eksperyment



share

Za komuny krążył taki dowcip, przynajmniej tak mi się wydaje, no chyba, że coś sobie wymyśliłem. Dowcip brzmi następująco. Kto to jest ORMO-wiec? To jest ten, który był za głupi, żeby go przyjąć do ZOMO. Patrzę na gigantów intelektu z opozycji i słucham ich prawie nieustannie, takie mam zawodowe obowiązki, i jakbym rekrutację do ORMO widział. Coś nieprawdopodobnego, co jeden to „ciekawszy egzemplarz”. Skąd oni ich biorą chciałoby się zapytać, bo trudno uwierzyć, że na przykład taki poseł Misiło, czy Szczerba są stypendystami bodaj zaocznej politologii. Chciałbym być dobrze zrozumiany, tutaj naprawdę nie chodzi o sympatie polityczne, przecież ślepy nie jestem i też widzę posła Suskiego albo ministra Jurgiela, ale to nie to samo.



share

Patrząc na Cypr tak jak się powinno patrzeć, czyli wnikliwie i w całej rozciągłości, można doznać podwójnego, a kto wie czy nie potrójnego szoku. Dotąd żartobliwie przezywano Unię Europejską kołchozem, ale przyszedł czas, że nie ma najmniejszych wątpliwości co do skali realnie socjalistycznej patologii w tej ideologicznej organizacji, bo ostatnim krokiem wdrażającym komunizm jest nacjonalizacja. Cypr na oczach Europy i świata dokonuje nacjonalizacji kapitału, a mój potrójny szok odnosi się do reakcji na kilku poziomach. Przede wszystkim uderza kompletny brak buntu wśród samych Cypryjczyków, co wydaje się o tyle dziwne, że przecież pochodzą z tego samego kręgu kulturowego, co Grecy podpalający ulice za odebranie premii od zjedzonego deseru. Patrząc na reakcję Cypryjczyków widzimy dokładnie tyle ile dało się dostrzec w czasach nacjonalizacji komunistycznej – pogodzenie się z losem, paniczna próba ratowania czegokolwiek, żadnego oporu.



share

Pan Ignacy Lajkonik nie był skrupulantem, ale kiedy już się za coś zabrał, przywiązywał dużą wagę do najdrobniejszych szczegółów. I vice versa zresztą. Dlatego teraz stał i patrzył z zastanowieniem, przenosząc wzrok z przedmiotu trzymanego w ręku na stojącą przed nim kuchenną wagę i z powrotem. Żeby jednak dobrze zrozumieć, o co właściwie mu chodziło, musielibyśmy się cofnąć o pewien czas. Autor rozgrzał więc już podręczny agregat chronotraktora, teraz wcisnął odpowiedni guzik i oto pan Ignacy w przeszłości…
 

* * *
 

Strony