Największym problemem polskiej służby zdrowia jest informatyzacja wydłużająca czas pracy.

O wizycie w zinformatyzowanej służbie zdrowia jak było opowiem.


Ja: Kto ostatni?
Ktoś 1: Ja, ale tu jest jeszcze taka pani co musiała wyjść, ale wróci.
Ktoś 2: Ta pani nie wróci, ta pani nie miała skierowania, ale tu jest taki pan przede mną jeszcze, on wróci.
Ja: Czyli za kim jesteśmy (ja i babcia)? Za tym panem co wróci?
Ktoś 2: Jak za panem? Pan jest przede mną, za mną pan jest z babcią swoją.
Ja1: Dziękuję ? rzuciłem do wszystkich i od razu spytałem ? Już rejestruje?
Ktoś 1: Od ósmej, ale już jest, mogłaby wcześniej zacząć, ale porządki takie.


8.10 wyszła z gabinetu i odezwała się w to pytanie.


Ona rejestrująca: Kto na zdjęcie szwów?


Cisza, w końcu odzywam się nieśmiało.


Ja: My jesteśmy na zdjęcie szwów.
Ona rejestrująca: Proszę wejść.


Reszta zastygła w kolejkowej złości, nie moja wina, że zdjęcie szwów okazało się pierwsze na liście priorytetów przychodni i mało popularne wśród pacjentów.


Ona rejestrująca: Kiedy zabieg był? Szczepiona na żółtaczkę była? Jakieś pobrania, krwi, wizyty u stomatologa, akupunktura? Do fryzjera chodzi? Numer ubezpieczenia.


Wszystkie pytanie są autentykiem, babcia miała zaćmę, być może w kontekście takiego zabiegu mieści się fryzjerski fach.


Babcia: Oj zapomniała.
Ona rejestrująca: Co zapomniała?
Babcia: Książeczkę, to ubezpieczanie, naszykowała i zapomniała.
Ona rejestrująca: Zapomniała? Jak się wybiera, że zapomniała? Dobrze podpisze oświadczenie, że dostarczy numer.
Ja: A zadzwonić można?


Popatrzyła, dokończyła pisać, odpowiedziała.


Ona rejestrująca: Może, ale niech pamięta, że to dobra wola jest, bo przepisowo trzeba donieść. Niech usiądą, teraz będę wypełniała, że szczepionek i fryzjera nie było, potrwa trochę.


Zaczęła wpisywać, niestety komputerowo, a to potrwało trochę.


Ona rejestrująca: Kurczę! Co? Jak nie ma? ? chwyciła za słuchawkę i pyta słuchawki ? Krycha słuchaj nic nie zrobiłam i kurde mi takie wyskoczyło. Trzy wykrzykniki takie. Nie, nic nie robiłam, otworzyłam i wyskoczyło. Co? Jaka baza? Jak z wczoraj? Aaa! A gdzie się zmienia? Gdzie jest ten plik? Aaa jest. O widzisz teraz dobrze, no to kończę, pa (po kwadransie skończyła). Dobra wezmą te papiery i pójdą na 8 piętro, to znaczy windą też można, najpierw w szatni zostawią płaszcz i buty foliowe kupią, bo na oddział nie wpuszczą.


Zostawiamy odzienie wierzchnie, kupujemy obuwie (1 zł) i jednak jedziemy windą.


Ja: Dzień dobry my na zdjęcie szwów.
Ona rejestrująca 2: A to ja najpierw muszę w komputerze mieć.
Ja: Ale my właśnie po komputerowej rejestracji.
Ona rejestrująca 2: A to trzeba mówić, zaraz sprawdzę. ? łapie za słuchawkę ? Helena czy ty już napisałaś w komputerze panią Malinowską? Maaaliiiinoooowska. Tak Jadwiga. Wpisałaś? To ja mam już u siebie? Do kogo? Dobra już dzwonię (wykręca kolejny numer). Krycha słuchaj jak Helenka mi wpisała taką jedną Malinowską, to jaj już ją mam w komputerze? Sprawdzić? Gdzie sprawdzić? Plik? No dobra, dzięki, pa.


Odłożyła słuchawkę i widać, że nie wie co dalej, patrzy na nas i nie wie co robić. Widzę bazę danych i podpowiadam.


Ja: Trzeba kliknąć tu w rogu, tam gdzie jest napisane plik ? kliknęła bez słowa ? otwórz bazę ? podpowiadam dalej.


Otworzyła i o dziwo sama kliknęła szukaj.


Ona rejestrująca 2: PESEL poproszę (podałem PESEL). Kiedy zabieg był? Szczepiona na żółtaczkę była? Jakieś pobrania, krwi, wizyty u stomatologa, akupunktura? Do fryzjera chodzi? Numer ubezpieczenia.


Widzę, że wszystko w komputerze ma, ale pisze ręcznie do karty, więc babcia powtarza, że nic z tych rzeczy. Rejestrująca skończyła klepać jednym palcem, ucieszyła się i w tym samym czasie wyszła z sali operacyjnej siostra oddziałowa.


Siostra oddziałowa: Danka masz już na zdjęcie szwów kogoś?
Ona rejestrująca 2: O panią właśnie skończyłam
Siostra oddziałowa: To ja już mam w komputerze?
Ona rejestrująca 2: A kurde nie wiem. Wiesz zadzwoń do Krychy. Krycha będzie wiedziała.


Wyszła i za chwilę wraca.


Siostra oddziałowa: Słuchaj, ja nie mam u siebie Malinowskiej, Krycha mówi, że nie zapisałaś.
Ona rejestrująca 2: Jak zapisałaś? Co zapisałaś?
Siostra oddziałowa: No Malinowskiej nie zapisałaś.
Ona rejestrująca 2: Kurde, no nie zapisałam. I gdzie ja teraz będę tego szukać. Czekaj Helena to pisała, to będzie wiedzieć. ? podnosi słuchawkę ? Słuchaj Helena jak wpisywałaś Malinowską, to gdzie wpisywałaś? Nie pamiętasz? Mówisz, że ?szukaj? kliknąć? Masz rację dla pewności zadzwonię do Krychy ( dzwoni). Krycha jak nic nie zrobiłam i Helena wpisała Malinowską, to ?szukaj? kliknąć? No to dobra, tak myślałam, ale wiesz jak to jest potem.
Siostra oddziałowa: No i co jest?
Ona rejestrująca 2: Czekaj zaraz poszukam. O jest. I co teraz zapisz chyba? Nie kurde nie będę dzwoniła. W imię Ojca i Syna, enter. Pokazało, że zapisało.
Siostra oddziałowa: To ja już mam w komputerze?
Ona rejestrująca 2: No chyba, że.


Oddziałowa poszła do siebie, ale drzwi zostawiła otwarte.
Siostra oddziałowa: Nie ma cholera Malinowskiej. Dzwonię do Kryśki (dzwoni). Krycha słuchaj Danka zapisała, na własne oczy widziałam, ale u mnie Malinowskiej nie ma. Co zrobić? Co odświeżyć? Czym to odświeżyć? Dobra wciskam. O jest ostatnio dodana Malinowska. Dzięki Krysia, pa (odłożyła słuchawkę i krzyczy). Proszę! Pani Malinowska na zabieg (głosem ?ruskie dwa razy i pomidorowa?).


Babcia weszła na salę operacyjną i wyszła po 2 minutach, po czym uradowana, że nic nie bolało powiedziała, że trzeba zejść na 7 piętro do sekretariatu po receptę. W takim razie schodzimy na 7. Sekretariat o dziwo otwarty na oścież


Ja: Dzień dobry my po receptę.
Sekretarka: Po zabiegu szwów? ? pokiwałem głową ? Numer PESEL proszę, albo nazwisko.
Ja: Malinowska.
Sekretarka: Maaaliiinowska. Ale ja tu nie mam takiej Malinowskiej. Na pewno po zabiegu?


Babcia pokiwała głową, a łzawiące oko nie pozostawiło pani sekretarce wątpliwości. Sekretarka wzięła słuchawkę i dzwoni.


Sekretarka: Słuchaj Dana mam tu Malinowską po receptę, ale nie mam jej w komputerze. Tak? Na pewno zapisałaś? Kto? Oddziałowa? Dobra dzwonię (dzwoni). Oddziałowa słuchaj Malinowska mi nie wyskakuje. Zapisałaś? Nie, no nie ma sprawy. Tak, "szukaj" kliknij, chyba. Już jest? No dobra sprawdzam, pa.


Odłożyła słuchawkę i patrzy w bazę, oczywiście nie ma Malinowskiej, bo trzeba odświeżyć.


Ja: Trzeba odświeżyć.
Sekretarka: A gdzie?
Ja: Tym klawiszem ? wskazałem na klawiaturę.
Sekretarka: A widzi pan, słusznie. No to mamy Malinowską (uśmiech, nawet ciepły).


Wydała receptę, wyszliśmy o 10.15, w tym 2 minuty ściągania szwów. Przyjechaliśmy do babci i w poczuciu podpisanego w oświadczaniu obowiązku dostarczenia numeru ubezpieczenia, dzwonimy z numerem.


Ja: Dzień dobry, ja miałem podać numer ubezpieczenia pani Malinowskiej.
Ona rejestrująca: O panie co myśmy dzisiaj z tą Malinowską mieli, to byś pan nie uwierzył. Jaki ten numer?


Podałem numer dość rozbawionej pani rejestrującej pierwszej, pożegnałem się i gdy kończyłem ?dziękuję bardzo, do widzenia?, usłyszałem w odpowiedzi: ?Jak kurde rekord nie istnieje??. Odłożyłem słuchawkę, nie byłem ciekaw co się stało z rekordem.


Informatyzacja polskiej służby zdrowie to nie jest XXI wiek, to wiek XIX. Podstawą informatyki w polskiej służbie zdrowia jest wynalazek Antonio Meucci, niesłusznie przypisany właścicielowi patentu Grahamowi Bellowi, wynalazek nazywa się wewnętrzny głuchy telefon.


W imieniu babci relację zdał wnuczek


5.707056
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.7 (17 głosy/głosów)

Udostępnij

Gratuluję pamięci!

portret użytkownika quackie

Czy też z dyktafonem MK pojechałeś?


Czasem mam wrażenie, że pokolenie ery prePeCetowej musi fizycznie wymrzeć, żeby coś się zmieniło. Moje dzieci (jeszcze nie nastoletnie) w tej chwili hulają sobie same po komputerze, jak im potrzebny soft, to sobie ściągną, zainstalują i się domyślą, jak używać. A ich dziadkowie CZASEM do mnie dzwonią po instrukcję, ale generalnie dają radę (roczniki 1946 i 48).


Natomiast co do służby zdrowia, to wychodzi w takich przypadkach fikcja szkoleń. Przeszkolono? Tajess. Lista obecności podpisana? Tajess. No to niech teraz sobie radzą z systemem. A jak sobie radzą? Ano jak wyżej.


_________


Sygnaturka na czas upałów: Bałwany spadają z nieba całkowicie rozmontowane!


@Quackie

Szkolenia nic nie dają bo to prawie czysta teoria.
Weźmy przykładowego rolnika i opowiedzmy mu
o budowie reaktora atomowego korzystając
z wzorów i technicznego nazewnictwa.
Po kursie rolnik gdy pilny odpowie na wszystkie
pytania komisji egzaminacyjnej ale reaktora
nie zbuduje ani obsługiwać nie będzie potrafił.


Moja babcia (95) poświęciła około miesiąca na
poznanie funkcji pilota do tv i dziś posługuje się
nim biegle , korzysta z telegazety , poprawia
kontrast :) itd. Uczyła się bezstresowo na własnych
błędach. Stres jaki towarzyszy działaniu na
poważnych danych doprowadza do szału i paniki.
Znamy to wszyscy.


Problemem jest to że w Polsce nie prowadzi się
na duża skalę badań usability - tzw. użyteczności
oprogramowania. Badania są kosztowne ale
pozwalają budować aplikacje tak aby
mógł obsługiwać je laik.


Krew mnie zalewa że potrafię często obsłużyć
koreański program gdy polskie oprogramowanie
stanowi dla mnie równie często tajemnicza zagadkę.


Pewne progi musimy jakoś 'przeskoczyć'.
Myślę że potrzebujemy czasu i wyrozumiałości.


Szkolenia nic nie dają?!!?

W języku konsultantów jest coś takiego jak "change management". Chodzi nie tylko o szkolenia, ale o zmianę świadomości, mentalności i przyzwyczajeń tak zwanego końcowego użytkownika. Wdrażając system, trzeba przewidzieć jakich środków użyć, aby odpowiednio ludzi przekonać i zmotywować, że trzeba zmienić nawyki i sposób myślenia, tak aby system był dla nich pomocą, a nie złem koniecznym. W każdym projekcie są na to niezłe pieniądze w budżecie. Ale, a pro pos budżetu, w budżetówce nie liczy się efekt, tylko podpis pod protokołem odbioru.
Jeszcze jeden dowód, że własność państwowa jest fatalnie zarządzana.


Zmiana mentalności i sposobu

Zmiana mentalności i sposobu myślenia.. dobre choć
prawdziwe :)


Zapewniam Cię, że w trudniejszych niż medyczne

środowiskach się to udało. Znam projekty, gdzie do "change management" zatrudniano psychologa. Tyle, że tak zwany właściciel procesu ma być managerem, a nie figurantem.


@grisza

Czy możesz sobie pozwolić na 3 miesięczne bezstresowe
szkolenie gdy akurat przetarg wymaga działania
"tu i teraz" ? Dla mnie szkolenia są po to abym uzyskał papier na to co już potrafię :)


Masz pełną rację co do tego jak to powinno wyglądać
jednak jak zwykle istnieje kłopot z koordynacją.


bo to test kwestia celów

Celem wdrożenia systemu nie powinno być wdrożenie systemu, tylko jasno określone, mierzalne (najlepiej w walucie) efekty. Wtedy od początku widać, że nie chodzi o PC w każdym gabinecie i sieć kabli po budynku, tylko o świadomość personelu o możliwościach narzędzia jakie się mu funduje.


I słusznie...

bo change managemnet to zarządzanie zmianą, a przecież zmiany - nowego i nieznanego - boimy się najbardziej


Za różne takie...


E, my jesteśmy zdolny naród, panie z powyzszej historii

portret użytkownika fM

dostały pewnie kompy na wyposazenie kilka dni wcześniej. Przedtem pewnie przychodnia płaciła np. studentom za wprowadzanie danych co miesiąc z formy papierowej.


@fm

Obama ma rację że walka o informatyzację
społeczeństwa jako całości ma sens.


Romskey, powyzsze panie potrafiły obsługiwać komputer, one

portret użytkownika fM

nie znały konkretnego programu, a przede wszystkim bały się, zeby czegos nie sknocić. Stąd to wielokrotne potwierdzanie. Program obsługiwały od 2-3 dni.


Zdarzyło mi się ze 3 razy uczyć osobę, ktora nie miała zadnego kontaktu z komputerem wczesniej, podstaw obsługi. Główny problem początkującej to naprowadzenie kursora na obiekt. Powyższe panie takich klopotów nie miały, czyli ...


Firma powinna była przydzielić na powiedzmy tydzień albo nawet na dzień osobę potrafiącą obsługiwać program od dystrybutora i problem byłby rozwiązany, ale po co, skoro i tak "się nauczą".


Powyższe panie 10 tygodni

Powyższe panie 10 tygodni wcześniej (czas od operacji do zdjęcia szwów) obłsugiwały ten sam program. Powyższe Panie (wszystkie) był już pomostowe emerytki, papierkową robotę z zamknietymi oczyma robiły 24 razy szybciej niż komputerową. Pisały jednym palcem, po każdym kliknięciu odruchowo cofały ręce, tak jakby klawiatura parzyła. Nie mam żalu do tych Pań tak naprawdę, większość Pań była sympatyczna, ale ktoś te Panie "szkolił" właśnie. I to nie 5 dni temu, to był szpital KGHM, trzeba by zajrzeć kto wygrał ostatni przetarg na oprogramowanie, ale ne pewno było to lata temu. I te Panie przez lata są zdane na siebie i Panią Krysię.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Hm, tylko w takim razie uzupełnię, ze moze dostały nową wersje

portret użytkownika fM

Infomedica moduł "Przychodnia" - oni to aktualizują, obsługa ulega jakimś zmianom. Nie mam pojęcia, czy z nową umową z NFZ już zaktualizowali i obowiązują nowe.


Na pewno emerytkom na pól etatu to klopot jakiś moze sprawiać, mimo to trochę mnie dziwi, stąd to, co wcześniej napisałam:)


Jeszcze dodam, ze jak zle wprowadzą, to statystyka nie "zobaczy" i porada przepadnie - NFZ nie zaplaci za nią. Do działu statystyki wstydzą się zadzwonić, a szef je objedzie, jeśli nie powykazują. No to pewnie dzwonią do przychodnianego statystyka medycznego - owej pani Krysi.


Gdyby zdjęcie szwów odbywało się na miejscu, starczyłaby jedna statystyczka też prawda, tylko rejestratorkę powinni mieć ogólną przeszkoloną porządnie i nie byłoby problemu niezależnie od programu.


Te Panie boją się samego

Te Panie boją się samego słowa komputer, boją się dotykać tego urządzenia, słowa oprogramowanie pewnie nie znają. Ktoś im tę traumę zafundował. Jak to zwykle bywa w takich firmach, przejeżdża pan Józek na dwie godziny i szkoli jak z BHP, a już na drugi dzień trzeba pacjentów przyjmować. To tak jakby po 2 godzinach teoretycznego wykładu kazać "kierowcy" jechać w trasę. Kierowca wżyciu w samochodzie nie siedział i nie wie co do czego. One są przerażone tą maszyną i dla nich ta praca to jeden wielki stres.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Kurko

W wielu przypadkach jest jak piszesz. Byłam świadkiem takiego szkolenia, a potem wiadomo....czasu trzeba by się podszkolić przy pomocy osób już posługujących się
tą "maszyną" jak mówisz. Tylko szkoda, że czas pacjentów trzeba poświęcić, często starszych i w złym stanie zdrowia. Nasza rzeczywistość.
Pozdrawiam.


Pasikonik


to nie one mają znać słowo oprogramowanie

Rozróżnienie, pomiędzy oprogramowanie, a proces powinien mieć sponsor projektu - ten, kto wymyślił, że warto miec system.


Tak się kończą hasła - "Informatyzujmy się! Na pewno coś dobrego z tego wyniknie." A toż przecie system to takie bardziej skomplikowane kombinerki - w tym przypadku pudełko z kartonikami. Ważny jest efekt jaki chce się osiągnąć. Ale o tym w budżetówkach nikt nie myśli. Myśli się, że mamy w budżecie na 3 kwartał kasę do wydania na komputery, więc trzeba ją wydać, bo przepadnie. Nikt nie zakłada, o ile zmniejszy się przyszły budżet na koszty, gdy system się uruchomi. W tym przypadku, o ile pacjentów więcej będzie można przyjąć. To są policzalne sprawy! Ale do cholery trzeba przestać stawiać kosy na sztorc, a zacząć myśleć po managersku.


"..kto wygrał ostatni przetarg na oprogramowanie, ..."

i tu jest pies pogrzebany. Tak właśnie myślimy - oprogramowanie. A powinno być usprawnienie procesów poprzez zastosowanie oprogramowania.


To nie jest tylko kwestia

To nie jest tylko kwestia opanowania technicznego.
W 1985r. "prekursorowałam" takie wprowadzenie w malutkim gminnym urzędzie na prowincji. Program Tassword nie był tak przyjazny jak obecny Word, więc sekretarce wprowadziłam wszystkie druki, pokazałam kilka czynności - tu pani wpisze tylko imię i nazwisko, datę i ma pani gotowe, zamiast klepać na maszynie. Powiedziałam tu nic się popsuć nie da, niech się pani pobawi. Niegłupia i niestara dobra sekretarka cały dzień męczyła się, po czym rozryczana przyszła oznajmiając, że mogę ją zwolnić, a ona na tym pracować nie będzie. Paraliżujący STRACH przed nieznanym. :(


nie na darmo mówię o psychologach na projekcie

Na szczęście obycie ze sprzętem w narodzie rośnie.


@fm

Moim zdaniem obsługa komputera to także rozumienie
jego funkcjonowania przynajmniej w zakresie podstawowym. Umiejętność zainstalowania gry i grania
w nią nie uznaję za umiejętność obsługi komputera.


Świadomość tego "jak to działa" eliminuje stres,
rasowe oprogramowanie nie pozwala czegoś ot
tak zniszczyć to pozwala działać w poczuciu
bezpieczeństwa.
Zresztą pisałem o użyteczności, która ma kluczowe
moim zdaniem znaczenie. Dziś w ramach oszczędności środków często wszystkim zajmuje się programsta
a tak być nie powinno. Dzięki temu wszak oprogramowanie jest tańsze ale jego jakość jest
fatalna.
Tutaj należałoby zwrócić uwagę na inny problem.
Biurokracja. Biurokracji nie da się usprawnić.
Może część procesów zachodzić szybciej ale
wypełnianie stu milionów okienek to apokalipsa.


Moze sekret w doborze dostawcy oprogramowania przez NFZ.

portret użytkownika fM

Jakieś przetargi pewnie są, kryteria też, raczej niekoniecznie wśród kryteriów ujmowana jest "przyjazność" oprogramowania.


Jeżeli Kurak - w tym przypadku człowiek "z zewnątrz" -

portret użytkownika quackie

jest w stanie za drugim lub trzecim razem pokazać pani, która (jak niżej) obsługuje to hard i software co najmniej od 10 tygodni, jak to właściwie robić, to nie wydaje mi się, żeby oprogramowanie było specjalnie nieprzyjazne?


_________


Sygnaturka na czas upałów: Bałwany spadają z nieba całkowicie rozmontowane!


masz "amerykańskie" myślenie

Wszystko ma być tak głupcoodporne, żeby nawet debil nic nie popsuł, "po prostu sam system" poprowadził go za rączkę. Podpowiedzi powinny być najlepiej rysunkowe - jakieś piktogramy, a jak coś się zwali, to proces sądowy z wytwórcą systemu.


Zresztą sam sobie zaprzeczasz. Raz piszesz, że obsługa komputera to zrozumienie, a potem wymagasz aby sam program myślał za usera.


Mam takie dobre porównanie z "lean factory". Jednego pracownia kamieniołomu zapytano co robi. Odpowiedział - a łupię te cholerne kamienie przez cały boży dzień. Tu, kuję, tu walę, a tu odkładam.
Drugego zapytano o to samo i odpowiedział - buduję piękną katedrę. Wyobrażam sobie gdzie trafi ten kawałek, który właśnie obrabiam.


Chodzi o świadomość. To jest najważniejsze. Jak będzie powszechan świadomość celu, to i biurokracja sama zniknie, i praca będzie przyjemniejsza i wykonana szybciej.


@grisza

Nie rozumiem pierwszej części. Obie sfery mogą doskonale współistnieć tylko z uwagi na to że człowiek
to stworzenie wadliwe.


Komfort , przyjazność , bezpieczeństwo.


Proste rozwiązanie wygląda tak:

portret użytkownika cmss

panie z powyzszej historii dostają 3 miesiące wcześniej kompa do domu , na własność, podłączonego do internetu. Wraz z informacją; egzamin za 3 miesiące, bez poprawek, jeżeli nie zda to na bruk bez odwołania. Koszt 1,5kzł/głowę.


Platonicznie...


chyba nie

Ja preferowałbym przeszkolenie dobrego fachowca wstawiającego dane na rejestracji czy izbie przyjęć, a cała reszta do uświadamiania ile czasu i wysiłku zaoszczędzą, bo już te dane są - wystarczy nauczyć się do nich dotrzeć.
Widywałem starych magazynierów dostających orgazmu jak im się pokazało w jaki sposób mogą sobie kontrolować i raportować stan magazynu.


Kogo stać na nowe etaty

Kogo stać na nowe etaty ?
Kurka ruszył poważny problem.
Nie opisał jeszcze sytuacji w której w danej
instytucji zwiesza się 'intercom' :)


jakie nowe etaty?

W okresie przejściowym wzrost kosztów zatrudnienia jest akceptowalny, pod warunkiem, że ktoś policzył po jakim czasie projekt zaczyna przynosić zysk.
Ot zaprasza się wybranych, już pracujących ludzi na test polegający na jakieś komputerowej, odpowiedniej grze i widzi kto sobie najlepiej radzi. W godzinę wiedomo, kto może być takim superuserem. To tylko przykład, sposobów mogą być setki, tylko trzeba to ZAPLANOWAĆ a nie odbębnić temat.
Naszą wadą narodową, bodajże największą, jest ustawiczna skłonność do pospolitego ruszenia. A system infromatyczny wymaga logicznego myślenia na każdym szczeblu i etapie. Szczególnie projektowym.


@grisza

Spotkałem się z ok 3% firm w których prowadzi się
sensowne analizy. Polski przedsiębiorca to nadal
stadionowy straganiarz który najlepiej wie ile i na co
a do tego czym są straty rozumiane bardzo szeroko.


Zachód nie jest tak bardzo lepszy, chociaż można
zauważyć że tam jeżeli ktoś się na czymś nie zna
nie wstydzi się do tego przyznać i ewentualnie
wynajmuje doradcę.


Cały czas mówimy o potrzebie wielkiej narodowej
zmianie mentalności. Tyle ze dziś to się nie opłaca.
Kiedy zaczniesz działać w Polsce wg. zachodnich
standardów - zdobędziesz uznanie konkurencji
ale za nic nie zawojujesz rynku który działa wg.
własnych pseudo kapitalistycznych zasad.


W Polsce dobrze sprzedają się e-booki o tym
jak zarobić na sieci. Na miliony sprzedanych
gotowych rozwiązań znajdzie się zaledwie kilka
procent tych którzy je wdrożą , reszta będzie
poznaną wiedza jedynie brylować w towarzystwie
i co najgorsze te osoby często tworzą różne
stereotypy.


Temat rzeka.


masz rację, temat rzeka

Tak z boku:
Książki jak zarobić, to jedna wielka mistyfikacja. Autor sam powinien te biznesy robić, a pisze o tym książkę.
Jak tak obserwuję Polaków, którzy dorobili się pieniędzy, to się częściej zastanawiam, jakiej cechy nie mają w porównaniu do inteligenta, niż czego mają więcej.


@grisza

Mimo wszystko piszący ebooki to
ekonomiczni geniusze :)
Czytałem kilka (nie kupiłem nigdy ani jednego)
- wniosek końcowy można streścić :
"Im więcej włożysz tym więcej wyjmiesz."
Sprzedanie tego prostego sloganu w lotnej
i dającej nadzieję formule pozwala zarobić grube
pieniądze bez żadnych wydatków (no, oprócz czasu
poświęconego na pisanie).


Spotkałem się kiedyś z b.ciekawą opinią wyznaną
przez trzykrotnego bankruta który zajął się szkoleniami :


"Nauczyciel to ktoś taki kto
bardzo dokładnie potrafi opisać
to czego nie potrafi zrobić"


"Nauczyciel to ..."

Tak jak na lekcjach fizyki - Jak widzicie, nic nie widzicie. A dlaczego nie widzicie, zaraz zobaczycie.


Rozwinę :

portret użytkownika tetryk56

Jak ktoś coś umie zrobić - to to robi.
Jak nie umie - to uczy, jak to zrobić.
Jak i to mu nie wychodzi, pozostaje mu zarządzanie ....
T.


jakiej cechy nie mają

portret użytkownika cmss

dobre pytanie. :) I co?


Platonicznie...


boję się odpowiadać publicznie,

bo kto ma pieniądze, ten ma władzę :)


Jak Ci powiem że bradzisz to się obrazisz, więc:

portret użytkownika cmss

dlaczego chyba nie?
Warunki początkowe zadania opisał MK.


Platonicznie...


ja nie taki obrażalski, szczególnie od kota :)

dlatego, że kiedyś próbowałem jak proponujesz.
Wiesz dlaczego Microsoft jest tak powszechny?
Bo on ewangelizuje użytkownika.


Jak się już wszystko wymyśli, wyda pieniądze i wdroży, to od dobrej pracy tej "pani" zależy czy cel został osiągnięty.


I dlaczego nie wyszło? Gdzie był błąd?

portret użytkownika cmss

panie z powyzszej historii dostają 3 miesiące wcześniej kompa do domu , na własność, podłączonego do internetu. Wraz z informacją; egzamin za 3 miesiące, bez poprawek, jeżeli nie zda to na bruk bez odwołania. Koszt 1,5kzł/głowę.


Komp musi być przedłużeniem ręki a nie narzędziem w pracy. Jak to zrobić patrz wyżej.


Microsoft jest tak powszechny bo Linuksy wymagają wiedzy i myślenia. Możliwe że Ubuntu to zmieni, jest pewna (ale mała) szansa.


Platonicznie...


dlatego, że zamiast je przekonać do systemu,

dodatkowo je zestresowałem. Skończyło się reprymendą od prezesa, że IT jest dla biznesu, a nie odwrotnie.
Piszesz, że komp ma być przedłużeniem ręki. Właśnie! A nie protezą. Komp, zresztą tak. Ale cały system za nim skryty, to tylko narzędzie.


O MS i pingwinach napisałeś to samo co ja, tylko innymi słowy, bo wiedza i myślenie nie są powszechne, niestety.


W pewnym sensie, staroświeckim trochę, prezes miał

portret użytkownika cmss

rację. Państwowy był?


W stanach swego czasu ~50% informatyzujących się przedsiębiorstw padło z powodu IT.
Obecnie, o ile wiem ale to nie moja działka, budując byznes zaczynają od budowy IT do byznesu. zmienili kolejność sobie, po prostu.


Platonicznie...


To nie jest rozwiązanie

portret użytkownika Aleksiej

1. Jak panie dostaną na 3 miesiące taki komputer - to wnuczki się ucieszą i może nauczą babcię pogrywać w GTA IV ;-), ale nie w obsługę programu bazodanowego.


2. Często takie panie pracują na zmianę. Jest ich czasami w takim ZOZie więcej jak sześć - a to oznacza, że z podatków nagle funduje się na szkolenia sześć komputerów. Problem leży w tym, że zakup tego jednego komputera często jest już dramatycznym wydatkiem w często zadłużonych zakładach. A tu nagle pomysł na zakup szkoleniowych komputerów - no ja jestem za - może wtedy nareszcie uczciwie zarobię i będę miał więcej jak na waciki;-)


3. Rzadko kiedy programy bazodanowe są w wersji demo do nauki. Jedna licencja kosztuje majątek - a wykupienie dodatkowych kilku na szkolenia kosztowałoby jeszcze więcej.


4. Komputery pracujące w sieci często są podłączone do serwera - którego w domu nie uświadczysz. Tak więc nauka poprzez symulowanie naturalnej pracy - nie jest teraz możliwa.


5. Po 3 miesiącach egzamin, a jak nie zostanie zdany, to na bruk. Szkoliłem często takie panie - i tylko praktyka czyni z nich mistrzynie. Po czym przychodzi aktualizacja softu - i są znowu bezradne jak dziecko. To nie jest wiek, by uczyć się nowych technologii.


Jedyne rozwiązanie jest następujące - karta z procesorem dla pacjenta - i kasa fiskalna dla lekarza. Pacjent podaje kartę do czytnika - jak w bankomacie czy telekiosku od recepcji - wybiera zarejestruj, do kogo, itd... z karty ściągana jest opłata w walucie z konta, drukowane jest potwierdzenie i pacjent idzie do lekarza o precyzyjnie określonej godzinie, czy też na zabieg - podaje kartę do czytnika - odbiera paragon, i z karty pobierane są środki za usługę medyczną. System komputerowy sam przesyła informację o zabiegu do serwera ubezpieczyciela - ten zwraca środki z tytułu ubezpieczenia na konto ubezpieczonego pomniejszone o "udział własny" - bo po to się płaci składki, by nie korzystać bez umiaru.
Niestety - system nie będzie do realizacji, bo wtedy lekarze nie będą mogli kraść. Obecny chaos pozwala im na budowanie lekarskich fortun - o aptekarskich czy producentów leków że nie wspomnę.


Szacun!

portret użytkownika quackie

Jedno pytanie - czy taki system jest foolproof (głupkoodporny)?


_________


Sygnaturka na czas upałów: Bałwany spadają z nieba całkowicie rozmontowane!


Na tyle na ile są foolproof bankomaty...

portret użytkownika Aleksiej

Nadzór informatyczny jest nie do wyeliminowania.


Aleksieju, za ten wpis to bym

Aleksieju, za ten wpis to bym ci dała 6/6, bo widać, że chodzisz po ziemi i wiesz o czym mówisz.
Tylko dlaczego NIESTETY?
Tego mamy chcieć i to forsować!!!


1) Babcia ma traktować kompa

portret użytkownika cmss

1) Babcia ma traktować kompa z taką zręcznością jak nóż i widelec, że o łyżce nie wspomnę. Na początek. GTA IV przez tydzień dobre jest, jak przeżyje znaczy talent jest.


2) Taki ZOZ na bruk, niech nie robi zamętu, Rodowicz ma rację. Wizyta trwała 2h15, zabieg 2 min. Przelicz koszty, płace itd, pociągnij rachunek ekonomiczny i przestań pieprzyć że nie stać ZOZ'a.


3)Jak nie ma wersji demo to niech zrobią albo pa


4) Po pierwsze są w sieci, nieprawdaż? A jeżeli nie to też nie problem, bazy prawie puste, treningowe, są małe i na kompie się zmieszczą. Wersje trial istnieją,. Lub interfejs do darmowej. Tego należy żadać od producenta.


5) Abstrahując od pomysłu, realizowany o ile wiem, czy Ty nie czujesz że dawno przekroczyłeś próg kompetencji?


Platonicznie...


Z tym reaktorem i rolnikiem to przesadziłeś...

Żeby jeszcze jakiś synchrocyklotron to rozumiem ale zwykły reaktor?
Nie doceniasz naszych rolników.
Wiesz jakich techniczno-mechanicznych cudów dokonują ze sprzętem w okresie żniw?
;)


@cenobito

Jest jakaś wioska koło Zakopanego gdzie każdy
rolnik ma traktor własnej produkcji. Fakt.


Pewne progi musimy jakoś 'przeskoczyć'.

portret użytkownika cmss

Tu nie ma nic do przeskakiwania. :)
Nie wymyślaj koła. :)
http://www.useit.com/alertbox/20000319.html
http://www.joelonsoftware.com/uibook/cha...


Platonicznie...


@cmss

W przeskakiwaniu progów chodziło mi czas na dokształcanie informatyczne pracujących seniorów.


Zaś tanie usability daje tanie efekty.
Podobnie z biznesplanem - ktoś powie że do
dobrego planu nie potrzeba tyle pieniędzy co
dobrego pomysłu. Ta wersja jest dla tych którzy
pieniędzy nie mają ale uważają że są kreatywni.
Idealną sytuację miał pewien dekorator wnętrz
zatrudniony w Dubaju w jednym z najdroższych
hoteli. Właściciel pokazał mu apartamenty
i dał wolną rękę - ma być dobrze. Dekorator
zapytał o budżet . Odpowiedź brzmiała :
-nieistotny.


To prosta matematyka. 1 kreatywny = 1 pomysł.
Stu 'kupionych' kreatywnych = możliwość wyboru
ze stu najlepszych pomysłów.


Fakt, szkoleń to chyba nikomu nie robiono.Statystyków medycznych

portret użytkownika fM

zatrudniono trochę, ale pielęgniarka po prostu ma wykonać dowolne polecenie, tak funkcjonuje ten fach.


W lekcewazeniu szkoleń przedują tacy przełozeni, którzy sami nie potrafią wcale tu: obsługiwać komputera, ale ani myślą się do tego przyznać. "Wklep", mówią niezależnie od stopnia skomplikowania danej czynności.


PS. Mimo wyszytko myślałam, ze takie dialogi jak wyzej opisany "chodziły" pięć lat temu. Widać nie wszędzie.


Panienki z okienka na Poczcie Głównej

w Warszawie opanowały ten horror po 5-ciu latach. No, ale tamto pod względem komplikacji nie umywało się do Służby Zdrowia. Cierpliwości życzę.


Niezle:)

6

Z tym fryzjerem to chodzi o to, ze u fryzjera latwo zarazic sie np. zoltaczka, poniwaz niestety szczegolnie w Polsce fryzjerzy dosc niefrasobliwie dopelniaja obowiazku sterylizacji swoich instrumentow. Informacja o tej chorobie, przenoszonej droga krwi jest bardzo istotna dla lekarza.


Podobne braki jak w wiedzy informatycznej dostrzegam np. w znajomosci angielskiego. Wypuscic jakiegos turyste z zagranicy do polskich babek w pkp, banku itp. to tez jest niezly ubaw. Ale tu nie mam obaw, mlode pokolenie jest juz dutzo dalej.


W Nniemczech gdybys zapomniaj karty ubezpieczeniowej odeslaliby Cie do domu i nic by nie pomoglo


Pozdro


Babci życz zdrowia i

Babci życz zdrowia i wyostrzonego wzroku. ;)
Dziękując za tak wspaniale opisaną relację przypomniało mi się, że taką pomoc jakiej udzielałeś, gdzie kliknąć, udzielałam w bankach jakieś 15 lat temu. Nauczyły się i już w bankach takich obrazków nie mamy, to i w służbie zdrowia się nauczą.


A co do kursów, o których poniżej to rzeczywiście, pomagają jak umarłemu kadzidło. Większe kompetencje ma dzieciak lub dziadek-samouk, który miał chęć nauczenia się, niż paniusie z papierkiem zaświadczającym ich "umiejętności". Pamiętam taką jedną, która do CV załączyła plik takich zaświadczeń. Gdy informatyków wołała, bo się cóś popsuło, to obstawialiśmy, co dzisiaj bidulce się stało:


- czy wybrała drukarkę sieciową i na swojej nie ma wydruku,
- czy kursorem przesunęła tekst w dół i góry nie widzi,
- czy wyłączyła wtyczkę z gniazda, bo potrzebowała włączyć czajnik na herbatę.


Czsami udało nam się wstrzelić, ale miała zdolności nieograniczone.


Jaki zabawny tekst, życiowy i

Jaki zabawny tekst, życiowy i pouczający.
Prawie tak dobry, jak naczelnego strażaka z dnia dzisiejszego.
"Wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak uważa, że obecny kurs złotego jest korzystniejszy do wejścia do strefy euro niż ten, który był w połowie 2008 roku."
Można założyć optymistycznie, że według Pawlaka, to co dzieje się z polską złotówką za chwile zostanie ogłoszone sukcesem rządu.
hahahahahahahahahahahahahahahhahahahhaahhahahahaha


Na pocieszenie kolejny rodzynek, tym razem Rostworowskiego.
"Rząd planuje po przyjęciu euro wprowadzenie obowiązku podawania cen w dwóch walutach nawet na pół roku przed przyjęciem euro i kilka lat po jego wprowadzeniu - powiedział w piątek w Sejmie minister finansów Jacek Rostowski."


hahahhhahahahahahahahhahhahahhhahhahhhhhahaaaahhaha


To zaprawdę cudowne, jak ten rząd się martwi o moje dochody w eurostrefie.
Dzięki stokrotne.


Niech mi pan minister

Niech mi pan minister Rostowski wybaczy, jak moglem przekręcić jego nazwisko? Sam nie wiem.


Tytuł mnie zabił

I już chciałem sypać gromy na Kuraka, ale wziąłem się i przeczytałem do końca. I dopiero w połowie załapałem o co chodzi. A to dlatego, że słowo "informatyzacja" w tytule powinno być w cudzysłowie. Bo to co zostało opisane przez Matkę to nie jest informatyzacja, tylko właśnie "informatyzacja".


Pracuję w tej branży i widzę jakie wymierne skutki przynosi porządne zanalizowanie potrzeb, zaplanowanie, zaprojektowanie, zaprogramowanie i wdrożenie aplikacji. Tylko to musi być zrobione właśnie porządnie, łącznie ze szkoleniami i wsparciem technicznym.


Niestety, brak tego o czym piszę wyżej to jeszcze nie wszystko. Z dyskusji wyłania się obraz kolejnych problemów. Sęk w tym, właśnie, że w administracji często pracują osoby, które tam siedzą już od dobrych n-dziestu lat. Dla nich opanowanie umiejętności pracy na komputerze stanowi już pewien problem. Wiem jak jest z moją Rodzicielką. Ma lat 50 parę. Skończyła matematykę, pracowała całe życie jako informatyk. Kiedy dostała laptopa bała się czegokolwiek dotknąć, żeby nie popsuć. Ludzie się oczywiście przyzwyczajają. Często główną przeszkodą jest właśnie strach, żeby czegoś nie zepsuć.


Mamy więc dwa problemy. Problem właściwego przeprowadzenia analizy potrzeb, być może problem napisania oprogramowania (choć to by objawiało się czymś innym) i problem wdrożenia. Sama informatyzacja jest słuszna.


Ale właśnie. Powinna skracać czas pracy i ją ułatwiać. Leczę się w prywatnej służbie zdrowia i u nich system informatyczny funkcjonuje perfekcyjnie. Tylko o to trzeba się postarać.


Amen


Śmiem podejrzewać,

portret użytkownika quackie

że w tej prywatnej służbie zdrowia, z której korzystasz:


1. Komputery i oprogramowanie obsługują ludzie, którzy nie boją się popsuć, ponieważ potrafią obsługiwać sprzęt "z domu", są w miarę na bieżąco z techniką etc.


2. Nawet jeżeli nie potrafią, to wiedzą, że pracodawca wymieni ich na osobę kumatą szybciej niż mówisz "informatyzacja", więc uczą się, bo jako alternatywę mają szukanie pracy. A nie stoją za nimi np. związki zawodowe pielęgniarek.


_________


Sygnaturka na czas upałów: Bałwany spadają z nieba całkowicie rozmontowane!


W administracji tej kliniki

pracują przeważnie ludzie młodzi. Problem "strachu przed popsuciem" powinien powoli zanikać, w miarę jak będzie następowała wymiana pokoleń.


Otóż to

portret użytkownika quackie

wymiana pokoleń. Jakkolwiek w kontekście niedawnego Dnia Dziadka - i doskonałych textów naszych userów o dziadkach - brzmi to dość okrutecznie.


Moja teściowa dostała niedawno komputer i nawet dało się ją namówić (raz), żeby sama go włączyła, sama odpaliła Skype i odebrała połączenie od nas. Było bardzo fajnie, gadały z żoną z pół godziny, ale na razie nie dała się namówić na nic więcej - ani na następne włączenie kompa, ani na otwarcie Outlook Expressa i nauczenie się obsługi emaili. A teściowa jest świeżo po 70tce.


Z kolei moi rodzice - ok. 10 lat młodsi - nie mają większych problemów z obsługą laptopa, a jak mają, to wiedzą, z czym do mnie po radę uderzyć i jak.


_________


Sygnaturka na czas upałów: Bałwany spadają z nieba całkowicie rozmontowane!


Jak nastąpi wymiana pokoleń...

portret użytkownika Aleksiej

...to istnieje ryzyko, że albo służba zdrowia nie będzie już potrzebna, albo czasowo niewiele się zmieni. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na taki przyszłościowy komputer z systemem operacyjnym MS Windows Vista 77, z tysiącem dodatków usprawniających pracę. Kliknie taki młodzian z rejestracji np. w plik bazy, a mu nowa kolejna już wersja systemu Vista 77 zakręci kółeczko "kuku mamuniu", i będzie tak kręcić na ekranie przez dobre 5 minut, nim otworzy kolejne okno aplikacji. Potem zapyta, czy aby nie jest Niemcem...
Jak młodzian bijąc się w płuca, siniaków na piersi dostanie i wreszcie udowodni, że Niemcem nie jest, ani nikt z rodziny, może się proces otwierania pliku powiedzie - ale równie dobrze młodzian dowie się, że Niemcem jednak jest, i że to bardzo nie ładnie jest kłamczuszku kłamać. Po ponownym zalogowaniu może pójdzie mu lepiej, ale bilans czasu na wizytę pozostanie taki sam, tylko inaczej będzie stracony. No chyba, że jednak coś drgnie na lepsze - a za wszystko ponownie wezmą się inżynierowie, a nie jak teraz - dział marketingu.;-)


Wywal Viste w cholerę, WinXP+SP3 albo ostatnie Ubuntu

portret użytkownika cmss

i życie będzie prostsze. :)


Platonicznie...


Jakbym przy tym była!

Prawdziwe i świetnie napisane! Wprawdzie główny temat to potyczki z komputeryzcją, ale dobrze też pokazałeś powszechną manierę zwracania się do pacjentów w karkołomnych figurach gramatycznych byle tylko uniknąć zwrotu pan/pani. W służbie zdrowia każdy, począwszy od ordynatora, a skończywszy na salowej, zwraca się do pacjenta w trzeciej osobie, a jak już chce być bardzo uprzejmy, to przez "wy". Często zadawane przez lekarza pytanie o wiek pacjenta zawsze brzmi: "Ile mamy lat?" - Odpowiadam wtedy - ja mam (xx), a ile mamy razem, to nie wiem.


DamaKier


No nareszcie!

No nareszcie! Panie Matko! Nareszcie!
Takie socjologiczno - psychologiczne bajdurzenie zabije ten Twój interes w tzw. "TRY MIGA"
Warto czasami podyskutować o zwykłym życiu!
Nie tylko Cię Czytają Magistry!
Robole też!!!
I niech Ci nie urośnie Twoje EGO z tego powodu...
Czasem warto pogadać o Polsce z Cieciem!


Witaj Szlachetny Jajcarzu, nasz genialny prześmiewco

Wczoraj... w Ostatnich odpowiedziach... zauważyłem jak czyniłeś wyraźne awanse w moim kierunku posługując się wyrafinowanym językiem miłości...


Ale niestety... wtedy nie byłem w stanie odpowiedzieć... co mnie do dzisiaj boli, że mogłes moje milczenie odebrać jako lekceważenie tak znamienitej postaci na miarę Stańczyka tego portalu...


Więc gdybyś mój Jajcarzu nad jajcarzami... mógł wskazać stosowne miejsca w których raczyłeś mnie tymi, godnymi prawdziwego oświeconego lewaka, komplementami... to byłbym wdzięczny... a z chęcią ci odpowiem...


Więc na wszelki wypadek przytrzymaj rączkami tę błazeńska czapeczkę stańczykowską... by ze zdziwienia i wrażenia nie zakręciła ci się z kilka razy na tym twoim wydatnym czerepie... pełnym tak fascynujących poetyckich pomysłów uwodzicielskich... ty stary zalotniku...


MK

Nie mógłbyś mnie odbanowywać na drugi dzień już od godziny 12:00 ?? Ustal jakąś konkretną godzinę bym wiedział na czym stoję.


No zrozum moja trudna sytuację... Np taki Jajcarz wczoraj mnie delikatnie uwodził... a ja rozpalony i napalony... nie mogłem mu odpowiedzieć... A przecież taki fatygant może czuć się bardzo zawiedziony...


Do tego ja wychodzę na niewychowanego chama który ma w głębokim poważaniu zaangażowaną uczuciowo jednostkę ludzką...


Dzisiaj rząd ustami swoich

Dzisiaj rząd ustami swoich ministrów zaczyna przemawiać i zaklinać kryzys, chwała mu.
Pawlak dał głos, Rostowski dał głos, i już myślałem, że wystarczy, że tyle mądrości na raz zaspokoi głód Polaków na wiedzę ekonomiczną przynajmniej na dwa dni. A tu kolejny kąsek - przystawka alarostowski.
Powiedział mniej więcej coś takiego: Polacy nie stracą ani złotówki, ani eurocenta.
Bo jak podzielisz 2000zł przez 4zł to otrzymasz 500euro i w wyniku tego dzielenia nie stracisz ani jednego eurocenta.
Tak powiedział pan minister. Czy to nie jest geniusz, ludzie? Nobel to zbyt mało dla takiego geniusza. Jeżeli dla kogoś ten tekst jest zbyt trudny, niech zapyta pana ministra, ile eurocentów straty wymusza operacja dzielenia 2000zł przez 3zł, albo przez 2zł. Ja bym go chętnie zapytał, ale podejrzewam, że dzisiaj wyczerpał limit genialnych wypowiedzi.


Byłbym świnią, gdybym

Byłbym świnią, gdybym zapomniał o Chlebowskim, ten również dał głos na temat gospodarki.
cytat:
Zdaniem Chlebowskiego, przygotowanie do wejścia do strefy euro wymaga od ekipy rządzącej wiarygodnej i odpowiedzialnej polityki gospodarczej.


"I taką politykę gospodarczą od roku rząd PO i PSL (...) realizuje. Politykę dbania o finanse publiczne, dbania o niski deficyt, niski dług publiczny" - powiedział. koniec cytatu.


Nie ulega wątpliwości, Polska jest na dobrej drodze, bo przecież ekipa dba o finanse i prowadzi wiarygodną i odpowiedzialna politykę gospodarczą. Tak powiedział pan minister.
Zapomniał dodać, że po 6 miesiącach złoty stracił do dolara 63%. Zapewne dlatego mamy taki niski dług publiczny i niski deficyt. Coś mu umknęło o długu zagranicznym, który przeliczyć trzeba na złotówki po bardzo korzystnym obecnie kursie. Póki co, dług spłacają Polacy zarabiający w złotówkach, ale to są nieistotne szczegóły przecież.


Jak to się ma do tematu?

Jak to się ma do tematu?


nijak, ewentualnie, jak

nijak, ewentualnie, jak gospodarka do głupca.


Widzieli ..?

Promotor Matki - Janusz Korwin Mikke był na zaprzysiezeniu Czumy .Ciekawe.


Mojej żonie się podobało...

Przypomniała sobie koleżanki z dawnej firmy. Uznała tekst za zabawny. Ja zazwyczaj się z nią nie zgadzam, więc uznałem za prawdziwy do bólu.
Za jakość dajemy wspólnie 6/6


Jak nie ma kota, to siostry i komputry harcują.


e_krakowski


O, krakowski! Po wczorajszych opowieściach

z tygrysią paszczą w tle - ze strachu przed kolejnymi - dałem ci ignora. Jak się spod niego wydostałeś? Ciekaw jestem, jak diabli! :)


Jak? Sposobem!


e_krakowski


humour touchpaper

Coś pięknego:)))

Rewelacja! Ja na takie cóś mówię, munio i malina podwójna z sokiem. Dzięki wielkie Infidel (a czemu Ty taki niewierny, że na marginesie spytam?)


Za różne takie...


kwoli sprawiedliwości

to nie informatyzacja jako taka jest winna, tylko nieskuteczna informatyzacja. Zabrakło skutecznego szkolenia. Firma iformatyzująca nie dostarczyła tego szkolenia, a odpowiedzialny po stronie szpitala zaniedbał wyegzekwowania takiego szkolenia. Ot, taki typowy brak profesjonalizmu.


z całym należnym szacunkiem


Chyba nie było większego gniota

portret użytkownika admin

niż pierwsze wersje programu Płatnik. Klęły go w czambuł kadrowe, a błogosławili informatycy, bo dawał zarobek za friko.


Mam na co dzień styczność z informatyzacją sftrefy budżetowej i np takie kwiatki jak programy do obsługi księgowej bez wbudowanego mechanizmu robienia kopii zapasowej to norma. A innego programu kupić nie można, bo ten jest polecany przez powiat, czyli przez sponsora...


Są jak widać tematy, w których możemy się w pełni

portret użytkownika Aleksiej

...zgodzić ;-)
Dodam więcej, że program Płatnika to była rewolucja w przemyśle informatycznym. Pamiętam kluczowe aktualizacje, które zmusiły firmy do nagłej modernizacji posiadanego sprzętu - pamiętam jak kolejka stanęła po monitory 17", bo w natywnej rozdzielczości osiąganej na monitorach 15" przycisk OK zusowskiego formularza wypadał księgowej w jej kawie... i nie było rady - większy monitor, wyższa rozdzielczość - i to tylko przez "małe niedopatrzenie" przy tworzeniu oprogramowania aż taka rewolucja przemysłowa się dokonała.
Płatnik zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną - chciałoby się rzec.


I można było patrzeć, jak tworzy się nowa fortuna powołanej firmy PROCOM. I tylko żal było płacić coraz to wyższe składki na ZUS, gdy czytało się "Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ...marnotrawi sporą część z 3,4 miliarda złotych, które wydaje na własne potrzeby. Pieniądze idą m.in. na bizantyjskie siedziby i kosztowne raporty zewnętrznych firm, które potem lądują w koszu." [ http://tinyurl.com/bzt8h5 ]. I nie dziwi więc potem, gdy czyta się, że "Nawet 210 mln zł mogą do października 2007 r. wynieść łączne przychody Prokomu za prace przy rozbudowie systemu informatycznego ZUS-u." [ http://tinyurl.com/agxnng ]. Aby nie można było stworzyć konkurencyjnego produktu (zgodnie z przysłowiem Ferengi: "Jeśli coś jest za darmo /program Płatnika/- zawsze można kupić to taniej"), niezawisły sąd wydał wyrok "ZUS nie musi ujawniać sposobu komunikacji programu Płatnik do rozliczania składek - uznał w czwartek Naczelny Sąd Administracyjny." [ http://tinyurl.com/cq5mnw ].


Bo przecież dla ówczesnych decydentów to miał być pewny złoty interes niczym nie zagrożony, i tzw. wolne oprogramowanie nie powinno mu zagrozić - tym bardziej, że źle się kojarzy taki tytuł softu "Janosik". Jeszcze by ktoś pomyślał, że ZUS jest bandytą i przestał składki płacić. Wybito też z głowy szybko pomysł, by w samym ZUSie zatrudnić zdolnych informatyków - co za solidną tylko pensję tworzyliby taki program.


Cele zostały osiągnięte. W firmach zaistniała konieczność zainstalowania bardzo dziurawego systemu operacyjnego - Microsoft zanotował nagły wzrost sprzedaży oprogramowania Windows i podpisał porozumienie z Procomem o wzajemnej współpracy - trzyliterówki i to nie z Polski, miały więc w dowolnym momencie przez dziury w systemie wgląd w kondycje polskich przedsiębiorców, o ile ci nie zadbali o ściany ogniowe. Rząd też uzyskał statystyczne dane na podstawie wyliczanych składek o kondycji gospodarczej. Zwalczano przy tym bezrobocie, bowiem księgowa rozliczająca ZUSy i PITy stała się ze względu na stopień komplikacji koniecznością. Dano pracę informatykom - bowiem zabawa z systemem certyfikacji niejednokrotnie doprowadzała do spazmów księgowe i tylko informatyczny madafaka był w stanie sobie z tym poradzić. No i przerzucając konieczność wyliczania składek ZUSu na podatnika, można było ograniczyć zatrudnienie w samym ZUSie - bo to, co w normalnym kraju wyliczał urzędnik rozdzielając składki na składniki i konta, nakazano wyliczyć i zapłacić oraz udokumentować przy pomocy Płatnika, samej tubylczej ofierze.


A że ZUS zbankrutuje, i nie będziemy mieć przez to kiedyś emerytury... kogo to teraz obchodzi. Mi się marzy tylko, aby ktoś odważny zadecydował i uwolnił mnie z płacenia tego przymusowego haraczu co miesiąc... Powiedzmy, że na konto odkładam takie zmarnowane ZUSowskie opodatkowanie w kwocie przykładowo tylko 900 zł miesięcznie. Po 40 latach mam kapitał bez odsetek w kwocie 432.000zł. I tak ma lub więcej każdy co pracuje. Z samych odsetek można bogato żyć na emeryturze, a po śmierci dzieciom przekazać jako pokaźny kapitał. A tu... figa. Okradają nas. Statystyczny Polak żyje 67 lat. A więc po dwóch latach wypłacania emerytur, połowie już nie trzeba nic płacić - a ich pieniądz kapitałowy można zagarnąć.
O uprawomocnionej grandzie z III filarem już się nie będę wypowiadał...


To ładnie, tak łapka w łapkę...

portret użytkownika cmss

trzyliterówki i to nie z Polski, miały więc w dowolnym momencie przez dziury w systemie wgląd w kondycje polskich przedsiębiorców, o ile ci nie zadbali o ściany ogniowe


Chciałbym przypomnieć, że istnieją solidne podejrzenia graniczące z pewnością iż każde solidne oprogramowanie made in USA ma "furtkę" dla trzyliterówek, ich kolegów i "zdolnych takich", stąd firewalle nie zawsze są ratunkiem.


Platonicznie...


Każde solidne oprogramowanie, i...

portret użytkownika Aleksiej

...coraz więcej płyt głównych produkowanych w Chinach, ma już na pokładzie coś, co nas podgląda. W Ameryce była przez to już nawet afera w służbach. A jak strasznie ich boli, gdy muszą zacerować kolejną furtkę, przez którą ktoś nagle postanowił wirusy roznosić. I nagrody za głowę zdrajcy wyznaczają...
Ostatnio nawet okazało się, że w biosie płyty znaleziono już oprogramowanie o takim potencjale, że producent zapytany o to, mętnie się tłumaczył. Niby do lokalizacji skradzionego komputera potrzebne... Taki popularny Skype - również potrafi dziwnie się czasami zachowywać, a w dobrych firmach zakazano go stosować w korporacyjnej sieci. Dlatego lepiej zawsze łączyć się z internetem przez router radiowy sąsiada. Najwyżej, za wszelkie kontrowersje - jego posadzą...;-)


@Aleksiej

Podchodzę do tej sprawy spokojnie.
Taka inwigilacja przypomina podsłuch esemesów.


Zauważyłem że księża bardzo często zainteresowani
są rozbudowanym oprogramowaniem antyszpiegowskim.
Mają wrażenie ze są śledzeni.


Płyty główne ...

portret użytkownika cmss

Jakiś czas temu była afera, że dyski twarde coś tam miały dziwnego i jakoś się z siecią łączyły...


Platonicznie...


Bogato żyć z odsetek od 432000?

6% rocznie ponad inflację to dość przyzwoity spośród pewnych, długoterminowych procentów, a to daje raptem 2160zł miesięcznie. No chyba że mówisz o odsetkach narosłych przez te 40 lat, to już faktycznie inne kwoty.


"Many that live deserve death. Some that die deserve life. Can you give it to them, Frodo?"


Teoria i praktyka

portret użytkownika tetryk56

Teoria - mamy z nią do czynienia wtedy, kiedy nic nie działa, ale wiemy dokładnie, dlaczego.
Praktyka : wszystko działa, ale nikt nie wie, dlaczego.
W naszej firmie łączymy teorię z praktyką :
nic nie dziala i nikt nie wie  dlaczego !
T.


A czyja to wina?

Oczywiście tych, co chłopu dają zegarek. Dali babom w średnim wieku komputery, a olali porządne przeszkolenie. To co opisałeś przypomina mi początek lat 90-tych i moją pracę na komputerze, na zasadzie samouczka, bo żadnych kursów nie było. Jeśli babki są inteligentne, to teoretycznie za pól roku powinny to wszystko robić nawet po ciemku. Jeśli nie są inteligentne, to szpital powinien zatrudnić jakiegoś bezrobotnego po podstawówce, którą skończył niedawno.
A i tak komuteryzacja przedłuża procedury. Tak samo jest na poczcie, gdzie babki dobrze opanowały program i klawiaturę, ale jednak wszystko trwa i tak dwa razy dłużej, niż jak było pisane ręcznie.


jacio


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.
Subskrybuj zawartość