Prześlij dalej:

Najpierw się poniżę, potem się wyniosę. W profetycznych wizjach jestem kiepski, można według mnie ustalać, a raczej wykluczać liczby Toto Lotka. Jeśli coś skreślę, to niemal na pewno wyniki losowania będą zupełnie inne i żadnego celnego strzału. Tyle poniżania samego siebie, teraz czas na przyjemniejszą część. Dla odmiany w odczytywaniu ludzkich charakterów i działań jestem prawdziwym mistrzem, ocierającym się o geniusz. Bardzo rzadko się mylę i chociaż zdarzają się tragiczne wpadki, jak na przykład Andrzej Duda, to z każdą pomyłką podnoszę kwalifikacje. Nadzwyczajne zdolności są wynikiem pracy analitycznej, w której czuję się nieźle, ale też darem odziedziczonym po Babci i Mamie. No nic nie poradzę, na ludziach się po prostu znam.

Minęło zaledwie dwa tygodnie „lewej” kampanii kandydatów na prezydenta Warszawy i coraz więcej ludzi dostrzega to, o czym pisałem od samego początku. Moja ocena Trzaskowskiego była jasna, to Bronek Komorowski, pozwólcie mu tylko mówić, reszta sama się zrobi. Powiedziałem też publicznie, że oprócz cech Bronka, Trzaskowski wykazuje cechy Ryśka Petru i co za tym idzie seria wpadek na tym samym poziomie jest kwestią czasu oraz intensywności wypowiedzi. Dnia 9 maja 2018 roku Trzaskowski jest połową Bronka oraz niemałą częścią Ryszarda i co ważne nie ma w tych faktach żadnego Toto Lotka. Było więcej niż pewne jak się potoczy polityczny los Trzaskowskiego i zapewniam, że najśmieszniejsze dopiero przed nami. Charakter i możliwości kandydata PO na prezydenta Warszawy dla wprawnego znawcy ludzkich charakterów są wyznaczone na poziomie „dzieciak udający dorosłego światowca”. Mieszanka infantylności, udawanego luzu i kompleksu chłopaka, który biegał po podwórkach PRL-u, a nagle dostał się na europejskie salony.

W tym wieku charakteru i przyzwyczajeń i nie zmienisz, co Trzaskowskiemu gwarantuje porażkę i nie mówię o porażce wyborczej, bo to znacznie szerszy kontekst i związane z nim uwarunkowania warszawskie, ale o porażce wizerunkowej. Nie ma nic z przypadku w chronologii i treści całej serii wpadek Trzaskowskiego, który zaczął od tego, że jest „warsiawiakiem” nie jakimś tam „słoikiem” Opola. Kompleks chłopaka opisany powyżej wyszedł jako pierwszy i natychmiast został skontrowany. Było jasne, że te słowa ukłuły co najmniej 60% potencjalnych wyborców, którzy co najwyżej są warszawiakami w pierwszym pokoleniu. Patryk Jaki wyszedł z tego dokładnie tak samo, jak ze „stania w dresie pod blokiem”. Dodatkowo Internet ubawił się kampanią Trzaskowskiego sprzed 3 lat, gdy udawał krakusa. Nic Trzaskowski nie zyskał poza metką buca i pozera odgrywającego wielkomiejskiego pana.

Następna historia, to propozycja złożona Jakiemu, aby wysiadał z limuzyny i poznał Warszawę. Znów krótka piłka, pierwsza decyzja ministra Trzaskowskiego to zakup limuzyny, potem cała seria zdjęć Trzaskowskiego wysiadającego z luksusowych samochodów. Wreszcie pakiet pomyłek związany z komunikacją warszawską. Bilet roczny, którego w Warszawie nie ma, korzystanie z karty poselskiej w zastępstwie, chociaż legitymacja poselska uprawnia do darmowych przejazdów. I najświeższa komedia, czyli postulowanie zniżek na przejazdy dla POSŁÓW, nie wszystkich warszawiaków, tych samych posłów, którzy z mocy ustawy jeżdżą za darmo. Gdy do tego dodać odpowiedź Trzaskowskiego na propozycję budowy mostów, gdzie słyszymy, że większa liczba mostów i szersze drogi powiększą korki komunikacyjne, dlatego trzeba budować przeprawy dla rowerzystów i pieszych, to mamy wisienkę na torcie kompromitacji.

Ciąg kompromitacji uruchomił kolejny problem, jaki Trzaskowskiemu przypisałem zanim się wziął za rywalizowanie z Patrykiem Jakim. Po niecałych dwóch tygodniach zaczęła się panika, taka sama, jaką zaliczył Komorowski przy spadkach sondaży i po wyniku pierwszej tury wy borów. Ba! Panika dotyczy nie tylko Trzaskowskiego, ale zaplecza politycznego i medialnego. Sierakowski i Kolenda-Zaleska biją na alarm i uprzedzają, że kampania kandydata PO jest powtórką z amatorstwa Komorowskiego. Na szczęście to nic nie da, tak samo pisano o Komorowskim, ale nic się nie dało zrobić, bo taki to materiał wyjściowy i tacy wokół niego doradcy. Tu i teraz stwierdzam autorytatywnie, że kampania Trzaskowskiego do końca będzie pasmem żenady. Czy to wystarczy, aby przegrać w Warszawie to zupełnie inna kwestia, bo Jaki ma znacznie gorzej niż Duda, który mógł liczyć na rozłożenie głosów w całej Polsce, nie tylko w mieście, gdzie króluje „nowoczesność”.

Źródło foto: 
6
12165 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

8 (liczba komentarzy)

  1. Ani jeden ani drugi nie ma oficera prowadzącego. To widac i słychać. Pewnie wygra ten trzeci.

  2. Szybko poszło, Trzask prask.

  3. Teoretycznie sprawa prosta - z jednej strony debilny Czaskoski, z drugiej pracowity jak słoń Jaki (wiceminister z osiągnięciami, komisja reprywatyzacyjna z sukcesami, już spotkania z Warszawiakami). Ale wystarczy być półinteligentem, aby wiedzieć od czego zależy wynik w Warszawie.

  4. Wszystko OK. Ale obawiam się, że część słoików wypiera się swojego słoictwa i nie zagłosuje na Jakiego. Żeby nie było: jestem słoiczką z Łodzi, studia w Warszawie na kierunku, którego w Łodzi nie było. 30 lat w stolicy, teraz na wsi. Nie zazdroszczę natomiast tym, którzy zagłosują na gostka utrzymującego, że mosty stworzą korki. Wiem co mówię, parę lat mieszkałam na Pradze.

  5. Jak dla mnie to w sumie średnia emocja czy to wygra Jaki czy "dwadzieśćia groszy". Po kilkunastu latach ostrożnej nadziei głosując na PiS nie mam już złudzeń i tej nadziei poltycznej, której się trzymałem. PiS okazał się tylko innym odcieniem żydokomuny next generation, a to że mam wybierać czy zamiast Polski będzie german land czy polin to powiem krótko: je...ł was pies (bez ujmy dla psa).

  6. avatar

    Szczerze mówiąc stan aktualny, myślę o zaspokojeniu żydowskich roszczeń, jest wspólnym dorobkiem wszystkich dotychczasowych panujących : czynnej zdrady i przeróżnych zaniechań.

    Ktoś to ładnie wymieniał (Michalkiewicz, albo Gadowski)

    Na PiS się skrupiło, bo oprócz ich zdrad i zaniechań rzecz znalazła finał właśnie za ich panowania.

    W zasadzie też teraz dopiero stała się jawna, przedtem mało kto z obywateli wiedział, że to jest aktualna groźba

    Na świecie pomiatano Polską a do nas dochodziły nikłe echa.

    Co nie znaczy, żeby pies ich nie ...  etc.

  7. Stężenie lemingozy na metr kwadratowy w Warszawie jest na tyle duże, że wygrana Trzaskowskiego będzie możliwa nawet pomimo wielkiej ilości jego wpadek. Warszawa to bardzo specyficzne miejsce, pomijając słoiki, dla których to "europejski" Trzaskowski będzie symbolem sukcesu, nasza stolica jest  zamieszana przez bardzo wielu UBywateli, resortowych dzieci i innych miłośników starych czasów. Jest także opleciona przez wielkie pajęczyny układów, dla których Jaki jest zagrożeniem, a z których żyją dziesiątki tysięcy warszawian. Sądzę, że Jaki wygra, ale będzie to wygrana o milimetr i tylko pod warunkiem, że jego kampania będzie bardzo profesjonalna a on sam nie popełni żadnego poważnego błędu za to Trzaskowski będzie wygłupiał się aż do dnia wyborów.

  8. Ktoś skutecznie wybił z głowy nawet najmniejszą chęć rozsądnego działania w PISie. Wytworzyła się sytuacja panująca w wielu firmach - każdy widzi durne pomysły przełożonych, nagradzanie najgorszych lizydupów i nierobów,ale nikt się nie wychyli, bo go skrócą o głowę.Moim zdaniem głównym przyczynkiem do tego jest zdrada Dudy i dywersyjna działalność wewnątrz partii. Tym bardziej,że gółwni dywersanci mają b.mocne pozycje. To wszystko nie jest przypadkiem, lecz zorganizowanym działaniem na rozpier..i powrót do tego, co było. Chciałbym się mylić.