jest znana każdemu, kto w latach 90-tych ubiegłego wieku miał przynajmniej 15 lat. Od upadku PRL-u nie było w Polsce żadnego wolnego rynku, był rynek złodziei, kolesiów, układów i mafii. Żadna, ale to żadna duża firma nie powstała i nie utrzymała się działając uczciwie, kto próbował skończył jak Kluska. Małym i średniakom pozwolono sobie działać, pod warunkiem, że nie wchodzili w drogę bossom.

I takie to mieliśmy budowanie rynku wolnej konkurencji i tym podobne pierdoły ograniczone do telewizyjnych haseł. Normalnie zaczęło się robić dopiero po 2000 roku, ale wtedy już nie było powodów, by utrzymywać patologię. Kto miał zbudować monopole, ten dawno zbudował, a lwią cześć gospodarki przejęły zachodnie koncerny. Dziś kredyt na rozwój przedsiębiorstwa nie stanowi żadnego problemu, ale trzeba mieć pomysł na poziomie satelity o wielkości główki od szpilki, żeby rzeczywiście zaistnieć i zbudować duży biznes. Słowem w odpowiednim czasie wszystko zostało należycie pozamiatane i podzielone między swoich. Roku Pańskiego 2016 okazało się jednak, że wcale nie musi to być nieodwracalny proces. Wystarczyło 12 miesięcy, aby monopole utworzone na schyłku PRL-u zaczęły trzeszczeć i się osuwać. Doskonałą ilustracją jest tutaj Agora. Michnik był gigantem, młodsi pewnie nie wiedzą, ale przez dłuższy czas funkcjonariusze medialni z Wyborczej buńczucznie nazywali swój biuletyn Gazetą. Nie chodziło w tym o nazwanie gazetą czegoś, co jest gazetą, ale o podkreślenie, że to jedyna Gazeta. Całymi dniami dało się słyszeć Gazeta napisała i nikt nie pytał jaka gazeta, bo wiadomo było, że gazeta jest tylko jedna.

Nagle trzask prask i 135 osób wylatuje na bruk, a funkcjonariusze proszą o datki i wykupywanie abonamentu? Jak to się mogło stać, przecież takiej przewagi uzyskanej na stracie nie dało się roztrwonić? Dało się i nie ma w tym żadnej tajemnicy. Twórcy Wyborczej nie mieli nic wspólnego z własnymi podręcznikami i panelami dla młodych przedsiębiorców. Zero innowacyjności, kreatywności, obserwowania rynku, wszystko oparte na zasadzie dotacji i zamówień publicznych, absolutny PRL. Michnik z kolegami nie mają pojęcia o tym, jak prowadzić takie przedsiębiorstwo w innych warunkach niż porozumienie z hojną władzą. Co więcej są tak dalece nieudolni, że nawet powstania Internetu nie zauważyli i nadal zmieniają czcionki w swojej „gazecie”, w nadziei, że to zwiększy sprzedaż. Dużo wcześniej ze swoimi biznesami pożegnały się takie Tuzy jak Krauze, wystarczyło odciąć układy i przetargi. O ile obecna władza utrzyma kurs, za cztery lata padną jak muchy następne wydmuszki, które udają firmy i być może w końcu przyjdzie czas na prawdziwy wolny rynek i na prawdziwą przedsiębiorczość.

5.88
30275 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

22 (liczba komentarzy)

  1. Tyle wolności (i władzy) ile własności. O przejmowaniu (kradzeniu) średnich biznesów przez mafię bankowo-sądową (pewnie z WSI w tle) były dwa ostatnie wstrząsające odcinki jakiejś tam audycji Ewy Stankiewicz w TVR w czwartki, o 21:10. martwi mnie, że jakoś przeszły bez "echa medialnego"

  2. ale jeszcze dotąd niezatopione. Czekam już 15 lat kiedy ktoś zada publicznie pytanie i dostanie odpowiedż, równiez publicznie, o pochodzenie kasy na tę flotę tirów tego matoła. Pucybut milioner to jeszce rozumiem ale frezer i w Polsce to poprostu zwykły przewał. Matka, nastepny do obróbki po owsiku. Tak trzymać.

  3. Nie przesadzasz z wymaganiami? Frasyniuk jest oczywiście łajdakiem bardzo złajdaczonym, ALE NIE ODOSOBNIONYM(w swoim łajdactwie). Cieszę się, że jest ktoś taki, jak Matka Kurka, ale gdyby on usiłował zadowolić wszystkich, którzy domagają sie od niego wykonania jakiegoś POTRZEBNEGO zadania, którego sami nie umieją odrobić, to wykończył by się szybciej, niż słynny Pstrowski. W efekcie straciłoby na tym całe spoleczeństwo, bo bloguje w tak NIEPOWTARZALNY sposób, że NIKT po jego śmierci nie będzie w stanie go zastąpić na posterunku o nazwie ,,Matka Kurka''.

  4. Bo powiedziała bardzą mądrą rzecz.

    Też chciałbym żeby dzieci z dużych miast wychodząc z lekcji religii umiały śpiewać kilka piosenek religijnych dla dzieci i kolędy. Nie chodzi o to żeby rodzice nauczyli, tylko żeby dzieci uczyły się i bawiły w swoim gronie. W kościołach chóry dziecięce na mszach dla dzieci są bardzo zgrane i żywe, a ja chętnie bym posłuchał w trakcie mszy dla dzieci, jak czasem razem z  chórkie śpiewają też dzieci na mszy...

  5. Przecież najpierw DOMAGAŁA SIĘ  rzeczy DOKŁADNIE ODWROTNCH, np. wspierając operację zadłużania Grecji i uzależniania jej od Turków i innych muzułmanów. Z kolędami jest równie dwulicowa, jak z POZOROWANYM anty-putinizmem: oś(giętka) Berlin-Moskwa(ubezwłasnowolnienie surowcowe buforu pomiędzy Rosją i Niemcami), a konserwacją tej osi z gazem w środku zajmuje się FLOTA PODWODNA, tajne/poufne. Zasłużyła na rzeczy dużo gorsze, niż śmichy-chichy, np. za Hołd Tuski 1.09.2009 i za WSPÓŁUDZIAŁ w ZORGANIZOWANIU rzezi "lotniczej" 10.04.2010

  6. avatar

    Przecież kierowca wrocławskiego MZK to obok jego*najmsciwszej wrocławskiej ekscelencji to główny architekt układu wrocławskiego

  7. nawet nie kierowca. Nie wiedomo czy umie jezdzić tirem.

  8. http://twitter....

    Hanka, komorowskie, lewactwo, wyborcza, bedzie armageddon?

  9. To nie tak - "imperia" tak Agory jak  i Krauzego dużo wcześniej zaczęły swój, że tak to nazwę delikatnie, upadek. Zanim PiS wygrała wybory i prezydenckie i  parlamentarne rok temu.

    Jak dla mnie po roku rządów PiS NIKOMU z tych co przez 25 lat od przekrętu stulecia o kryptonimie operacyjnym "transformacja ustrojowa" traktowali Polskę jak prywatne żerowisko, do którego nikt prócz wybranych nie miał prawa wstępu, "krzywda się nie stała". Obserwując, czytając nie sądze żeby się stała. Ta krzywda znaczy się.
    Pierwszy z brzegu przyklad, Marzena K. jak ją teraz tytułują, ta co zajumała 40 milionów czy nawet więcej przy okazji "reprywatyzacji" kamienic warszawskich. No i co? Wpłaciła pół bańki i "se chodzi na wolności". Za chwilę się okaże, że pani jest biedna jak mysz kościelna i w "ratach" spłaca zaprzyjaźnioną kancelarię prawną, co to wpłaciła za nią  poręczenie majątkowe. W normalnym państwie rachunki bankowe takiego "klienta" od razu byłyby zablokowane. Po prostu.
    Inny przykład. Na 17 państw w których firma o nazwie Alstom "sprzedawała" swoje produkty, w 16 są prowadzone postępowania w sprawach o korupcje. Tylko w jednym nie ... A niejaki Nowak będzie teraz "żerował" na Ukrainie.
    Genaralnie, śmiem twierdzić, obserwując bezczelną butę i poczucie całkowitej bezkarności w zachowaniach tych wszystkich "właścicieli czeciejerpe", co to dostali "akty własności na czeciąerpe" w Magdalence pod okrągłym stołem, w dalszym ciągu mają jakieś glejty, listy żelazne w których zagwarantowaną im całkowitą bezkarność. I PiS je honoruje ...
    Pytanie tylko kto te glejty, listy żelazna wystawiał. I czyje tam są pieczątki ...

  10. adam, bolek, władek, jerzy o.henia, ...
    Te imiona, napisane nawet wielkimi literami, nawet okraszone znanym nazwiskiem same niewiele znaczą i jak wyżej wspomniano nic nie potrafią.
    Znaczenia nabierają dopiero po dodaniu do nich życiorysów , czyli po stworzeniu odpowiedniej legendy. Życiorysy żadnym kodeksom się nie kłaniają.
    Na życiorysach korzystają ich nosiciele, a przede wszystkim ich (życiorysów) stworzyciele.
    Że się tak powtórzę.

    Na podobnej zasadzie, zasadzie dorabiania gęby, przez tych samych tFUrców spreparowane zostały  antyżyciorysy do celów "żeby było tak jak było".

  11. Kolejni co to sobie "żerują" tak cichutko, cihhutko na pastwisku zwanym czeciąerpe ...

    http://niezalez...

  12. avatar

    ale faktem jest, że solidnie   w życie gospodarcze wchodzi pokolenie trzydziestolatków, które komuny po prostu nie pamięta. Ciekawym wielce  jakie maja zęby.

    Ci starsi tzn. +50 mogą przypomnieć sobie wywiad Frasyniuka dla GW. Oczywiście tekst, kontekst i podtekst  to do samodzielnego 'rozgryzienia'.

  13. Przypominają mi powiedzenie mojego znajomego ,że PIERWSZE POKOLENIE SIE DORABIA ,DRUGIE SZALEJE .....a TRZECIE ŚPI POD ŁAWKĄ .
    To akurat tyczy sie tępych rodziców ,którzy nie umieli nauczyczć swoich dzieci szacunku do innych ludzi i zarabianych pieniędzy. Znam osobiście takie firmy ,które od lat 90-tych pięknie się rozwijały .....do momentu jak "DZIECI "przejeły stery .Później to RÓWNIA POCHYŁA,i plajta.
    Te "frasyniukopodobne" biznesy wycinały konkurencję tak jak przedstawino w filmie "UKŁAD ZAMKNIĘTY".Po ludzku cieszy mnie to ,że TAKIE skur..y  plajtują .Tylko ,że 25 lat  poszło praktycznie psu w dupę
    Ale ci ŚPIĄCY POD ŁAWKĄ ,poprawiają mi chumor !

  14. To "KONKURSY"
    "Gazeta Bankowa" lub "Parkiet" ogłaszały konkurs na innowacyjny biznes.
    Uczestniczyłem w takiej zabawie na początku lat 90. Oczywiście nie pamiętam w tym momencie, która z tych gazet, a może jeszcze inna, była twórcą TEGO "konkursu".

    3 młodych informatyków i 3 prawników napisało projekt systemu informatycznego, który by porządkował orzecznictwo i w sposób łatwy (wtedy raczej przez CD) je dystrybuował do wszystkich zainteresowanych.

    Wygrała firma, która zaproponowała import z Francji (w tej gazecie był francuski kapitał) ścinków odzieżowych i produkowanie z nich w Polsce pacynek dla dzieci - takich tam misiów przytulanek. Nawet nie znam nazwy tych geniuszy i innowatorów.

    Potem z analogiczną koncepcją się spotkałem w jednej dużej firmie informatycznej - nie u Kluski. Uśmiechnąłem się tylko i nawet nie zadzwoniłem do kumpli, którzy to wtedy razem ze mną robili.

    Nigdy więcej też nie wziąłem udziału w żadnym konkursie.

    Nie koniecznie przez banki i finanse można załatwiać konkurencję.
    Wystarczy przez ustawodawstwo. Gdzie zalecenia unijne są przekuwane u nas w twarde prawo obowiązujące każdego jednego.
    To rozwiązanie przećwiczyłem również na sobie gdy organizowałem gabinet lekarski dla swojej żony.
    Ale jeżeli w zarządzie jednej z dużych firm medycznych zasiada żona pana Belki, to przecież pan Belka nie jest po to żeby ułatwiać zadanie konkurencji nawet małej.

    Na marginesie, to w tamtym czasie, gdybym się przeszedł po szpitalach w Warszawie to mógłbym zamknąć każdy, bo żaden nie spełniał wymogów opisanych w ustawach i innych aktach prawnych tego dotyczących.

  15. Przykład z WF nie jest niczym szczególnym. Takich "frasyniuków" było całe mnóstwo. Ten akurat wyróżniał się tylko głośnym nazwiskiem ale wartym zagospodarowania. Pierwszy duży nabór miał miejsce w latach 84-86, następny był w latach 89-91. Potrzeby świeżej krwi były ogromne. Później dopływ nowych próbowano regulować koncesjami. Konkurencja z definicji jest fajna ale w praktyce wymagająca. Wyjadaczy natomiast ustawiano głównie do dużych tematów. Śmiało można powiedzieć, że plan generalnie wypalił. Począwszy od 98 roku weszliśmy w kolejny etap. Teraz mamy końcówkę 3-ego. Wybory z 2015 mocno zakłóciły jego zamknięcie. Stąd ten ryk.

  16. W dedykacji "okraglostolowym rywalom", ktorzy byli (hm!?)"wrogami", a teraz wiemy, ze mieli tyle wspolnego! 
    Pobawmy sie wszyscy: https://youtu.b...

  17. A tutaj można sobie poczytać jak się "żeruje," w majestacie prawa ma się rozumieć, jak by inaczej:

    https://twitter...^tfw

  18. tu podam przyklad:
    Polmos Szczecin - produkcja tz. polskiej whisky (tradycyjna wodka Starka) - jednym slowem, kura znoszaca zlote jaja, bo takiego biznesu z taka wodka "nie da sie zepsuc". A jednak...
    1998 - przeksztalcenie Polmosu w spolke Skarbu Panstwa (100% udzialow ma panstwo)
    2010 - spolka nierentowna, postawiona w stan likwidacji (razem z 1,3 mln litrow lezakujacego spirytusu, niektore z beczek ponad 50 lat).
    2012 - spolka zakupiona przez uspione przedsiebiorstwo Agora Gdynia (sic! - ciekawe czy to zbierznosc nazw - dobrze byloby sprawdzic) za 29,05 mln. Wlasciciel Katarzyna Lesperance. przedsiebiorstwo zmienia nazwe na "Szczecińska Fabryka Wódek Starka"
    2015 - Pani Katarzyna sprzedaje udzialy cypryjskiej firmie YASMIA LIMITED...

    Wlasciciel niby mowi o wznowieniu produkcji, ale tylko mowi (sklad celny nadal nie ma podania o wprowadzenie do handlu alkoholu, nie liczac okazjonalnego wypuszczenia jakiejs serii typu 1000 flaszek.)
    Wychodzi na to, ze za litr alkoholu w beczce nowy wlasciciel liczyl sobie w dniu przejecia, po zaokrogleniu, jakies 30 zlotych . Tymczasem flaszka starki 0,5 to okolo 400 PLN, a zatem 1 mln litrow w piwnicy to... 800 000 000 po rozlaniu - czujecie "przejecie"?

    Tak ze, Panie Piotrze, po pierwsze to nie tylko lata 90' byly dzikie - uklad nadal sie cementuje, tylko na innych plaszczyznach.
    Po drugie, Michnik i TVN juz sa niepotrzebni, gdyz oslona medialna juz jest niepotrzebna - jak Pan slusznie zauwazyl, wiekszosc z tych spraw sie juz odbyla, a teraz dzieje sie kolejna odslona i to zgodnie z prawem.
    Po trzecie, proba ich odkrecenia zakonczylaby sie nacjonalizacja majatku, a to skutkowaloby wyrzuceniem Polski ze wszelkich organizacji miedzynarodowych typu WTO, EFTA, itd. W konsekwencji Polska nie moze handlowac, zloty leci na pysk... Mysle, ze dalszego scenariusza nie musze opisywac...

    A co najgorsze, ja nie widze, zeby PiS sie bral jakos za uporzadkowanie takich "kwiatkow". Jedna komisja weryfikacyjna wiosny nie czyni - tego jest wiecej w Polsce, duuuuzo wiecej.

  19. avatar

    Warto w tym miejscu podeprzeć się także przykładem "imperium" Kulczyka - także ono leci na pysk w postepie geometrycznym i wcale nie chodzi tu o "śmiertelne zejście" pana i władcy. Otóż jego dzieci - mimo że odziedziczyły notes z telefonami do kolesi - to jakos sobie nie radzą w warunkach wolnej konkurencji.

  20. avatar

    Transformacja od samego początku była naznaczona piętnem neoliberalnego friedmanowskiego kapitalizmu i zawierała w sobie potencjał spowalniania  gospodarczego rozwoju, tworzenia głębokich społecznych podziałów, destrukcji obywatelskiego ładu i międzyludzkiego zaufania. Podyktowana przez Sorosa i Sachsa i zrealizowana przez  Balcerowicza finansowa terapia szokowa, a następnie polityka „trudnego pieniądza”, nieuczciwej, złodziejskiej prywatyzacyj, wyprzedaży krajowych gospodarczych aktywów zagranicznym  podmiotom i tworzenia ponad miarę wielkiego społecznego rozwarstwienia nie służyła szybkiemu i harmonijnemu rozwojowi i zmniejszaniu dystansu do krajów o rozwiniętych gospodarkach. Zaproponowany Tadeuszowi Mazowieckiemu przez Waldemara Kuczyńskiego na ministra finansów Leszek Balcerowicz, który akurat przed polskimi przemianami zajmował się gospodarczym liberalizmem i był pod przemożnym wpływem neoliberalnych teorii był bardzo dobrym kandydatem do tego, by realizować  neoliberalną politykę, politykę według woli Sorosa i wspolgrajacej z nia teorii friedmanowskiej,  chikagowskiej szkoły ekonomicznej.

  21. LB to beton rzucony na odcinek budowy kapitalizmu w III RP. Kapitalizm znał z wyuczonych na pamięć teorii. Jego najzdolniejszy uczeń Petru i pozostała wesoła gromadka przerośli swojego "mistrza" zanim zaczął ich nauczać. Poważnie.   

  22. Nie wszystkie biznesy w latach 90 wymagały dużej kasy na start. Przysłowiowe budki z zapiekankami, pomału rozbudowywały się w większe usługi. Małymi krokami do celu.