Zawody idiotów, czyli ratujemy niepełnosprawne dzieci i kalekich dorosłych

Prześlij dalej:

Chyba jestem sztywniakiem, konserwą, wapniakiem i tetrykiem jednocześnie, bo nic mi tak w ostatnim czasie nie podnosi ciśnienia, jak rozsiewający się po świecie idiotyzm nazywany „szlachetną akcją”. O tym co było inspiracją dla kabotyńskiej „zabawy” polegającej na wylewaniu wody i wysypywaniu lodu na łeb, dowiedziałem się po kilkunastu scenach odegranych przez mniejszych i większych błaznów. Czy to świadczy o mojej wiedzy i inteligencji? Niekoniecznie, wszak ta „zabawa” dla mądrych inaczej miała właśnie nagłośnić poważne schorzenie, tymczasem i jak zwykle nagłośniła kilka zapomnianych gwiazd ekranu i estrady oraz podtrzymuje dochody wszystkim, którym ciężko ze sceny zejść pokonanym. Zastanawia mnie jedno, dlaczego zawsze i prawie wszędzie schemat głupoty się powtarza. Najpierw pojawia się coś niezwykle prymitywnego, potem dodaje się do tego szlachetne motywacje i oczywiście nieodzowną charytatywność. Nie ma takiej siły, żeby szlachetność i odruch serca połączyć z rozumem albo chociaż pożytecznym działaniem. Wiele bym dał, żeby zobaczyć te zblazowane gwiazdeczki, które nie zaliczyłby nowej matury, jak obsługują basen na sali szpitalnej i zajmują się ciężko chorym. Kupiłbym najmniej dwa bilety, jeśli tylko graliby taki spektakl, w którym blond artystka z łysiejącym prezenterem telewizyjnym zmieniają pampersa dorosłemu pacjentowi z porażeniem mózgowym lub inną nieuleczalną chorobą. I nawet gotów jestem obniżyć oczekiwania do kilku godzin spędzonych na rehabilitacji z dziećmi głuchoniemymi, byle raz jedyny ujrzeć normalność. Niestety nie da się, bo odbiorcy akcji nie są w stanie przeskoczyć pewnego poziomu estetyki, o intelekcie nie wspominając.

W najbliższym czasie nie należy się spodziewać, że ktoś zorganizuje akcję, w której celebryci będą wymieniać planety układu słonecznego albo podadzą wzór na pole koła. Przeciwnie, tylko patrzeć, gdy Brad Pitt wsadzi sobie cygaro w dupę, zwracając tym samym uwagę na wstydliwy nowotwór jelita grubego. Kwestią czasu pozostaje, kiedy ksiądz Lemański założy sobie kilogramowy ciężarek na mosznę i tą metodą da odpór rakowi prostaty. Nie trzeba będzie też długo czekać na nominację Dody przez nieodżałowanego Donalda Tuska, do wydłubania kozy z nosa i przyklejania na czole, co naturalnie przeciwdziała rakowi mózgu. Przepraszam, wysiadam, chociaż widziałem parę rozsądnych ludzi, którzy się dali wciągnąć w głupotę, to zwyczajnie nie kupuję chłamu. Z jednej strony szantaż na obraz i podobieństwo spuchniętych i oblepionych muchami Murzyniątek, z drugiej kasa i promocja wizerunkowa dla cwaniaków i koncernów. Na szarym końcu chorzy na stwardnienie rozsiane dostaną parę złotych na kleik i jeszcze przed kamerami, ze złami w oczach, będą musieli wyrazić wdzięczność szlachetnym gwiazdeczkom. Coś obrzydliwego i to coś załatwia się nieustannie jednym zawołaniem: „najważniejsza jest pomoc, jeśli chociaż jedna osoba zwróci uwagę na problem tej strasznej choroby, to było warto”. Bez dwóch zdań było warto i „było” za chwilę stanie się faktem.

Jak długo to potrwa? Tydzień, dwa? Niech będzie i miesiąc, ale jedno jest pewne, że za dwa miesiące nikt o wiadrze z lodem i tym bardziej chorych na stwardnienie rozsiane nie będzie pamiętał. Pojawi się nowa frajda, kto głośniej pierdnie w obronie zagrożonego gatunku nietoperza, któremu prawdziwemu macho narzeczona założy biustonosz ku chwale kobiet po mastektomii, tudzież kto pocałuje psa pod ogon i uratuje bezdomne koty. Świat kretynieje, nie ma już jednej poważnej rzeczy, przy której dałoby się odpocząć. Niepoważnie traktuje się życie i śmierć, niepoważnie miłość i nienawiść, śmiechu warta jest uczciwość i poświęcenie, rekordy bije idiotyzm usprawiedliwiony charytatywnością. No, ale niech tam! Też mogę się zbłaźnić i skretynieć do reszty, ale w zamian proszę o niezawodną metodę na nagłośnienie pasożytnictwa, prymitywizmu i cynizmu wśród organizatorów akcji zasłaniających się chorymi dziećmi i cierpiącymi dorosłymi. Nie ma problemu przyjmę nominację, granicę skretynienia wyznaczam romantyczną kolacją przy świecach spożytą w dworcowej toalecie, ale oczekuję gwarancji skuteczności. Jeśli tylko usłyszę, że przynajmniej jeden geszefciarz od „charytatywności” po kolacji w kiblu skończy w pośredniaku, już dziś osobiście przygotuję menu i na końcu pozmywam naczynia w pisuarze.

6
16537 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

10 (liczba komentarzy)

  1. ... na zlosc putinowi, i pij cider. Dokladnie to samo.

  2. avatar

    Jakis czas temu  w podobnym tonie (chociaz krocej i nie tak kwieciscie) wypowiedzial sie Lincoln Humpries, komentator w jakiejs lokalnej australijskiej telewizji i po swiecie sie to roznioslo:
    https://www.you...

    ostatnie zdania jego wypowiedzi:

    "In summary, I'd like to nominate everyone everywhere who has more than what they need to donate what they can to the people who need it most," .... "because that's what charity is about, not putting yourself through mild discomfort with a bucket of ice and water."
    "Ice is for keeping fresh produce fresh, beers cold and nipples hard."

    Z drugiej zas strony czytalem gdzies niedawno ze przychody organizacji, ktora zajmuje sie ta choroba w Stanach (nie bardzo wiem o jaka chorobe chodzi a nie chce mi sie szukac) wzrosly w ostatnim czasie kilkunastokrotnie.
    Wiec moze tam tak to dziala. To bardzo mozliwe, to jest U.S.A.

  3. W tej "akcji" chodzi o stwardnienie boczne zanikowe (ALS, ma to Stephen Hawking), nie stwardnienie rozsiane (SM, miał to np. Richard Pryor).

  4. Świetnie oceniłeś to zjawisko.
    Sądzę że całowanie psa pod ogon odpada. Demonstacje muszą być bezdennie durne, ale estetyczne.
    Kiedyś przy podobnej akcji "charytatywnej" Woody Allen powiedział: "a ja powstrzymam się od jedzenia winogron przez tydzień"

  5. avatar

    W Stanach zbierają na badania w sprawie terapii choroby ALS (co wyżej jest wyjaśnione), podobno zebrali ponad 50 milionów, taka ta akcja była „skuteczna”. 50 baniek to stosunkowo niedużo, jak na tak głośne przedsięwzięcie, a na co pójdzie to jak zwykle diabli wiedzą...

    Tak się dzieje, że teorie spiskowe żyją ostatnio wcale nie za długo, bo się pojawiają jako wiadomości i przestają być domeną oszołomów. Jedną z teorii spisowych było to, że zadłużenie młodych ludzi za studia wynosi więcej niż zadłużenie na wszystkich kartach kredytowych. Sumy ogromne, jak nietrudno sobie wyobrazić i obraz rozpaczy młodego pokolenia. Studia kosztują bardzo dużo, granty rządowe są mizerne i studenci praktycznie muszą czesnym uczelnie utrzymywać. Hillary Clinton za jeden wykład na uniwersytecie życzy sobie 200 tys. $, co też było spiskiem, ale przestało. Władze uczelni zapraszają i „płacą”. Jak wyszło to na jaw, Hillary się broniła, że wszystkie te pieniądze idą na charytatywność, zatem logiczne, że ona nic nie z tego nie ma.

    A teraz jak się to robi (wysłuchane w publicznym radiu):
    Instytucje finansowe mają konta, które się nazywają „na cele charytatywne”. Tam się pieniądze lokuje, z deklaracją, że na „charity”, ale przekazanie ich na taki cel nie musi nastąpić natychmiast, w praktyce nigdy nie musi i nie następuje. Od włożonego dobroczynnego kapitału przysługuje odpis podatkowy wykonywany na inne dochody. Suma jest inwestowana, i inwestowana dobrze, bo klienci są tacy, jacy są, oni nie mogą nic stracić. Przychody z inwestycji nie podlegają już deklaracji jako dobroczynne ale od tego też jest ulga podatkowa, bo są na koncie dobroczynnym. Genialne, nie?

    Takim to sposobem np. Mitt Romney, kontr-kandydat Obamy na prezydenta w 2012, w ciągu roku zarobił 7 milionów na „charytatywnym dawaniu”.
     
    Pozdrawiam  z okolicy nadal sejsmicznie wstrząsanej. Główne trzęsienie 6.0 w niedzielę o świcie popaliło chałupki biednym, u bogatych butelki z winem się potłukły. Przeżycie jest bardzo emocjonujące, ale dobrze, że „przeżycie”.
     

  6. całą pomoc jaką "otrzymała" Afryka w poprzednim stuleciu, głównie od państw zachodnich, ale i międzynarodowych agencji powołanych do tego, gdyby do tego dodać zasoby naturalne (ropa, gaz, złoto, diamenty itp), to Czarny Ląd powinien byc światowym tygrysem gospodarczym. A nie jest i w najbliższym stuleciu nie będzie. Większość pieniędzy "przejadają" te same organizacje pomocowe, a reszta trafia do kieszeni lokalnych kacyków na ich złote trony, limuzyny, dwór itp.

  7. (owsik), działał podobnie?

  8. Nie wiem, czy złapałeś ideę tego wiadra z lodem. To wylewanie wiadra z wodą i lodem - musi to być woda o temperaturze bliskiej zeru - ma spowodować "odcięcie" reszty organizmu od mózgu. Tak się czują chorzy na ALS i to o to w tym chodzi - nie o głupie uśmieszki po oblaniu się letnią wodą. Także uważam, że idea była słuszna, tylko została przinaczona.

  9. A idea tego chyba odpływ krwi z mózgu do okolic lędźwi:
    https://www.you...

  10. Sama idea została wyprana...