spory



share

Socjolodzy i psycholodzy rytualnie obwieszczają, że w okresie świątecznym Polacy są dla siebie gorsi niż na co dzień. Nerwowość, pogoń za zapomnianym majonezem, wyprzedzanie na trzeciego, walka na parkingu. Ziarnko prawdy w tym jest, ale jak z każdą ideologicznie sterowaną diagnozą, bo oczywiście większość naukowców wyznaje „liberalną demokrację”, trzeba zachować spory dystans do prawd objawionych. Warto jednak zajrzeć, przed świąteczną beztroską, do własnych serc, sumień i rozumów, żeby się nie pogubić. Wkradło się między Chrześcijany sporo nerwowości – bieganiny za majonezem i jak to zwykle bywa, sypią się wielkie kwantyfikatory. Ktoś zdradził, ktoś się zasłużył, ktoś zagraża Ojczyźnie, komuś media wyprały mózg.



share

Początkowo miałem napisać, że co roku toczy się bezsensowna, bo identyczna dyskusja na temat Powstania, ale zmieniłem zdanie. Dyskusja jest konieczna, chociaż odkąd pamiętam nie usłyszałem ani jednego argumentu, którego nie słyszałbym rok wcześniej, właściwie od października 1944 argumenty są niezmienne. Sens odnalazłem w wielkim zwycięstwie Polski nad propagandą komunistyczną. Rocznicowe polemiki sprawiły, że skończył się jazgot Michnika i Waltera, oni przegrali, kult Powstania zwyciężył i dla tej jednej wartości warto trzymać kurs – rozmawiajmy nieustannie. Mam tylko jedną prośbę, by rozmawiać szczerze, zamiast prześcigać się w deklaracjach. W tym roku włączam się do dyskusji z ambitnym planem, żeby mimo wszystko wprowadzić świeże argumenty, w nadziei, że stara wymiana zdań zamieni się w nowe wyciąganie wniosków.